Z wrocławskich historyjek. Czym zakończyła się wizyta Mariana u siostry ...

Marian przyjechał odwiedzić rodzinę siostry. Lubił Wrocław i tę mieszkającą tu rodzinkę. Miał kilka dni wolnych więc chętnie wybrał się w odwiedziny. Zatęsknił. Kiedyś z siostrą, gdy mieszkali jeszcze na Wołyniu, byli bardzo ze sobą zżyci. Poźniej powojenne losy siostrę sprowadziły na Dolny Śląsk, on znalazł dobrą pracę i swoje nowe miejsce na ziemi w okolicach Rzeszowa. Tak, to już niedługo będzie 30 lat jak skończyła się wojna i ich drogi się rozeszły jak to w życiu bywa.

 

Był bardzo pracowity i zdolny. Taka ,,złota rączka". Potrafił wszystko, każdy problem techniczny był dla niego do rozwiązania i dlatego bez problemu miał zawsze dobrą pracę. A siostra właśnie niedawno przeprowadziła się do nowego domku. Jeszcze tam nigdy nie był a szwagier bardzo liczył na jego umiejętności i porady, jak chociażby rozwiązać problem centralnego ogrzewania, ciepłej wody i takie tam. Chętnie im pomógł we wszystkim.

 

Któregoś dnia po zajęciach na uczelni do domu wpadła bardzo uszczęśliwiona siostrzenica Małgosia. Powodem radości był zakup w ,,Pewexie" nowiutkich dżinsów. Długo odkładała, wujek Marian też teraz chętnie dołożył, ktoś pomógł załatwić dolary i w końcu się udało! Dżinsy były piękne, firmowe. Ale jak to zwykle bywa nie do końca spełniały oczekiwania młodej, modnej dziewczyny. Coś było za ciasne, coś za szerokie i podwinąć troszeczkę by się przydało. Tak fachowo. Marudziła i marudziła, trzeba by pofatygować się do krawcowej.

 

-Ale Małgosiu? Jaki problem? Wujek Ci pomoże, dawaj !- zaoferował się Marian i po godzinie przymiarek i konsultacji wszystko było prawie gotowe. Tylko jeszcze fachowo obrzucić to na maszynie żeby porządnie wyglądało. Będą lepsze niż ze sklepu. A tu okazuje się, że domowy sprzęt jest niesprawny. Marian obejrzał, naprawiłby bez problemu ale gdzie tu zdobyć części do tego? Będzie z tym problem. Tak szybko w tych spodniach na ulicę nie wyjdziesz Kochana. Ale przecież Pan Włodek ma maszynę! Nie tak dawno syn mu przywiózł z NRD. Taką fajną, walizkową. Może pożyczy? Pan Włodek to sąsiad. Mieszka kilka domów dalej. Świetny facet. Bardzo miły i uczynny. Wesoły taki. Zakupy kiedyś pomógł dodźwigać do domu. Kłania się, dowcip opowie, o zdrowie zapyta, doradzi. I tak bezinteresownie. Wszyscy go tu szanują i wręcz uwielbiają. Takich ludzi już nie ma na świecie. On pomoże, już po problemie. Jutro to załatwimy bo dzisiaj już późno trochę i nie wypada ludzi niepokoić. Chociaż nie, dlaczego? Pójdę na spacerek do parku, Pan Włodek przecież wieczorami wychodzi z pieskiem to postaram się go spotkać i zapytać....

 

-Wujku, wszystko załatwione! Pan Włodek się zgodził! Nie ma żadnego problemu! Możesz nawet jutro rano pójść do niego, on wszystko wie i maszynę chętnie pożyczy! Ale jstem sprytna, co? A dasz radę to mi jutro skończyć zanim wrócę z uczelni? Dziękuję Wujaszku!

 

Następnego dnia wczesnym przedpołudniem Marian poszedł po maszynę. Dokładnie mu wytłumaczyli gdzie. Ładny domek, trawniczek, przed garażem ,,Syrenka". Zapukał i otworzył starszy, postawny mężczyzna.

