Z NATURY RZECZY: Selekcja naturalna

Po dłuższej przerwie wracam na pięć minut z bardzo niedobrym tekstem. Może pierwszym z kilku.

 

Tekst będzie brutalny i nienaukowy, z wysoce nieempatycznym podejściem do zagadnienia naturalnej selekcji gatunku ludzkiego. Wielu poczuje nienawiść do autora, wielu powie że sam powinien się jej poddać, że jest szmatą i czym tam jeszcze, ergo trudno - człowiek myślący nie gardzi swoją wyobraźnią. Próby tłumaczenia świata nie zawsze znajdują opis w ciepłych słowach, ta zabawa w myśli (nie jest ważne czy naukowo uzasadniona) wymagała chwilowego pozbycia się emocji i nieco socjopatycznego spojrzenia na temat.

Jeszcze nieco ponad dwieście lat temu problem przeludnienia rozwiązywał się sam. Nieleczone choroby dość skutecznie skracały życie, niski poziom higieny sprzyjał epidemiom, nie było organizacji humanitarnych i każdy człowiek musiał radzić sobie samodzielnie. Wraz z rozwojem naszej cywilizacji, w górę wystrzeliła też liczba ludności i równowaga została zachwiana, a my okradamy naszą planetę bez litości. Robię to ja, robisz ty i każdy inny, nawet jeśli tego nieświadomy.

Korzystamy z kanalizacji, opieki medycznej na różnym ale wyższym niż dawniej poziomie, jesteśmy dość czyści i łatwiej rozgryzamy kolejne mutacje wirusa grypy. Ludzi nie ma co dziesiątkować, a tym co daje nam przetrwanie nie jest już siła fizyczna, lecz w dużej mierze intelekt. Cóż, przy wiedzy jaką dysponuje społeczeństwo jest to uzasadnione, aczkolwiek ujawniło to pierwsze z oszustw dokonanych przez ludzi ma mateczce naturze. Element może być słabowity fizycznie, ale jego warunki umysłowe pozwalają na zapewnienie bytu potomstwu. Jego mało wydolne serce utrzymują przy życiu chemiczne stabilizatory, nowotwór usunie doświadczony lekarz onkolog, roślinę w stanie wegetatywnym podtrzymuje się elektrycznie. Niedożywione dzieci w Afryce dostają pomoc humanitarną, pomimo tego że warunki nie pozwalają na rozwój ludzkiej egzystencji (co było zanim pojawił się Czerwony Krzyż?). W ten sposób medycyna do spółki z innymi dziedzinami nauki pozwala na przenoszenie słabszych genów na kolejne pokolenia i suma summarum przybywa nas na planecie. Co wyniknie z obrania tego kierunku, to już temat na osobne przemyślenia. Mnogość wad z jakimi rodzi się absolutnie każdy z nas daje do zrozumienia, że eksperyment jest w toku.

Natura nie zawsze musi używać siły, bo wiadomo że i tak odbierze to czego sobie zażyczy. Akcje społeczne walczą z narkomanią, alkoholizmem, brawurą na drogach i przemocą (którą nomen omen i tak mamy w genach). Używki zmieniające percepcję przyczyniają się do tego, że innym możemy wyrządzić krzywdę, są jednak zbawienne dla populacji. Młodzi ludzie zabijają się nieumiejętnie przyjmowanymi dopalaczami, narkotyki kompletnie wyniszczają organizm, nie inaczej z alkoholem. Jeżeli osobnik jest wystarczająco nieodporny na tego typu wpływy, oczyści ludzki genom o mały ułamek procenta. Szalony motocyklista rozbije się na drzewie jeśli nie będzie odpowiednio dobrym kierowcą i nie powstanie kolejne nieskoordynowane fizycznie pokolenie. Brak wyobraźni to cudowny lekarz populacji. Ludzie są doskonali w niszczeniu siebie samych i perfekcyjnie źli z natury, ale na nieszczęście dla planety wiedzą jak bronić się przed stworzonymi przez siebie plagami.

