Wolność wyklucza równość...

Obecnie w Europie mamy przeważnie do czynienia z syntezą demokracji i liberalizmu.

Ta składnia ma za zadanie przypisywać demokracji cechy liberalne.

Przykład;

państwa, które nie wyrażają zgody na przyjmowanie uchodźców są uważane za „niedemokratyczne”, a winni wg pojęć być nazwane „nieliberalnymi”.

Toteż nie istnieje nic … co można by nazwać wolnością demokratyczną, istnieją jedynie wolności liberalne.

Nowożytny renesans demokracji w kształcie nadanym jej przez rewolucję francuską – wykreował demokrację nieliberalną. Demokracja występuje w dwóch formach; bezpośredniej i pośredniej.

W tej pierwszej obywatele decydują większościowo in persona, w pośredniej wybierają swoich przedstawicieli, którzy następnie podejmują decyzje w głosowaniu większościowym. Dlatego też „czystą” demokracją jest jedynie jej forma bezpośrednia.

Toteż partie polityczne łączy skłonność  włączania do rządów kolejnych instrumentów plebiscytowych, od inicjatyw obywatelskich poprzez referenda.

Gdyby demokracja była dobrą rzeczą, to najlepszym ze wszystkiego byłoby maksimum demokracji.

W demokracji liberalnej występuje nieuchronna sprzeczność między wolnością a równością, które wykluczają się wzajemnie, bowiem możemy być albo wolni, albo równi.

A jak się rzecz ma w naturze?

Natura (z wyjątkiem świata minerałów ) nie zna równości ani identyczności. Wszystko co identyczne jest sobie równe... lecz nie odwrotnie. Chcąc zaprowadzić równość trzeba użyć siły. I tak; Lubisz żywopłot równiusieńki, czyli musisz go wbrew jego woli przyciąć pod linijką... nie podoba się mapa topograficzna... to należałoby zniweczyć góry a ich materiałem pokryć doliny. Gdyby wszyscy ludzie mieliby być równi pod względem intelektualnym, wszystkich głupich i leniwych należałoby zmusić do wysiłku umysłowego, a mądrych na siłę ogłupić.

Jeżeli dalej pragniesz równości to przeczytaj w mitologii greckiej opowieść o rozbójniku Prokruście.

Co z tego wynika dla rządzących Europą – odpowiedz sobie sam.