Wpisz w Ooogle : Badania HLA, a może podarujesz komuś życie ?

Dawca oddając cząstkę siebie otrzymuje w zamian coś pięknego,niepowtarzalnego - świadomość ocalenia drugiemu człowiekowi życia,podarowania mu przyszłości, która byłaby zamknięta.

 

59b12bb717bf0e2def9b1e6bfd0f3f0e.jpg50 000  dawców w Czechach, 700 000 dawców w Anglii, 200 - 1000 zł kosztuje jedno przebadanie dawcy, 800 przeszczepów rocznie wykonuje się w Polsce, 100 osób umiera ze względu na brak dawcy szpiku. Zabieg wykonany w Polsce kosztuje powyżej 200 000 zł. Polacy szukają i korzystają z dawców z innych krajów. W Polsce można czekać na dawcę rok, może i dłużej. Połowa dawców dla Polaka znajduje się w Niemczech. Badania HLA są różne ze względu na stosunek urzędników do badań cena jest różna i nikt nie wie dlaczego?

W tej chwili za dostępne pieniądze wykonuje się 20 000 badań inna firma mogłaby za te same pieniądze wykonać  40 000 zabiegów/badań. Oddajmy krew do badań na szpik kostny, który uratuje następne ludzkie życie.

-Ola lat 3,5; choroba: syndrom eec.
Mam na imię Ola, mam 3,5 roku i mieszkam w Gdyni. Moi rodzice mówią, że jestem największym szczęściem ich życia. I wcale nie przeszkadza im to, że moje rączki nie są takie ładne jak rączki moich koleżanek i kolegów, że moje ząbki nie mają szkliwa i że już mi się pokruszyły.

-Dawid 6,5 roku, choroba: ostra białaczka limfoblastyczna, diagnoza: 8 luty 2008, Zespół Downa - od urodzenia.
Dawidek urodził się z Zespołem Downa. Jest bardzo żywym, ruchliwym chłopcem. W lutym 2008 r. wykryto u niego ostrą białaczkę limfoblastyczną. Obecnie poddawany jest intensywnemu leczeniu chemioterapią.

-Basia 2 latka; ostra białaczka limfoblastyczna - diagnoza: 14.11.2005 - opuściła nas 24.02.2006 :-(
14 listopada 2005 r. Basia została przewieziona do Akademii Medycznej w Gdańsku na oddział hematologii dziecięcej. Tam wykonano jej badania (biopsję szpiku, punkcję, morfologię z rozmazem). Wyniki wykazały ostrą białaczkę limfoblastyczną (ALL Common).

Obecnie w całej Polsce zarejestrowanych jest tylko około 20 000 osób. W samych tylko Niemczech 1 800 000. W rejestrach światowych ponad 8 000 000 osób.

Przeczytałem ostatnio wiele takich opisów dzieci chcących żyć. Przedstawiłem trzy z nich, nie wybierałem skopiowałem całkiem przypadkowe. A teraz komentarz kobiety dającej życie.

Jestem dawcą szpiku

Mam 26 lat, wychowałam się w domu dziecka. Doskonale wiem jak to jest potrzebować pomocy od innych i nie mieć pewności, że się ją otrzyma. W IV klasie technikum na lekcji wychowawczej zobaczyłam film dotyczący przeszczepu szpiku kostnego. Rozmawialiśmy wtedy o białaczce i o tym, że najczęściej chorują na nią dzieci.

Dowiedziałam się też, że przeszczep szpiku kostnego jest najskuteczniejszą metodą leczenia tej choroby; nie zawsze skuteczną. Po prezentacji filmu osoby chętne do oddania szpiku mogły wpisać się do rejestru dawców. Prosta rzecz: oddajesz krew do badań i czekasz na wiadomość, że znalazł się biorca. Nie zastanawiałam się długo. Pomyślałam: Czemu nie? W końcu nie wiadomo czy sama nie będę potrzebowała kiedyś pomocy. Miałam 18 lat i jeszcze się nie bałam.

Rok później zadzwoniono do mnie z Medigen-u. Wpadłam w panikę. Przestraszyłam się, że to JUŻ. Znalazł się ktoś, komu potrzebny jest mój szpik. W ułamku sekundy milion myśli przeleciało przez moją głowę: Czy to boli? Jak to będzie? Kiedy? Gdzie? Komu?... Pierwsze kilka słów w słuchawce uświadomiły mi, że to tylko uzupełnienie moich brakujących danych. Podałam mój PESEL i... Znowu cisza przez długie miesiące.

Tymczasem dorosłam, usamodzielniłam się z domu dziecka i zaczęłam własne, samodzielne, trudne życie. Po około trzech latach spotkałam się z moją kochaną wychowawczynią ze szkoły średniej panią Anią. Okazało się, że fundacja MEDIGEN próbowała nawiązać ze mną kontakt. Szukali mnie w domu dziecka, w którym nie mieszkałam już od ponad roku. Szczęście, że mieli numer do pani Ani, a ona z kolei miała kontakt ze mną.