Interesującą wydaje się więc być sztuczka matki natury dotycząca ograniczenia ludzkiego drzewostanu na ziemi, a mianowicie homoseksualizm. Wprawdzie w sieci ciężko znaleźć statystyki dotyczące liczby ludzi deklarujących taką orientację, ilość „deklarujących” wnioskować można więc tylko po obserwowalnych rozrostach manifestacji i parad równości. O ile tekst nie ma na celu potępiania jakichkolwiek orientacji seksualnych, to homoseksualizm sprzyja hamowaniu przyrostu naturalnego, w dodatku obecne normy kulturowe (w większości) akceptują tego typu zjawiska, jednocześnie rządy państw nie zgadzają się na adopcję dzieci przez inne niż heteroseksualne pary.

Selekcji naturalnej podlegamy w okresach wojen. Walczyć jest o co, bo cenne surowce nie występują wszędzie, w innym przypadku to zwykła batalia o wpływy, innym razem urojona wizja chorego człowieka. Niezależnie od przyczyny, większość wojen kończy się wyparciem słabszych jednostek. W stanie wojny będziemy zawsze - wcześniej o religię, teraz o energię, później pewnie o wodę. Rośnie wielkość populacji, wraz z nią coraz większa różnorodność potrzeb i ambicji (te z kolei segregowane są następnie jako surowce wtórne). Uciekający przed przedwojennym poborem do wojska mężczyzna w oczach biologii nie jest zdrajcą narodu, to inteligentnie podchodzący do tematu osobnik, chcący dać swoim genom gwarancję przetrwania. „Naród” lub „ojczyzna” to pojęcia nieco abstrakcyjne, ze znaczeniem przesadnie doniosłym i wykreowanym przez potrzebę przynależności do grupy lub miejsca.

Naturalnej selekcji podlegamy również wskutek działania zjawisk przyrody będących przejawami faktu, że nasza planeta jest aktywna i ulega wpływom swojego bliższego kosmicznego otoczenia. To, co społeczeństwa nazywają gniewem bożym, klęskami, kataklizmami i wieloma tego typu określeniami, jest wyłącznie mającą nadać psychologiczną siłę ludzką interpretacją występujących w przyrodzie sił, de facto działających „od zawsze”. Istotnie, nasz klimat zmienia się i czy to wskutek jakichś standardowych cykli, czy też za drobną pomocą człowieka, ma to przełożenie na siłę ataku żywiołów. Oczywiście, wychowując się w kanonie wartości humanistycznych, uznajemy te negatywne zdarzenia za wielkie tragedie i powód do smutku. Jako ogromną odbieramy też skalę wyrządzonych przez naturę szkód i straty w ludziach. Patrząc na to jednak z perspektywy pozbawionej emocji jednostki, możemy zdać sobie sprawę, że ludzi na świecie przybyło i mniej więcej te same zjawiska naturalne zabiły ich więcej na takim samym obszarze. Czysta statystyka. Cywilizacja osiedla się w każdym możliwym do życia miejscu – obszarze aktywności sejsmicznej, terenach okresowo nawiedzanych przez powodzie i w pobliżu wybrzeża, słowem – bardzo narażonych. Jedno miejsce daje szanse na przetrwanie, inne jest odgórnie zaplanowanym genetycznym sitem.

Selekcja naturalna działa powoli, ale stanowczo i ciężko jej zaprzeczyć, wszystko co w świecie istnieje dąży do uzyskania energetycznego minimum. Przepełniająca planetę Ziemię różnorodność rasowa i kulturowa nie wydaje się być zaplanowana ku naszej uciesze tudzież turystycznej rozrywce. Nie sposób ganić ludzi za to, że w toku ewolucji nauczyli się zadawać pytania i przy okazji masowej reprodukcji stworzyli kolejne gałęzie nauki, wydłużając sobie przy tym długość życia bądź je podtrzymując. Warto jednak czasami zastanowić się, czy skutki działania kolejnej niszczycielskiej fali tsunami to ludzka tragedia, czy też manifestacja tego, że matka natura zajrzała na moment i nie zważając na naszą wolę życia bądź cele, odebrała kilka garstek swojego. Życie jest piękne.