DEPRESJA

Moje refleksje na temat depresji!

 

 

W życie człowieka wpisane jest cierpienie - tak ktoś kiedyś powiedział! Nie wiem co miał na myśli, ale na pewno miał rację! Bardzo mało jest ludzi, których los faworyzuje. Większość żyje bo nie ma innego wyboru i boryka się z trudami dnia codziennego. Kiedy jednak codzienność zaczyna przerastać i gubimy się w tym wszystkim, a życie zaczyna tracić sens wtedy jest już szerszy problem i ma swoją nazwę: DEPRESJA. Mądre książki mówią, jak można pomóc, gdzie się udać i jak leczyć. Nikt nie ma wątpliwości, że jest to  choroba ale ja pozwolę sobie przedstawić moje spostrzeżenia na ten temat.
Mówi się - żyjemy w trudnych czasach; jest wyścig szczurów; słabe osobniki są eliminowane i dużo ludzi stoi w przysłowiowym rozkroku i nie wie, w którą stronę się udać. W mojej ocenie czasy, jak czasy- zawsze było człowiekowi "pod górkę", więc żadna nowość, że i tym razem jest tak, a nie inaczej. Zawsze ludzie musieli dokonywać wyborów, za które od  wieków ponosili konsekwencje i od zawsze mieli poczucie niesprawiedliwości. Kiedyś wcale nie było łatwiej jak teraz. Ludzie kochali się nienawidzili, zdradzali i jak do tej pory historia się powtarza i nikt nic innego nie zrobił, nie dokonał czegoś, czego wcześniej nie było! 
Wrócę teraz do choroby XXI wieku, czyli depresji. Teraz zapewne podpadnę jakiejś części społeczeństwa, bo moje zdanie na temat depresji brzmi: NA DEPRESJE TRZEBA SOBIE MOC POZWOLIĆ! Czy zna ktoś przypadek depresji u kobiety z kilkoma dziećmi, z mężem pijakiem? Bo ja nie NIE! Taka osoba myśli, jak przeżyć i doczekać jutra, jak uchronić siebie i dzieci przed "mężowską ręką sprawiedliwości"; musi spać  w ubraniu i z otwartymi oczami, aby być gotowa na ucieczkę o każdej porze nocy. Zamiast użalać się nad sobą, musi myśleć jak zdobyć pożywienie i jak nakarmić i przyodziać swoje potomstwo. Ona nie ma czasu na myślenie o sobie i swoich odczuciach, bo ma ważniejsze sprawy i poczucie obowiązku!
Natomiast gdy jesteśmy w normalnej rodzinie i tracimy sens życia bo nie poszło tak jak sobie kiedyś założyliśmy, możemy płakać narzekać bo...mamy "publiczność" i kogoś, komu serce pęka na pół, że nasza ukochana osoba cierpi i niejednokrotnie przemyka jej myśl, że być może przez nas!
Dużo osób opanowało do perfekcji takie zachowanie, że cała rodzina chodzi później na paluszkach, szuka specjalistów aby uzdrowić i przywrócić do życia ukochaną osobę. Ukochana osoba natomiast wykorzystuje zaistniałą sytuacje i gra tak, jak pozwala jej przeciwnik. Jest szantaż emocjonalny, cała rodzina potrzebuje leczenia tak samo jak i w przypadku alkoholika! Ja w takim przypadku proponuję dawkę uderzeniową. Jak ktoś mówi, że odbierze sobie życie to ja zalecam przedstawienie sposobów np. z literatury bądź z życia. Takiej osobie zaprzeczanie, żeby tego nie robić daje odwrotny efekt. Natomiast przedstawieniowe propozycji odebrania sobie życia szokuje! Od razu mówię: nie znam przypadku aby ktoś z takiej propozycji skorzystał! To czysta gra na emocjach i szkoda, ze większość lekarzy o tym nie wie albo nie che wiedzieć! Trzeba zrobić coś odwrotnego niż dana osoba się spodziewa wtedy jest efekt i czas na refleksję.
Znam przypadki szantażu emocjonalnego, gdzie matka w podeszłym wieku nie mogła pogodzić się z myślą, że jej najmłodsza córka chce iść na studia na drugi koniec Polski! Była u mnie i mówiła, czego to nie wyprawiała aby dziecko zostało w domu. Udawała ataki serca, rzucała hasła w stylu: "Kto mi poda szklankę wody, jak zasłabnę" itd. Moja odpowiedź była radykalna - nie ma pani prawa marnować życia swojemu dziecku, bo jej życie się zaczyna a pani kończy, a dzieci chowamy dla kogoś - nie dla siebie!
Drugi przypadek chorej na depresje matki... Córka już nie wytrzymuje psychicznie i szuka pomocy, co ma zrobić ze swoim życiem? Chce wyjechać za granicę, ale matka ją szantażuje, że sobie nie poradzi, że odbierze życie, że nic ją nie obchodzi to, że ona cierpi! Poradziłam -  wyjechać ! A na pożegnanie powiedzieć: "Jak mama coś zamierza zrobić, to proszę teraz, bo mama wie jakie bilety są drogie i nie będę na pogrzeb zaraz przyjeżdżać"  Wiem, to może szokować, ale prawdopodobnie w takim przypadku to jedyne co zadziała! Nie można żyć czyimś życiem, bo każdy ma swoje; rodziców trzeba kochać ale trzeba też wyznaczyć granice tej miłości. 
Każdy kogo życie nie rozpieszcza i jest sam i na siebie może tylko liczyć nie zapadnie na depresję, bo komu ją przedstawi? Sam sobie jest sterem, okrętem, żeglarzem i musi iść tak w życiu, jak mu wiatry pozwalają!
Po przeczytaniu tego artykułu może trochę osób mieć mieszane uczucia, ale zanim Państwo osądzicie to zastanówcie się, czy aby nie mam odrobinę racji. Nie mówię tylko tego co sama uważam, ale podpieram się namacalnymi przypadkami z życia moich klientów!