 

-A Pan zapewne po maszynę? Proszę, proszę do środka! Już przygotowałem.To fajna rzecz taka walizkowa. I proszę się nie śpieszyć, nam nie potrzebna. Powiem Panu szczerze,ze żona prawie szyć nie potrafi. Ale syn był na kontrakcie w NRD i taką jej kupił..-rozgadał się wesoło gospodarz.

 

-Tak, tttak dziekuję bardzo....jak tylko skończę to zaraz odniosę...-Marian stał się jakiś dziwny, coś się z nim nagle stało. Przyglądał się uważnie Panu Włodkowi po czym wziął walizkę w rękę i wyszedł. W domu zabrał się do pracy ale mu nie szło...Myślał....

 

Kiedy w czasie wojny dostał od Niemców nakaz pracy wysłano go kilkadziesią kilometrów od domu i tam zajmował się wywózką drzewa z lasu. Pracował również z miejscowymi. Mieszkańcami okolicznych wiosek, których wiele położonych było na odludziu otoczonym lasem. Zaprzyjaźnił się z równieśnikami, poznał ich rodziny. Po pracy chodzili na grzyby, jagody, poznał wszystkie przejścia, dróżki i zakamarki. Dobrzy ludzie. I nakarmili, pomogli, pośpiewali też kiedy był nastrój i na to. Wasylko, Stasiu, Kacper, Stiopa, Hałka...pamiętał dobrze do dziś.

 

Jednego wieczora szedł lasem do przyjaciół. Przypadkowo miał miec wolny jutrzejszy dzień więc po co siedzieć tam w miasteczku w baraku? Lepiej tu spędzić czas. Zmierzał na skróty, wiedział którędy więc po co nadrabiać po głownym trakcie. Od strony osady dochodził jakiś hałas. Stał się czujny. W ciemościach zbliżył się ostrożnie. Chałupy płonęły, na ziemi leżały zwłoki mieszkańców, niektóre strasznie okaleczone i zmasakrowane. Pozostali żywi jeszcze stali ściśnięci w gromadkę. Widzial wśród nich Wasylka, Stasia, Kacpra, Stiopę...tylko Hałki już nie było. Słychać było krzyki i szloch. Po podwórku uwijali się uzbrojeni mężczyźni. Dokańczali dzieła. Ogień oświetlał postać w komandyrskiej czapce z tryzubem. I twarz. Tak. to była ta sama twarz, którą widział dzisiaj kiedy był po maszynę......

 

- Konczit i hodim!-padł rozkaz od tego w czapce z tryzubem. I odgłosu tych serii w stronę wylęknionych ludzi też nigdy nie zapomni. Mimo, że i na froncie później był, widział niejedno.....Kiedy bladym świtem dotarł do miasteczka i opowiedział co widział, usłyszał:

 

-Tak, to banderowcy. Od niedawna grasują. Widać dotarli już tutaj. Teraz i u nas się zacznie.

 

Siostra wróciła i zaczęła krzątać sie po kuchni. Marian odłożył gotowe spodnie, wstał, ubrał się:

 

-Muszę załatwić coś jeszcze w mieście. Chcę też się przejść.

 

-Dobrze, na obiad tylko wróć!

 

Szedł przez park w stronę pętli tramwajowej i myślał. Co robić? Tyle czasu minęło! Tak, jestem im to winien. I Wasylkowi i Stasiowi, Kacprowi i Stiopie i Hałce. Każdy tramwaj jechał w stronę centrum a Marian wiedział, że obok dużego Domu Towarowego jest i budynek, w którym urzędują i milicja i Służba Bezpieczeństwa.

 

Po kilku dniach po Pana Włodka przyjechali ,,smutni panowie". Sąsiedzi szeptali pomiędzy sobą dyskretnie:

 

-Sprawa raczej polityczna. Musiał gdzieś działać, taki porządny człowiek. Podpadł czerwonym, z nimi żartów nie ma.....pomodlić się trzeba za niego, może dobrze się wszystko skończy, teraz czasy już inne.

 

-Taki porządny, dobry człowiek...

 

-Tak....żal go...