Tym razem to było JUŻ, chyba się nie bałam. To była dla mnie dobra wiadomość. Nie wahałam się ani chwili.

Tydzień później siedziałam w pociągu jadącym do stolicy. Miałam oddać krew do autotransfuzji. I oddałam. Niecały miesiąc później miał odbyć się przeszczep szpiku. Wtedy zaczęłam się bać. Nie przeszczepu, ale samego pobytu w szpitalu. Nigdy nie chorowałam poważnie i nie byłam hospitalizowana. Sam budynek szpitala napawał mnie irracjonalnym lękiem. Powoli zaczynałam rozumieć co się dzieje. Ja, całkowicie zdrowa osoba bałam się szpitala! Co musi czuć ktoś chory skazany na długie, trudne leczenie ze świadomością, że nie zawsze się udaje?

Nie mam rodziny, u której mogłabym liczyć na jakiekolwiek wsparcie, nie mówiąc już o emocjonalnym. Poprosiłam, więc panią Anię, aby towarzyszyła mi podczas pobytu w Instytucie Onkologii im. Marii Curie Skłodowskiej, gdzie oddawałam szpik. Na miejscu zrobiono mi różne badania, których nazw już nie pamiętam. Lekarze musieli mieć pewność, że jestem zdrowa i mogę oddać szpik.

Po raz pierwszy w życiu spędzałam noc w szpitalu. To była długa noc. Różne myśli chodziły mi po głowie. Nie, nie bałam się. Wiedziałam, że to, co robię jest ok i że jestem pod opieką najlepszych. Zastanawiałam się, komu pomagam. Kim jest ta osoba, ile ma lat? Czy uda jej się wygrać z tą paskudną chorobą? Myślałam o jej rodzinie. O niezrealizowanych planach, marzeniach. Sama marzyłam o tym, że się uda, wszystko pójdzie dobrze i że mój szpik pomoże. Czułam, że dzieje się coś ważnego, że otrzymałam niepowtarzalną szansę podarowania komuś jeszcze kilku chwil życia.

Następnego dnia zawieziono mnie na blok operacyjny, położono na stole i kazano liczyć wspak. Tyle pamiętam z operacji. Obudziłam się na sali. Dostałam z powrotem krew, którą oddałam miesiąc wcześniej. I po strachu. Pozostawałam pod wspaniałą opieką fachowców i jednocześnie ciepłych, życzliwych osób. Dowiedziałam się też, że mój szpik pojedzie do piętnastoletniego chłopca. Mój Boże! Piętnaście lat! Ileż to wtedy człowiek ma marzeń, pragnień, planów na przyszłość.

Następnego dnia mogłam wracać do domu. Dostałam rozkaz, aby nie dźwigać ciężarów i informację, że przy schylaniu może mnie trochę boleć miednica. No i najfajniejsze - zwolnienie z pracy na cały miesiąc. Przydało mi się, bo wreszcie miałam czas, aby dowiedzieć się wszystkiego o białaczce. Przed przeszczepem wolałam nie wiedzieć. Gdy już przeczytałam różne, mądre książki o białaczce, doszłam do wniosku, że moja operacja to pikuś. Tak! To nic szczególnego! Biorca to ma dopiero drogę przez mękę. Decydując się na przeszczep szpiku podejmuję długą, trudną walkę. Nawet nie potrafię wyobrazić sobie jak wielką siłę trzeba znaleźć w sobie, aby zmierzyć się z białaczką. Podziwiam ludzi chorych, którzy walczą, nie poddają się pomimo wielu wątpliwości, obaw i bólu.

Od tamtej chwili minęły cztery lata. Często myślę o chłopcu, który dostał mój szpik. Mam wielką nadzieję, że udało mu się wygrać z chorobą. Teraz powinien mieć 19 lat. Może studiuje, zakochał się, buduje swoją przyszłość.

Ja jestem okazem zdrowia. Pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, zawieram nowe znajomości. Często mówię o białaczce, przeszczepach szpiku kostnego. Pragnę uświadomić innym, że oddanie niewielkiej ilości własnego szpiku, (który całkowicie regeneruje się w ciągu roku) może dać nadzieję, przywrócić marzenia, uratować życie!

T o       D Z I Ś    J E S T   P I E R W S Z Y    D Z I E Ń    R E S Z T Y    M O J E G O    Ż Y C I A 

                   Dzięki  Tobie   to samo  powie  jeszcze  jeden  człowiek

Ten artykuł dedykuję  Klementynce, i całej Jej wspaniałej Rodzinie, dla której choroba nie jest tragedią czy powodem do narzekania. Tej miłości, która panuje w tych rodzinach życzę wszystkim zdrowym, którzy jeszcze nie poznali  tej choroby. Bądżcie zdrowi.