Wiara, wiara, co z tą wiarą?

No właśnie?

 

 


Wiara jest czymś co powinniśmy zachowywać dla siebie. Wolność wyznania nie polega na narzucaniu innym swoich poglądów czy eksponowaniu ich publicznie w każdy możliwy sposób. Polega na tym, że możemy wierzyć w co tylko chcemy i nikt nie powinien nam tego zabraniać. Dlatego każdy z nas powinien zrozumieć osoby niewierzące, które mają dość symbiozy religii z państwem. Konstytucja gwarantuje świecki charakter państwa, ale jak w praktyce to wie każdy obywatel tego kraju. Osobiście naprawdę rozumiem i popieram święta narodowe z udziałem naszej religii, bo to nierozłączna część naszej historii i nie powinniśmy jej odrzucać, ale są pewne granice. 

Tu naprawdę nie chodzi o wyszydzanie cudzych poglądów, tu chodzi o sytuacje neutralną. Sytuację, która będzie odpowiednie dla wszystkich stron (pragnę przypomnieć, że nie są to jedynie dwie strony, ale jest ich bardzo wiele). Jest takie magiczne słowo, które powinno być użyte wobec wszystkich spornych sytuacji poglądowych - kompromis. Tak drodzy państwo. Chodzi o kompromis poparty logiczną, racjonalną argumentacją i wyliczeniami. Należy pamiętać, że poglądy, to nie są dobra materialne. Nie jest dobrze gdy mniejszość narzuca swoje prawa większości. Dlaczego miałoby tak być? W końcu to większość posiada więcej głosów, żyjemy przecież w państwie demokratycznym. Należy jednak pamiętać, że zabieranie pieniędzy równym obywatelom na cele sprzeczne z ich poglądami nie jest różnica poglądów. Nie może być tak, że podatki ogółu, wszystkich obywateli są przyznawane na utrzymywanie duchownych w armii czy szkołach. Dlaczego naucza się przedmiotu któremu poświęca się więcej czasu w tyg niż biologii? W programie podstawowym liceum zakłada się więcej godzin nauczania religii niż biologii i chemii razem wziętych. Czy to naprawdę dobry pomysł z perspektywy wykształcenia naszego społeczeństwa? A może to tylko strata środków z naszych podatków, które mogłyby zostać lepiej wykorzystane? 

 
Oczywiście istnieją osoby, które chcą po prostu uzmysłowić wierzącym, że się mylą, tak samo jak istnieją wierzący którzy chcą nawrócić, uratować ateistów. Ale czy po jednostkach możemy oceniać ogól?


A co do samej różnicy poglądów: Wierzący nie mogą zrozumieć jak można nie wierzyć w  Boga, nie wierzyć w przyszłość, która czeka ich kiedyś tam po śmierci.   Nie wiedzą jak ateiści potrafią tak łatwo stwierdzić, że nic po tym życiu nas nie czeka, a ludzie są zwykłymi zwierzętami. Być może chcą im nawet w jakiś sposób pomóc. Są po prostu są pewni istnienia Boga tak samo jak ateiści są pewni tego, że on nie istnieje. Wierzą, że ktoś nad nimi czuwa i kierują się zasadami które zostały przez niego zesłane. Jeżeli przykładem będzie religia chrześcijańska to nie ma w tym nic złego i uważam, że większość ateistów się ze mną zgodzi.



Większość osób widzi właśnie taki podzial, zapominając o tym, że świat nie jest czarno-biały. Ateiści wytykają wierzącym zbrodnie kościoła oraz fanatyków. Wierzący natomiast ateistom dyktatorów, komunistów i inne jednostki. Ale czy idąc tym tropem do wierzących nie zaliczają się kanibale wierzący w słońce oraz ci którzy zabijają siebie i w skutku cały tłum ludzi w imię Boga? Natomiast do ateistów.. Ok, nie wpada mi na myśli nic gorszego od dyktatorów. Podział nie jest biało-czarny, istnieje wiele alternatyw. A takie przekrzykiwanie się na podstawie historii osobiście mnie bawi oraz świadczy o inteligencji osób piszących takie rzeczy. 
Zdajecie sobie sprawę z tego, że żadna ze stron tak naprawdę nigdy nie wygra, prawda? Problemem tak naprawdę nie jest wiara, a zwykłe zaślepienie. Czy naprawdę potrzebujecie dowodów na rzeczy oczywiste? Szczerze powiedziawszy chce mi się śmiać gdy widzę osoby stwarzające jakieś skomplikowane teorie i dowody, które jednocześnie nie widzą świata dookoła siebie. Chyba muszę przeprosić, artykuł jest stronniczy. Ale skoro tak to pokuszę się o  dodanie czegoś  więcej od siebie.

