Wybaczać czy nie wybaczać?

Pod tekstem „O godności i szacunku” Hanki Janukowicz rozwinęła się dość żywa dyskusja dotycząca m.in. sprawy wybaczania lub niewybaczania. Ścierają się poglądy.

 


Pod tekstem „O godności i szacunku” Hanki Janukowicz rozwinęła się dość żywa dyskusja dotycząca m.in. sprawy wybaczania lub niewybaczania. Ścierają się poglądy. Niektórzy dyskutujący zamieszczają obszerne komentarze objaśniając swoje stanowiska. Pozwoliłem więc sobie zamieścić bieżący tekst jako mój dodatkowy głos w dyskusji. Pozwala mi to odnieść się szerzej do problemu, niż to mógłbym uczynić w komentarzach.

Moje stanowisko jest – co oczywiste – subiektywne i opiera się na moim rozumieniu nauki Jezusa.

I ODPUŚĆ  NAM NASZE WINY…

„…I przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy Tym, którzy przeciw nam zawinili…” ew. św. Mateusza, 6.12

„Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli  mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy».”. (Ew. św. Mateusza, 18.21-22).

Jak zwykle – Jezus jest niezwykle radykalny i bezkompromisowy.  Wybaczać, wybaczać i wybaczać, po tysiąckroć wybaczać…Czy to nie aby za proste? Zwłaszcza dla krzywdzących? Nie za dobrze byłoby im? Nie jest za proste, wprost przeciwnie.

SŁUSZNE POSTĘPOWANIE JEST BARDZIEJ TRUDNE,

NIŻ NAM SIĘ WYDAJE.

Przebaczenie nie jest wcale łatwe. Przecież w naszej pamięci tkwi subiektywne poczucie krzywdy: „To przecież on(-a) mnie tak urządził(-a). Ja mam przebaczyć za tak wielka krzywdę?! Nigdy!” Jeśli „Nigdy!”, to nie mam również szans na uzyskanie przebaczenia sobie. Ja nie daję szansy innym – sobie nie daję szansy. A może ktoś powie teraz, że nie ma mu czego wybaczać, bo nikomu nic w życiu nie zrobił złego? Naprawdę?  Nawet sobie nigdy nie zrobił nic złego, nie szkodził sobie – „myślą mową, uczynkiem, zaniedbaniem”?

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.” (Ew. św. Jana, 8.7).

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.(…). Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.” (Ew. św. Mateusza, 7.1-5).

Jak więc widać, sprawa wybaczania naprawdę nie jest taka prosta. Zwłaszcza, że nie może to być wybaczenie w postaci zwykłego mruknięcia, na odczepnego. Wybaczenie ma wyjść z serca. Jeśli mimo werbalnego wybaczenia zauważymy, że będą pojawiały się w nas chociażby tylko strzępy niechęci do winowajcy, to oznacza, że tak naprawdę jeszcze nie wybaczyliśmy. Dopiero, kiedy już nie będziemy mieli na wspomnienie winowajcy żadnych negatywnych skojarzeń, a nawet poczujemy do niego miłość, takie uniwersalne doskonałe uczucie do innego człowieka (tak, tak – nie przesadzam!), to będzie znak, że naprawdę wybaczyliśmy. Oczyściliśmy się w ten sposób sami z wszelkich nienawistnych uczuć, które zalegały w nas, gdzieś głęboko, w zakamarkach podświadomości,  i nie dawały spokojnie żyć, a nawet mogły spowodować poważną chorobę w naszym fizycznym ciele. I na odwrót – prawdziwe wybaczenie jest warunkiem utrzymania lub powrotu do zdrowia.

„W 1999 r. fundacja zawdzięczająca swe powstanie szczodrości brytyjskiego milionera i filantropa Johna Templetona sponsorowała międzynarodową konferencję na temat przebaczania, a następnie rozpoczęła zakrojoną na wielką skalę Kampanię na rzecz Badań Przebaczenia (A Campaign for Forgiveness Research). W konsekwencji poparła finansowo 48 projektów badawczych. Dzięki temu finansowemu zastrzykowi istnieje dziś i prosperuje w Ameryce kilka ośrodków badawczych – w Stanford University, University of Miami, University of Massachusetts, w Amherst i kilku innych uczelniach – które zajmują się naukowo przebaczaniem. Pieniądze Templetona pozwoliły, na przykład Thoresenowi i kolegom, przeprowadzić na grupie 259 dorosłych ochotników wieloletnie badania, które dostarczyły wreszcie brakujących dowodów, że nie tylko wybaczanie poprawia zdrowie, lecz można także proces ten przyspieszyć drogą psychoterapeutycznej interwencji.

