"Wartości chrześcijańskie", a media publiczne

Czy mieszkamy w państwie kościelnym?

 

W środę Sejm RP przyjął senacką poprawkę do ustawy medialnej mówiącą, że oprócz wspierania wartości chrześcijańskich, do zadań mediów publicznych należy także: umacnianie rodziny, propagowanie postaw prozdrowotnych, przeciwdziałanie patologiom społecznym oraz wszelkiej dyskryminacji. Jak wiele decyzji sejmu, było nie było, składającego się z reprezentantów społeczeństwa, ta środowa uderza we mnie, jak sądzę pełnoprawnego członka tegoż społeczeństwa.

 

Miarka się przebrała. Musiałem zabrać głos. Co się stało? Chodzi o wspieranie chrześcijańskich wartości. Czy jest ktoś w stanie logicznie mi odpowiedzieć, jakim prawem w kraju swobody wyznaniowej, w świeckim państwie, publiczne media mają wspierać wartości chrześcijańskie? Już od dłuższego czasu, wiele sytuacji wskazywało na wielkie uprzywilejowanie kościoła katolickiego w Polsce. Czyż nie jest to jawna dyskryminacja ludzi innej wiary, czy też ludzi niewierzących?Zacznijmy od sformułowania pojęcia: wartości chrześcijańskie. Niby łatwe, a jednak jakby nie łatwe. A co w tym trudnego, można się oburzyć? Dlaczego? Ponieważ wartości nie są niczyją własnością. Nie sposób przypisać łatkę wartościom, stwierdzić, to jest pewna wartość, a to nie jest wartością. Zachęcam do lektury problematyki aksjologii.

 

No ale dobrze. Powiedzmy, że rozchodzi się tu o wartości, które propaguje chrześcijaństwo. Wartości, które kościół katolicki i jego wyznawcy noszą w sercach i obdarowują nimi resztę społeczeństwa. Jak mniemam są to: miłość, wolność, sprawiedliwość, poszanowanie drugiego człowieka, uznanie dla rodziny, poszanowanie życia. Z nazwijmy to głównych wskazanych tu wartości, z pewnością można wskazań na wiele innych, które w pewien sposób wiążą się z wymienionymi wyżej. Sęk jednak w tym, czy te wartości, czy jakiekolwiek inne, nie są propagowane także przez innego rodzaju religie, ruchy społeczne, systemy poglądów? Oczywiście, że tak. Czy, każdy chrześcijanin jest na tyle pewny, że sam swoją postawą zawsze reprezentuje te wartości? Czy każdy żarliwie wierzący katolik jest w stanie powiedzieć, że cały system kościoła, zawsze stoi na straży tych wartości i zawsze je wypełnia poprzez swoje decyzje i działania? Dlaczego więc nastąpiło takie, moim zdaniem bezpodstawne, zagarnięcie sobie prawa do tych wartości? Czyż nie wystarczyłoby, aby media publiczne nie promowały w społeczeństwie wartości negatywnych w dziedzinie etyki i moralności? System etyczny i moralny społeczeństwa, w państwie świeckim, nie powinien być utożsamiany tylko i wyłącznie z „wartościami chrześcijańskimi”. To swego rodzaju odgórne wbijanie nam do głowy pewnych systemów myślowych, bez pytania, czy nam się to podoba, czy nie. To ewidentne budowanie monopolu kościoła katolickiego, a przecież każdy ma prawo wierzyć w co chce.

 

Wiele osób może się ze mną nie zgodzić. W końcu żyjemy w kraju o tak bogatej tradycji chrześcijańskiej. Nasze społeczeństwo to w 99% katolicy. Z czego wydaje mi się, co raz większa liczba tylko na papierze. Dlaczego nie podoba mi się nazywanie, jak sam zresztą uważam słusznych wartości, chrześcijańskimi? Co w tym złego? Przede wszystkim nie uważam, aby „bogata i długa tradycja chrześcijańska” zobowiązywała kogokolwiek do czegokolwiek. Mamy równie bogatą i nawet bardziej barwną tradycję pijaństwa, fantazji, kłótliwości, czy to również do czegoś zobowiązuje? To że Polska stała się państwem chrześcijańskim, to jak każdy wie, nie był wybór, lecz jedyna możliwa droga. Czyż w tradycji i historii chrześcijaństwa mało jest czarnych kart? Nawracanie mieczem, palenie na stosie... A co z czasami, gdy Polska była najbardziej tolerancyjnym państwem w Europie? Przyjmowaliśmy wszystkim możliwych uciekinierów religijnych z całej Europy. Najbardziej skrajnych reformatorów i przeciwników kościoła. Słynęliśmy z tolerancji i otwartości, to nie jest piękna tradycja? To przykre patrzeć jak kościół, który desperacko boi się zmian i reformy, kurczowo stara się utrzymać wpływy, a z drugiej strony równie przykro jest patrzeć jak pewna część klasy politycznej próbuje zbić na tym kapitał.

 

Nie uważam, aby kościół katolicki zasługiwał na dodatkową promocję w mediach. Po pierwsze nie jest to uczciwe. Po drugie najzwyczajniej na to nie zasługuje. W obecnej swej formie kościół nie jest w stanie być „atrakcyjny” dla swoich wyznawców. Jednak w dalszym ciągu twierdzi on (kościół), iż nie potrzebuje reformatorów, lecz ludzi świętych. Z przykrością stwierdzam, iż jednych nie ma wcale, a drugich można policzyć na palcach – jednej ręki. Dlaczego kościół miałby się zmieniać? Bo zmienia się świat, rzeczywistość, czasy. Czy się to komuś podoba, czy nie. Ziemia ruszyła z kopyta i wpadła w wir, który ciągnie ją w stronę, która tak jak i kościołowi, nie podoba się i mnie. Jednak ja zdaję sobie sprawę, iż chcąc zmieniać świat, trzeba zacząć od siebie. Instytucja kościoła w żaden sposób nie zachęca mnie do bycia dobrym człowiekiem. To co moralne i dobre przekazali mi rodzice i nigdy nie wiązali tego z kościołem.

 

Co z ludźmi takimi jak ja? Nie jestem w żadem sposób związany z kościołem. Nie przeszkadza mi w żaden sposób obecność, a wręcz wszechobecność kościoła w życiu moich znajomych i rodziny. Tolerancja to jedna z wartości, którą cenię sobie ponad wszystko. Czy jako osoba nie wierząca mogę liczyć na to samo? Jeżeli w TVP jest program dla miłośników ogrodnictwa, fanów piłki nożnej, to dlaczego nie może być i programu dla katolików? Jak najbardziej może być i powinien być. Dlaczego jednak ustawowo (!!!), obliguje się publiczne (!!!) media do wspierania „wartości chrześcijańskich”? Gdzie tolerancja i równość wobec wszystkich? Szkoda słów.