Zastanawiam się, dlaczego wierzącym tak trudno przyjąć do wiadomości, że jesteśmy zwierzętami. Mówią że teoria darwina jest kłamstwem, wspierając to masą skomplikowanych dowodów. Czy nie wystarczy odrobina dystansu, aby zostaczyć, że my i zwierzęta mamy tyle wspólnych cech? Jesteśmy zbudowani bardzo podobnie, czy to nie znaczy, że jesteśmy dla siebie bardzo bliscy? Czy to nie oznaka tego, że tak samo jak oni jesteśmy mieszkańcami tej samej planety? Jeżeli naprawdę uważacie, że   skoro jesteście "odrobinę" bardziej rozwinięci od innych gatunków zwierząt i pozwala wam to decydować swobodnie o ich życiu, bo ktoś napisał tak kiedyś w jakieś książce i jednocześnie nie widzicie w tym nic złego, to.. jesteście dla mnie po prost u zwykłymi hipokrytami. Nie mówię, że nie powinniśmy tego robić, chodzi tylko o to, żeby zdawać sobie sprawę z systemu funkcjonowania tej planety. Oczywiście, że Bóg mógł to wszystko stworzyć. Ale zadajcie sobie pytanie, czy w takim razie chcecie wierzyć w Boga, który wymyślił system w którym słabsi giną, a silniejsi wygrywają? System w którym dla życia, w celu zdobycia pożywienia musimy pozbawiać życia inne istoty? Jeżeli to prawda, jeżeli Bóg istnieje, to uważam, że musi być bardzo złą istotą. Dlaczego słabsi muszą ginąć? Tylko dlatego, że są słabi? Czy bycie słabym to coś złego? Dlatego nawet jeżeli wasz bóg istnieje, to nie będę w niego wierzył. Nie zasłużył, aby składać mu modły. Bardziej wiarygodny był już Odyn, który pozbył się wszystkich lodowych gigantów. Widzieliście kiedyś lodowego giganta? On dotrzymał obietnicy, o wiele bardziej zasługuje na czczenie niż miłosierny stwórca, który tworzy taki okrutny system. 

 

 

Nie zapominajcie, że człowiek bardzo łatwo ulega manipulacji, jest to faktem, chyba nikt temu nie zaprzeczy. Można więc mu wszystko wmówić. Mam na myśli wszystko, wszystko co jest nam wmawiane od pokoleń, cały nasz dorobek, do którego możemy zaliczyć także wiarę. Dlatego nie możemy powiedzieć, że jesteśmy wolni, to tylko złudzenie. Nigdy nie byliśmy nie jesteśmy i nie będziemy tak naprawdę wolni. Jesteśmy niewolnikami naszych doświadczeń, doświadczeń naszych przodków i naszego otoczenia, bądzcie tego świadomi. To nie Bóg zzsyła na nas doświadczenia po których przestajemy wierzyć, to czysty przypadek, który rządzi tym światem. Tak naprawdę to, że jesteście tak oddani waszemu bogu jest spowodowane tym, że przypadkiem urodziliście się akurat w tym państwie, w tej rodzinie i.. to wszystko. A co do słuszności religii.. "Nasza" tak naprawdę nie jest taka zła. Na świecie istnieje wiele religii, które nie są religiami pokoju nawet z nazwy... Nie zapominajmy, że chrześcijaństwo, to nie tylko religia. To przede wszystkim kultura i historia naszego kontynentu.