Ci uczestnicy eksperymentu, wobec których zastosowano opracowane przez Luskina metody terapii pojednawczej, mieli zdecydowanie lepsze samopoczucie, wykazywali mniej symptomów stresu – takich jak bóle krzyża i mięśni, zawroty głowy czy dolegliwości żołądkowe – a także cechował ich większy optymizm. Obserwowane u nich obniżenie we krwi poziomu kortyzolu – hormonu stresu – także sugeruje, że uwolnienie się od uraz może zmniejszyć ryzyko zawału serca.”(„Trzeba: przebacz!”, Krzysztof Szymborski, „Polityka”, 26.03.2008 r.).

Nie musimy się z tym, kto nas skrzywdził, przyjaźnić, spotykać. Mamy mu po prostu wybaczyć. Naprawdę nie jest to łatwe – zwłaszcza, kiedy stała się nam bardzo wielka krzywda i przeżywamy w związku z tym potężną traumę. Przeczytałem ostatnio wywiad z mniszką z Nepalu, Ani Choying Drohma  zamieszczony w „La Vanguardii” z dn. 28.06.2007 r. („Muzyka to moje narzędzie”,  Ima Sanchis). Bohaterka opowiada w nim m.in. o swoim ojcu, który bił ją i jej matkę, w rezultacie czego znienawidziła go. Zmieniło się to później jednak.

„Mój mistrz, Urguyen Tulku Rinpoche, poprosił kiedyś, abym pomyślała o ojcu coś pozytywnego, i wtedy zdałam sobie sprawę, że ten człowiek naprawdę dużo pracował, żebyśmy mieli co jeść. W ten sposób zrozumiałam, że nie był szczęśliwy, a jego złość brała się z frustracji. I tak stopniowo przestawałam odczuwać wobec ojca nienawiść i  zaczęłam go żałować. Dzięki temu przebaczyłam mu. On dał mi życie, a życie jest cudowne.

Kiedy to odkryłam, mogłam zacząć go kochać i opiekować się nim. Czuję, że pomaganie mu teraz, kiedy został sam, to moja odpowiedzialność. Powinnam mu za to podziękować, bo gdyby mnie nie traktował tak źle, nie zostałabym mniszką, nie odkryłabym swoich mistrzów ani tego, że we wszystkich istotach jest coś dobrego. (…). Dzięki mojemu mistrzowi zrozumiałam, że ważne jest to, jak postrzegamy rzeczy: jeśli w sposób pozytywny, skutek też będzie pozytywny, i na odwrót. Nauczył mnie, że własny osąd niekoniecznie jest słuszny. Że nie odpowiada się niesprawiedliwością na niesprawiedliwość, a na ból większym bólem. Mistrz nakarmił moje serce.” [podkreślenie autora].

Mogę się pod tym tylko podpisać obiema rękami. Już dawno zrozumiałem, że bez moich doświadczeń życiowych, bez bólu i cierpień,  nie byłbym dzisiaj tym, kim jestem. Czy jednak wybaczyłem moim winowajcom wszelkie niesprawiedliwości i wszelkie krzywdy, jakie mnie od nich spotkały? Sądzę, że tak, przynajmniej mam taką  nadzieję. Dlaczego powinniśmy wzajemnie sobie wybaczyć? Bo tak trzeba, bo nasi krzywdziciele tego potrzebują (choć może nie zdają sobie z tego sprawy), bo potrzebujemy tego również my, potrzebuję JA, aby się uwolnić od upiorów przeszłości. Również dlatego wybaczam (czy naprawdę jednak do końca, absolutnie świadomie wybaczam?), że przecież nie znam do końca motywów ich postępowań, wszelkich uwarunkowań i okoliczności, sposobów wychowania, jakim zostali poddani, itd.

