Wiara a myślenie

krótka polemika z wyznawcami religii wszelakich

 

atom

 Wiara nie może wyprzedzać ani zastępować myślenia.

 

Ta krótka polemika jest odpowiedzią skierowaną do "głęboko wierzących" użytkowników eioba. Posłużę się w niej matematyczną analogią, która być może przemówi do tych, którzy tu zechcą zajrzeć (o ile w ogóle zechcą).

Wyobraźmy sobie, że człowiek jest małym punktem w trójwymiarowej przestrzeni, a jego świat to kula. Człowiek porusza się w niej, jak wewnątrz dużego arbuza i ma pewną swobodę ruchu, myśli, wyobraźni. Kiedy świat ten zechcemy zredukować (zrzutować) do dwóch wymiarów, ten sam człowiek będący punktem będzie mógł się poruszać jedynie w obrębie koła. [kula trójwymiarowa zrzutowaną na płaską powierzchnię będzie miała kształt koła, efekt podobny jak w telewizorze, w którym trójwymiarowy obraz niestety jest serwowany jedynie w dwóch wymiarach]. Idąc dalej tą ścieżką, zrzutujmy trójwymiarową kulę lub dwuwymiarowe koło na jednowymiarową oś. Przy takiej redukcji świata człowiek-punkt będzie mógł poruszać się jedynie po odcinku, w lewo lub w prawo [ewentualnie w górę lub w dół]. To będzie jego nowy świat. Człowiek jednowymiarowy będzie nieświadomy swoich ograniczeń, ponieważ pozostałe dwa wymiary są poza zasięgiem jego wyobrażeń, stąd jeśli będzie słyszał o kuli, nie będzie rozumiał zupełnie czym jest swoboda poruszania się w trzech wymiarach.

Podobnie, jest z jednowymiarowością religijną. Człowiek posługujący się wiarą, ale rezygnujący z dwóch pozostałych wymiarów, przyjmijmy, że jest to wiedza naukowa (którą niemądrze jest pogardzać), oraz samodzielne myślenie (czasem na przekór księdzu), człowiek taki będzie ograniczonym jednowymiarowym punktem. Dopiero poruszanie się po wszystkich wymienionych aspektach życia (a jest ich znacznie więcej) daje pełen rozwój duchowy.

Jednocześnie muszę dodać, że nowoczesne bardzo postępowe nauki, w tym fizyka kwantowa, w dużej mierze opierają się na tzw. intuicji naukowej, czyli na przekonaniu naukowca, że podąża w słusznym kierunku formułując nowe hipotezy. Nie muszą one wynikać z badań faktów naukowych, nie wszystko można zmierzyć i zaobserwować. Wiele tez to jedynie przypuszczenia, które są później obalane, ale częściej doprecyzowywane. I tu jest również miejsce na... wiarę. Naukowiec nie wie "czemu" ale wierzy, "że tak." Przynajmniej na początkowym etapie badań.

Wiek XXI wymaga od współczesnego człowieka myślenia. Skoro duchowieństwo pozostaje  w tyle za światem nauki, jeśli chodzi o rozwój nauk teologicznych nieprzystający do myślenia XXI wiecznego, postawmy mu nową, wyższą poprzeczkę. Myślmy i wymagajmy myślenia.

Wierzę, że myślenie nas ocali.