Zadżumiona rzeczywistość. Chrystus kontra Inkwizytor.

Egzystencjalizm jest doktryną filozoficzną, powstałą w XX wieku. Istnienie człowieka staje się istotą filozoficznych rozważań. Analiza egzystencji prowadzi do wniosku, że nie ma ona żadnych metafizycznych podstaw. Człowiek jest sam w świecie, którego nie rozumie, który jest obojętny na jego losy. Zdany na przypadek, funkcjonuje w rzeczywistości absurdu, ponieważ każdy jego projekt kończy śmierć.  Życie jest pełnym trwogi dążeniem ku śmierci – jak pisał Martin Heidegger. Człowiek w świecie jest wolny, ale samotny. Wolny jest w sposób radykalny, ponieważ nic nie determinuje go ani z zewnątrz, ani z wewnątrz. Jest wolnym – jak pisał Sartre – nawet w więzieniu.

              Wolność najczęściej utożsamiana była z wolnym wyborem. Możliwość dokonywania wyborów jest zasadniczym wyróżnikiem człowieczeństwa, ale jest też dramatem ludzkiej jednostki wówczas, kiedy nie można dokonać żadnego dobrego wyboru. Mówimy wtedy o sytuacji tragicznej. Wolność staje się nie do zniesienia. Trzeba dźwigać ciężar, którego unieść nie sposób, i najchętniej byśmy się go pozbyli. Podświadomie oczekujemy na kogoś, kto zechce się o naszą wolność upomnieć i oddajemy dar, który został nam nie tylko dany, ale i zadany. Jest to typowy mechanizm ucieczki od wolności opisany przez Ericha Fromma. Pozbywamy się jej chętnie, ponieważ rewersem wolności jest odpowiedzialność; odpowiedzialność za własne życie. Ktoś, kto odbiera nam wolność, bierze jednocześnie za nie odpowiedzialność. To bardzo wygodna sytuacja!

            d393d2cc76a5e96fe3c0946429588852.jpg  W powieści Fiodora Dostojewskiego „Bracia Karamazow” jeden z bohaterów (Iwan) opowiada historię o kardynale-inkwizytorze, żyjącym w XVI-wiecznej Sewilli. Pewnego dnia na ulicach miasta pojawia się Chrystus. Zostaje przez mieszkańców rozpoznany, ponieważ uzdrawia i czyni cuda. Witany jest entuzjastycznie. Ludzie mają ogień w oczach i zapał w sercach. Nie podoba się to leciwemu kardynałowi. Zamyka więc Chrystusa do więzienia. Ale to nie wszystko! Pewnej nocy przychodzi do celi, aby wyjaśnić więźniowi, że ten nie tylko nie jest ludziom do niczego potrzebny, ale i to, że psuje inkwizytorowi robotę. Chrystus jest posłańcem dobrej nowiny, czyli wolności. Ludzie nie chcą jednak wolności. Chcą natomiast żyć w posłuchu, bo to czyni ich życie znośnym. Rozpalanie przez Jezusa pragnienia wolności jest według kardynała działaniem nieodpowiedzialnym i niweczy jego długoletni wysiłek.

              „To my – mówi – bierzemy na siebie ten ciężar. To my dajemy im chleb, zapewniamy autorytet i – od czasu do czasu – cud, czyli trzy rzeczy, których potrzebuje człowiek. My mu to dajemy, zapewniając w ten sposób porządek społeczny gwarantujący pokój i bezpieczeństwo. Dlaczego – pyta kardynał Jezusa – chcesz to zniszczyć? Po co przyszedłeś? Żeby burzyć ten porządek i rozsiewać zarodniki anarchii? Budząc porywy serca i czyniąc cuda, niszczysz cały dorobek mojego życia. Burzysz jego sens, a ja na to pozwolić nie mogę.”

           2b6c8e872162333933be7505869d5eea.jpg   Chrystus milczy, nie odzywa się słowem. Z pewnością wie, że z punktu widzenia czysto racjonalnego starzec-kardynał ma rację. Jego sposobowi niczego nie można zarzucić – jest jasne, precyzyjne i logiczne. Ludzie mają problem z wolnością, więc kardynał i Święta Inkwizycja rozstrzygają go w sposób radykalny. Transakcja zostaje przyjęta.

            Tu dochodzimy do bodaj największego egzystencjalnego paradoksu. Człowiek chętnie pozbywa się daru wolności, ale bez tego daru nie potrafi prawdziwie żyć. Prawdy tej nie zna inkwizytor, zna ją natomiast Chrystus. Nie jest On reprezentantem logiki rozumu, jest uosobieniem logiki miłości. Z tego właśnie powodu mieszkańcy Sewilli kardynała się boją, Chrystusa kochają.

Koniec cz. II

autor - Jan Stasica