A może nasze dusze zawarły wcześniej „kontrakt”, obiecując spotkać się na tym świecie, wspólnie doświadczać i nauczyć się wzajemnie czegoś, chociażby nauczyć się wybaczania? Jeśli więc teraz tego się nie nauczymy, to przyjdzie lekcję powtórzyć. Następna lekcja może jednak być już znacznie trudniejsza. Im większa akcja – tym większa reakcja. To tylko spełnienie kosmicznych, uniwersalnych praw.

Starałem się wybaczyć także i dlatego, że ja również krzywdziłem. Nie ma więc tylko samych winowajców i nie ma samych tylko krzywdzicieli. Każdy z nas jest po trosze i jednym, i drugim.

Trzeba było wybaczyć również sobie. Wymagała tego ode mnie moja miłość własna. Jak mogę kochać siebie, jeśli właśnie sobie nie potrafię wybaczyć? A kimże ja jestem, że nie mogę, nie potrafię  sobie wybaczyć?

Errarum humanum est – „błądzenie jest rzeczą ludzką”. Błądzimy więc, ale jeden z naszych największych błędów mający źródło w naszej pysze to niewybaczanie sobie. Jeśli nawet ktoś nie zgadza się z moim stwierdzeniem, warto może jednak, aby przemyślał sprawę. Bóg gotów nam przebaczyć wszystko, a my sobie nie jesteśmy gotowi? Powtórzę więc: a kimże jesteśmy w takim razie, u licha?

BŁĘDY – TO WIELKIE CHWILE.

SĄ PO TO, ŻEBY SIĘ NA NICH UCZYĆ.

Dawid Neenan, amerykański biznesmen

Taki brak przebaczenia sobie i innym będzie skutkował poważnymi problemami – przede wszystkim zdrowotnymi. Generalnie niewybaczanie sobie i innym, to przede wszystkim szkodzenie sobie, to działanie przeciw własnym interesom, krzywda wyrządzana własnej duszy.

„Przebaczając innym krzywdy, jakie nam wyrządzili, oczyścić możemy naszą duszę. Nad tym, czy korzyść tę przełożyć można na świeckie, wymierne kategorie zdrowia psychicznego i fizycznego, akademiccy psychologowie, przynajmniej w Ameryce, zaczęli się poważnie zastanawiać dość niedawno.

W 1993 r. ukazała się w USA książka Redforda i Virginii Williamsów zatytułowana „Anger Kills” („Złość zabija”), której autorzy przedstawili przekonujące dowody, że negatywne uczucia – złość, osobiste urazy, żądza zemsty itp. – mają też negatywny wpływ na nasze psychiczne i fizyczne samopoczucie oraz mogą w efekcie przyczynić się do pogorszenia zdrowia i przedwczesnej śmierci.”(„Trzeba: przebacz!”, Krzysztof Szymborski, „polityka”, 26.03.2008 r.).

Jeśli nie wybaczamy, to krzywdzimy przede wszystkim siebie. Jeśli krzywdzimy siebie, to siebie nie kochamy. Dlaczego? Bóg gotów wybaczyć wszystko wszystkim, a my nie jesteśmy często w stanie tego zrobić. Podstawowa przyczyna jest prosta – działamy sami i pogrążamy się w negatywnym egoizmie (jest o tym mowa w artykule  „Krzyż i zbawienie” zamieszczonym na EIOBA). Negatywny egoizm wiąże nas  z naszymi najgorszymi cechami i nie pozwala wydobyć z nas światła. Właśnie dlatego mamy przesycić się Bogiem, aby to On w nas działał, zmieniał nas z Synów Ludzkich, obarczonych ograniczeniami, poczuciem niemożności, oddalonymi od Stwórcy i dlatego grzesznymi –  na Dzieci Boże. Bóg wybacza – dziecko Boże wybacza również, ponieważ jest Boskie, ponieważ dziedziczy Boskie cechy, wszelkie przymioty Boga. Zadajmy sobie pytanie: co jest słuszne? Wybaczanie czy niewybaczanie? Co warto i należy robić?

„Co warto w życiu robić?

Próbować zawsze znajdować piękno, niezależnie od tego, jaką przyjmie postać.” („Żyć jak dziecko” – rozmowa z reżyserem Terry Williamem, Ima Sanchis, „La Vanguardia”, 29.06.2007 r.)

