Wyjazd za jeden uśmiech

Czy to jest apogeum głupoty producentów programu typu realily show?

 

Jako (nad)gorliwi czytelnicy nie lubicie moich tego typu ekscesów pisarskich, sama jednak nie mogę się powstrzymać, by nie podzielić się z Wami refleksją nad nową telewizyjną produkcją. Najwyżej ten tekst nie trafi do zacnego grona popularnych.


Tak w telegraficznym skrócie. 
Rzecz dzieje się w dalekim egzotycznym kraju, gdzie współczesna cywilizacji jest prawie niemożliwa do osiągnięcia a dokąd (dla zapewnienia przedniej zabawy widzom siedzących w klapkach przed telewizorem) dobrowolnie wygnani z Polski bogaci celebryci muszą przeżyć w bardzo trudnych jak dla siebie warunkach jedynie za dolara dziennie występując całkiem sote.
Ów eksperyment medialny nie ma żadnych szans powodzenia.

Udawanie biednego nie przynosi za sobą żadnej szlachetnej misji. Bohaterskie gwiazdki telewizyjne. Myślący widz niejednokrotnie zastanowi się nad producencką zagrywką w postaci ustawki, nikt nie ma pewności, co takiego dzieje się po wyłączeniu kamer telewizyjnych. Być może gdy światła gasną, cała ekipa programu "Azja Express" udaje się do luksusowego hotelu, a po powrocie z tych ubogich wakacji, otrzymują horrendalne "odszkodowanie" za udział w programie, który mógł wizerunkowo nadszarpnąć renomę kobiet ze względu na uciążliwy brak makijażu.


Podsumowanie tego wszystkiego prowadzi do wyjątkowo smutnej pointy. Nie ma już rzeczy na świecie, której współczesny człowiek nie zrobi dla mamony. Aż strach pomyśleć do czego może doprowadzić jednostronny konsumpcjonizm. Okazuje się bowiem, ze sama prowadząca za pierwszy sezon otrzyma 600 tys zł. A tyle ludzi w Polsce i nie tylko żyje na skraju ubóstwa, bezskutecznie marząc o jedynie niewielkim promilu tej kwoty, by pozwolić sobie na luksus posiadania własnego mieszkania. Zabawy białych bogaczy są niehumanitarne w takim skrawku ziemi i kultury, gdzie miejscowi na prawdę muszą utrzymać się za mniej więcej dolara dziennie.

Daleka i niezbadana dotąd dokładnie kultura Azjatów była by dość lakowym kaskiem pod względem zdobytego materiału dokumentalnego opowiadającego o jego niestereotypowych różnicach cywilizacyjnych. Z niekłamaną przyjemnością obejrzało by się coś takiego. 
Podobnie jak robi to Wojciech Cejrowski przemierzając świat na boso w poszukiwaniu obcych nam kulturowo cywilizacji.