Wąż

Źle, kiedy niebezpieczeństwo zawiśnie nad śpiącym...

 

182910-bigthumbnail.jpg

Wąż

 

 

Rozległ się Głos:

- ZABIJAŁEŚ.

Marek Ścieszek Obj. 20:13, zbiór Wehrwolf

 

 

Otworzyłem oczy. Byłem niewyspany i niezbyt przytomny, ale poranne zamroczenie nie musi mieć znaczącego wpływu na reakcje serca.

I nie miało. Moje serce zatrzepotało niczym wróbel wypłoszony z karmnika.

Tuż przed sobą ujrzałem ogon masywnego węża.

Zbyt blisko, by pomyśleć o ucieczce. Zbyt masywny, by pomyśleć o walce.

Tym bardziej – o szansach na przetrwanie.

Ale tak jak serce nie czekało z reakcjami na pełne przebudzenie umysłu, tak coś nie mniej ważnego w mechanizmie jestestwa nie baczyło na trwogę serca i ponure obliczenia rozumu.

Instynkt samozachowawczy.

Rzuciłem się w przód z prędkością nieogarnioną i zatopiłem zęby w ciele wroga.

Natychmiast poczułem ból tak przeszywający, że całe moje to niezsynchronizowane jestestwo posypało się jeszcze bardziej. Duszę podrzuciło w górę, po czym skotłowało i taka opadła w któryś z zakamarków mojego porażonego wstrząsem ciała.

Zaraz po tym poczułem silne, zaprawdę potężne trzepnięcie w głowę. Było to trzepnięcie o mocy niezwykłej: żadna z istot mi znanych nie mogłaby uderzyć tak mocno – a jednak nie urwało mi głowy i nie zabiło. Moje ciało przeszedł niebieski płomień wyładowania, lecz sekundę po nim - zamiast zniszczony – poczułem się napełniony energią i poukładany. Umysł, serce, instynkt i mięśnie; wszystko to było znów w pełnym zsynchronizowaniu.

Tak uderzyć może tylko Bóg.

Zadziwiony podniosłem głowę i wtedy usłyszałem Głos:

- DUREŃ.

Był to przedziwny Głos o przedziwnych skutkach. Pobrzmiewał reprymendą i przecież obrażał – lecz mimo to, a może właśnie dlatego, przeniknął mnie Miłością i Pobłażaniem Nieskończonym. Jednocześnie przywrócił pełną przytomność i pamięć rozumu.

Tak przemówić może tylko Bóg.

- DUREŃ – powtórzył Głos z zakochaniem należnym Stwórcy.

Poczułem falę uszczęśliwienia.

Jak co rano. Jak co rano, gdy budziłem się tak powoli i niezdarnie do eksploracji nowego dnia, atakując w panicznym zagubieniu własny ogon.

Dobrze jest być wężem, nawet roztargnionym.

Bóg oddalił się nieco, ale przecież jutro wróci.

Zasyczałem szczęśliwie i popełzłem w poszukiwaniu zdobyczy.