Jeszcze raz odwołajmy się do wspomnianego wcześniej wywiadu z nepalską mniszką.

Co warto w życiu robić?

Nigdy nie wolno krzywdzić samego siebie, swojej duszy. Warto znaleźć prawdziwy sens własnego istnienia na tym świecie.

To bardzo trudne.

Często to, co proste, wydaje się najbardziej skomplikowane właśnie dlatego, że jest zbyt proste. To wszystko jest bardzo logiczne.

Co ma Pani na myśli?

Wszyscy chcemy być szczęśliwi i czuć się dobrze, więc skoncentrujmy się na tym: jeżeli będę panią dobrze traktować, uśmiechnie się pani. Na widok pani uśmiechu ja też się uśmiechnę.

Jeżeli będę na panią krzyczeć, przestanie być pani szczęśliwa i zacznie mnie źle traktować, a ja potraktuję panią jeszcze gorzej. To, co czuję, przekazuję innym i dostaję z powrotem.”

„Nigdy nie wolno krzywdzić samego siebie, swojej duszy…”

Wybaczajmy więc sobie i innym. Traktujmy siebie i innych dobrze. Budujmy siebie i innych. To podstawowe nasze zadania.

„To wstrząsające, jak rozkwita życie, kiedy obdarzymy je zaufaniem; jak zmieniają się ludzie, kiedy cenimy ich wyżej i stosownie do tego traktujemy; kiedy poprzez ciche, dyskretne obdarzanie ich szacunkiem przekonujemy ich, że są nosicielami dobra, piękna i tego, co godne miłości, czegoś, co żyje w nich na kształt obietnicy, ale co trzeba wciąż rozwijać. Ludzkie istnienie, jeśli brak mu nadziei na wielkość, marnieje; zamiera samo życie.” („Spotkać Boga w człowieku”, Ladislaus Boros).

Dziękuję dzisiaj Bogu, że przynajmniej staram się wybaczyć sobie i innym, mam intencje wybaczenia. Dziękuję Mu również, że uchronił mnie przed uczuciem nienawiści, jakie mogłem w sobie rozwinąć. Dziękuję Mu również, że dał mi siłę, aby przetrwać najgorsze poniżenie i przebaczyć. Dziękuję również, Boże, że kocham tych, którzy mnie skrzywdzili. Dziwne, prawda? Sam do końca nie mogę tego jeszcze pojąć. Mam wrażenie, że jest to miłość współczująca, jaką można mieć do wielu ludzi.

Wielu naszych winowajców to osoby, które myśmy skrzywdzili. Czy nie jest to zaskakujące? Skrzywdzony bywa jednocześnie krzywdzicielem. I czasem poczucie krzywdy jest w ludziach tak wielkie, że nie dostrzegają faktu, że również sami krzywdzili swoich winowajców. Ciągle jeszcze nie mają świadomości tego, co zrobili, jak nadal postępują – przynajmniej mam takie wrażenie. Nie zdają także sobie sprawy z konsekwencji własnego postępowania – dla siebie przede wszystkim.

Pozostaje więc tylko (i aż) prośba do Boga w sprawie tych osób. Bóg nie odmawia swego dobra, miłości i miłosierdzia dla nikogo. Prośmy również Boga, aby i ci drudzy mieli moc wybaczenia nam. Jeśli zrozumieją, że tak trzeba i przebaczą nam nasze  winy, to staną się nareszcie wolni. I dziękujmy Bogu jednocześnie, że przebacza, że daje nam i innym moc przebaczenia.

NASZYMI WROGAMI NIE SĄ CI,

KTÓRZY NAS NIENAWIDZĄ,

LECZ CI, KTÓRYCH MY NIENAWIDZIMY.

Zasłyszane

Czy taki „mądry” jestem sam z siebie? O nie! Bez Boga we mnie nie zrozumiałbym i nie zaakceptowałbym tego nigdy.

PRZEBACZENIE DAJE NAM MOŻLIWOŚĆ ŻYCIA W SPOKOJU,

MIMO TEGO, ŻE ŻYCIE

NIEKONIECZNIE DAJE NAM TO, CO CHCEMY MIEĆ.

Fred Luskin