W Życiu Najważniejsze Jest...

Życie...

 

Weselcie się, weselcie - bowiem nastał wreszcie wielki dzień! - Budził zaspanych mieszkańców donośny głos, podzwaniającego dzwoneczkiem Nauczyciela.

Wstawał świt, zwykła pora medytacji oraz wewnętrznej kontemplacji niezwykłego cudu jakim jest Życie. 
Uczniowie, rozglądali się wciąż lekko zaspani, kto powodował ich przedwczesne przebudzenie, kto wzywał ich by ujrzeć przyszli następną z tajemnic..?

 

Mrowie adeptów zgromadzonych pod Wzgórzem Wywyższenia, zafalowało w zgodnej ekstazie radosnych serc, otwartych na miłość oraz dobrą nowinę której sens miał właśnie zostać im objawiony.
Nad nimi górowała potężna postać Przebudzonego Mistrza, który wraz z nastaniem dnia wydawał się wręcz promieniować duchową siłą. 
U jego boku dwie Wyświęcone Kapłanki - osobiste realizatorki wielkich wizji Mistrza. Stały ze spuszczonym wzrokiem, odziane w biel - nie śmiąc spojrzeć w oczy Przebudzonego. 
Nieco dalej stał, wciąż podzwaniając - Nauczyciel. Skrzywiony ciężarem Boskiej Mądrości oraz znajomości Bożych Praw, nawoływał do zachowania ciszy. 

 

Zgromadzeni posłusznie zamilkli, niecierpliwie wyczekując oznajmienia im powodu tak wczesnej mobilizacji. Czyżby zapomnieli o czymś ważnym? 
Jaki w ogóle był dzisiaj dzień - który rok? - Pytali się siebie, zagłębiając w niepokoju. 
Nauczyciel zaśmiał się lekko, widząc konsternację Nieuświadomionych.
Uderzył w dzwonek ostatni raz, po czym przemówił. 

 

- Oj, radujcie się, radujcie! Bowiem przyszedł wreszcie Dzień, na który czekaliśmy Wszyscy! 
Uczniowie spojrzeli po sobie ze zdziwieniem. Rozległy się szmery i odgłos tłumionej czkawki. 
- Nie bójcie się nic a nic - Dzień, który nastał jest Szczęśliwym Dniem. Ci o czystych sercach nie muszą obawiać się, z niepokojem patrząc w przyszłość, Oni wolni są od trosk grzesznego sumienia.
Przebudzony - tu wskazał na uśmiechającego się przyjaźnie Mistrza - zabierze nas dziś wszystkich na wycieczkę do Czwartego Wymiaru - prezentując wszem i wobec prawdziwość swych Nauk! 
Słychać było jawne okrzyki zdumienia - nikt nie spodziewał się tak wspaniałomyślnego gestu, nie dziś...

 

Czy jesteście gotowi!? - Zagrzmiał Nauczyciel, częściowo stłumiony przez nagłe uderzenie porywistego wiatru. 
Adepci spojrzeli w niebo - ze zbitych chmur, gwałtownie zmieniających gęstość i kolor, wykształcił się burzowy wir - coś na podobieństwo podniebnego tornada. 
Wyświęcone Kapłanki rozpoczęły swą Mantrę Kryształowej Drogi Wiodącej Do Światła - śpiewnie intonując poszczególne wyrazy, niczym zaklęcia. 
Oczy Przebudzonego rozbłysły szkarłatem, gdy Ten uniósł ręce do skonfliktowanego nieba. 

 

Strwożeni uczniowie przyglądali się tej scenie z narastającym uwielbieniem - O to działo się to co dziać się miało. 
Niektórzy z nich, złożyli ręce do modlitwy padając na kolana przed Boskością emanującej z wywyższonej czwórki. 
Wir skręcił się z przeraźliwym gwizdem, zawijając wokół siebie - tworząc w nieboskłonie świetlistą dziurę. 
Dziura ta kaszlnęła Mądrością po czym niespodziewanie zaczęła wsysać wszystkich do środka. 

 

Zaskoczeni Adepci zawyli w przerażeniu, lecz było za późno na żal... - nim zdążyli się zorientować pofrunęli ku niebu, asekurowani tylko pozytywnymi proto-myślami Mistrza. 

 

 

...

 

Przez dobrą chwilę nie wiedzieli gdzie są, ani kim są - widząc tylko pustkę, eter. 
Potem spojrzeli po sobie.... lecz nie zobaczyli siebie! Nie widzieli swych ciał! 
Chcieli krzyczeć, lecz nie posiadali ust, chcieli uciec lecz nie mieli nóg! 

 

Nie mieli też uszu, lecz słyszeli w sobie uspokajający głos Mistrza.
- Nie lękajcie się o umiłowani adepci. Znajdujemy się w czwartym wymiarze, rzeczywistość w znaczeniu do którego przywykliście - tutaj nie istnieje....
Hi, hi, hi - za to istnieje coś zupełnie innego - Spójrzcie po sobie raz jeszcze, tym razem całymi sobą - nie używajcie narządów których nie ma, zobaczcie za to Prawdę Która Jest! 

 

Usłuchali, widząc to co ciężko opisać płaskimi słowami.
Miast ciał - idee, miast członków - krzykliwe myśli. 
Jeden z adeptów - Brodaty Kapelusz - począł skakać zdenerwowany, wyrzucając z siebie wszelkiego rodzaju plugastwo. 

 

- Hi, hi, hi - Głos Mistrza dudnił w ich sercach - oto co dzieje się z tymi co nie oczyścili swych serc, o to co dzieje się z tymi zarażonymi nienawiścią. 
Czy widzicie? Przemienieni przez zło, są karykaturami siebie. - O! 
A patrzcie na tego tu! 

 

Coś - wyglądającego na człowieka z psią głową, z wściekłym ujadaniem goniło własny urojony ogon. 
Mistrz zachichotał - Oto następny z problemem, patrzcie uczniowie na jego pasję! Gdyby tylko z równym zapałem rozwijał się duchowo... - lecz tak bywa niestety. 
Uczniowie, przejęci grozą w lot pojęli tą naukę. 

 

Przebudzony zastanowił się a jego myśli wzbiły wokół siebie wir, zapraszając wszystkich do środka. 
- Okej - oznajmił - wracamy! 

 

Błysło, trzasło i nagle wszyscy znaleźli się z powrotem na ziemi.
Nienaruszeni, cali i zdrowi. 
Mistrz uśmiechał się adorowany przez kapłanki, zasypywany ich pocałunkami zachwytu. 

 

- Alleluja! - zawołał Nauczyciel. 
Hiphip hurra! - Odpowiedzieli, przejęci radością Uczniowie. 

 

 

 

...............................................................................
Video thumb