Wola mocy!

"Idejka" pojawiła się w głowie Rodiona Raskolnikowa nagle i niespodziewanie. Młody student z początku sam był nią przerażony. Jednak umysł raz zainfekowany, nie mógł się już z nią uporać. Bezczynność i bieda stała się dla "idejki" najlepszą pożywką. Co więcej, Rodion zaczął otrzymywać z otoczenia sygnały potwierdzające jej słuszność. Raz był świadkiem dialogu, w którym jeden z rozmówców stwierdza, że zabicie lichwiarki byłoby zbawcze dla społeczeństwa. Innym razem na Placu Siennym słyszy, jak Lizawieta, przyrodnia siostra Alony, mówi do kogoś, że nie będzie jej w domu w czasie, kiedy Raskolnikow zaplanował zbrodnię. Wygląda to tak, jakby cały zewnętrzny świat przytakiwał młodzieńcowi. Ale przecież może być i tak, że zarażony umysł Rodiona szuka potwierdzeń w rzeczywistości zewnętrznej. Jakkolwiek by nie było, fantastyczny i abstrakcyjny plan zamordowania staruchy nabiera konkretnych kształtów i zyskuje moralne przyzwolenie. Obcy algorytm, zwany "idejką" opanowuje całość istoty Raskolnikowa, gruntownie modyfikując jego postrzeganie samego siebie, innych i świata; naruszając fundamenty aksjologiczne i rozpuszczając zasady moralne. W języku religijnym nosi to nazwę opętania.

By zostać opętanym wystarczy dopuścić, nawet teoretycznie, że można zrobić coś, na co nie ma moralnego (a więc ludzkiego) przyzwolenia. Umysł człowieka jest zdolny do uzasadnienia każdego, największego wręcz, wykroczenia. Spróbujmy odczytać powieść rosyjskiego pisarza w kontekście filozofii Fryderyka Nietzschego.

 

 

WOLA MOCY

 

 

W systemie myślowym Fryderyka Nietzschego ważne miejsce zajmuje rozróżnienie dwóch sił: afirmacji i negacji. Źródłem obu jest wola mocy. Tak jak w wypadku innych ważnych pojęć w filozofii Nietzschego, tak i tutaj należy ściśle zdefiniować zakres tego pojęcia, by nie narazić się na nieporozumienia, prowadzące – niejednokrotnie – do wypaczenia myśli filozofa. Nie jest to zatem wola będąca mocą, ponieważ takie rozumienie sugerowałoby określone pragnienia i potrzeby o charakterze jednostkowym, czyli wolicjonalne indywidualne nastawienie do rzeczywistości zewnętrznej. Ja czegoś chcę, ale to „coś” znajduje się poza mną, czyli w świecie. „Świat” naginając do swojej woli, czynię go jednocześnie przestrzenią zaspokajania; teatrem, w którym wola odgrywa rolę reżysera, aktora i scenografa. Świat staje się w ten sposób sceną dla woli, która zagospodarowuje nie tylko martwe elementy, ale także „innych”, biorących udział w spektaklu mojej woli. Wola, wchodząc raz w świat pojmowany jako scena, już z niej nie schodzi. Co więcej, stara się zawładnąć coraz większą jej przestrzenią i coraz bardziej apodyktycznie domagając się posłuszeństwa. Taka – po schopenhauerowsku definiowana wola – staje się źródłem cierpień jednostki. Paradoks polega na tym, że im bardziej imperialny jej charakter, tym wyższy stopień niezaspokojenia. Człowiek spełniony, czyli ten który zaspokoił wszystkie swoje pragnienia, byłby najbardziej nieszczęśliwym. Nazwijmy to na nasz użytek paradoksem woli. 

              W wyrażeniu „wola mocy” rzeczownik „wola” nie oznacza zatem ślepej siły, której podporządkowanie nieuchronnie prowadzi do niewoli. Zaspokajanie potrzeb nie jest wszak kwantyfikowane jako „mogę”, ale jako „muszę”. Nie oznacza ślepej siły, ponieważ ta wola nie jest moja, jest to wola mocy. Mocy, która posiada wymiar podmiotowy, ale jest siłą ponadjednostkową. Moc tę Nietzsche często nazywał Dionizosem, czyli życiem w jego najbardziej elementarnej, czyli najbardziej zróżnicowanej postaci. Życie jest Dionizosem, Dionizos jest Mocą, a wola jawi się jako afirmujący gest. Wola mocy jest zatem wolą życia samoafirmującego się. Jest jak tancerz, który także potrzebuje sceny, by swą autoekspresję wyrazić ruchem, ale w żadnym przypadku nie próbuje tą sceną zawładnąć. Tańczyć po Nietzscheańsku to znaczy uzgadniać rytm własnego istnienia z rytmem samego życia. Taniec jest najwyższym stopniem afirmacji, ponieważ w tej aktywności dochodzi do utożsamienia ogólnego i jednostkowego, przy jednoczesnym zachowaniu samego podziału. Możemy zatem mówić w tym przypadku o Heglowskiej zróżnicowanej tożsamości.

              Przeciwieństwem tancerza jest tragarz przygnieciony bagażem swoich i nie swoich win. Tragarz jest metaforą tego aspektu mocy, którego żywiołem jest negacja. Każde „nie” jest braniem na siebie kolejnego ciężaru. Jedynym „tak” jest zgoda na dźwiganie, ale to ta-ak przypomina odgłos osła. „Nie” jest negowaniem samego życia, sokratejskim nihilizmem odrzucającym życie w imię wyższych zasad – piękna, dobra, wiedzy. Nietzsche właśnie Sokratesa obciążył winą za zejście filozofii z drogi życia. W świecie wszechogarniającego nihilizmu, wyższy człowiek jest tym, który afirmuje i to czyni go nieszczęśliwym, bo to on musi tworzyć prawa w świecie całkowitego podporządkowania. Problemem najpoważniejszym jest samo zanegowanie woli mocy. Ludzie resentymentu zarażają swoim nihilizmem tych, u których wola mocy dotąd działała w sposób nieskrępowany. Ze słabości robi się cnoty, te z kolei kostnieją w społeczne prawa. Wola mocy zostaje ubezwłasnowolniona.

koniec cz.II

 

autor - Jan Stasica