Woda natury swej nie zmieni

Firmy budowlane w całej Polsce popełniają grzech pośpiechu i nadmiernej oszczędności.

 

Prawa fizyki są nieubłagane i nie można ich naginać. Podczas budowy budynku, zwłaszcza przy wylewaniu stropów i filarów zużywa się duże ilości wody, która musi później odparować i nie ma innej opcji. Proces budowy wymaga przerwy technologicznej, żeby cała woda mogła bez przeszkód ulotnić się do atmosfery.

8c9c5128313cfc222fb70f7caf10873c.jpg

Niestety firmom budowlanym się spieszy. Chcą jak najszybciej oddać obiekty inwestorowi i skasować należność. Skracają więc procesy technologiczne do minimum, nie pozwalają wodzie swobodnie odparować i na świeżą ścianę kładą ocieplenie. Dodatkowo oszczędzają na kosztach stawiania rusztowania, bo przy ocieplaniu ściany korzystają z tego samego, które służyło do jej budowy.

Budowlańcy kończą budowę, wystawiają fakturę i ulatniają się, natomiast wilgoć w budynku wprost przeciwnie, nie ulatnia się. Nie mogąc odparować na zewnątrz, woda zawilgaca i zagrzybia wnętrze budynku, stając się zmorą użytkowników i zarządców. Dość szybko okazuje się, że gwarancje są nie do wyegzekwowania, a odszkodowań za wypaczone parkiety i boazerie nie należy spodziewać się na tym świecie. Wykonawca budynku ma zazwyczaj wielu podwykonawców, którzy również zatrudniają inne firmy na różnych zasadach i właściwie odpowiedzialność się rozmywa. Frajerowi, który kupił mieszkanie w takim budynku i musiał później wyrzucić zepsutą przez wilgoć dębową boazerię pozozsaje tylko złość.