Wstawanie. Etap trzeci.

Problemy samotnego. Wstawanie. Etap 3.

 

     Już stoję, to niewątpliwy sukces, ale znów z zamkniętymi oczami – jakoś nie dopracowałem jeszcze tej koordynacji wszystkich czynności. Obijając się i czepiając się ścian człapię po omacku w kierunku sanitarno-kuchennej części mieszkania. No, jest łazienka, otwieram drzwi i nieopatrznie na moment, zapalając światło otwieram jedno oko i zastygam z przerażenia. Przede mną stoi jakiś obcy facet z rozdziawioną gębą, z obłędem i przerażeniem w oczach, ze skołtunioną i rozrzuconą na wszystkie strony czupryną. Natychmiast zamykam oczy i minie wiele chwil, zanim zrozumiem, że to ja właśnie, ale o poranku i nie taki jak wczoraj, z widokiem którego wychodziłem z tejże łazienki przed pójściem do łóżka.

   Kiedyś Liz Taylor powiedziała - za co ją polubiłem i dziś rozumiem - spytana po projekcji filmu, w którym grała dwie role, czarodziejki i wiedźmy, jak to jest możliwe z tak pięknej kobiety zrobić odrażającą czarownicę?

      -   To pan mnie jeszcze nie widział rano – odpowiedziała Liz.

   No więc stoję przed tym lustrem użalając się nad tą ruiną i obrazem człowieczego upadku i z westchnieniem bólu i rezygnacją, nie widząc innego wyjścia sięgam po szczoteczkę do zębów. Stwierdzam autorytatywnie, że projektanci szczoteczek do zębów to niechybnie sadyści. Dawniej to taka szczoteczka była o wiele większa, zdolna za jednym zamachem omieść całą szczękę i kilka machnięć załatwiało sprawę. Dziś te miniaturki stworzone chyba dla liliputów, a zapewne z myślą aby każdy z zębów osobno oporządzić. Wymaga to naprawdę solidnej a nudnej pracy nieskończonego piłowania w tę i we w tę. Nudząc się niemiłosiernie przy tej czynności, chodzę bez celu po mieszkaniu zapewne podświadomie z myślą żeby się rozruszać.

   Prawdziwe jednak rozruszanie to kolejna czynność, do zmobilizowania której naprawdę trzeba ogromnej siły woli. Nienawidzę jej, zawsze mówię sobie: no dziś może zrobię sobie dyspensę, nic się nie stanie jak raz tego nie zrobię, albo może dziś zrobię trochę mniej ruchów. Ale zwykle kończy się na solidnej gimnastyce, bo w trakcie ćwiczeń rozkręcam się, motywuję że to dla zdrowia, że mniej będę cierpiał na kręgosłup na starość itd.

   Tak, gimnastyka to nieodłączna część mojego poranka i czym zapewne zaimponuję, to to że choć za oknem bywa 20 stopni mrozu, ja prawie goły macham różnymi częściami ciała przed otwartym na oścież oknem balkonowym...