W rocznicę ataku na World Trade Center

Gdzie tu jest najbliższy oddział Urzędu Ochrony Państwa?

Pułtusk to bardzo ładna miejscowość. Cicho, spokojnie, piękny zabytkowy rynek, kamieniczki w rynku, Dom Polonii w Pałacu co po biskupach pozostał.

Na dodatek mam tam rodzinę. Rodzina ma duży dom. Czyli jest tanio, ale długo nie należy pomieszkiwać. Jak to u rodziny.

Atrakcje były te co normalnie, a dodatkowo córka mojej ciotecznej siostry zakładała lokal z dyskoteką. Dla miejscowych studentów. Bardzo dobra rozrywka pomaganie w takiej robocie.

Właśnie siedzieliśmy przed telewizorem z mężem mojej ciotecznej siostry. W tamtym domu w każdym pokoju był telewizor i w zasadzie wszystkie były włączone non stop. Dochodziła godzina 15-ta.

- Tolek przełącz na wiadomości - powiedziałem.

Tolek jest budowlańcem – super wykształcenia nie posiada, ale to bardzo inteligentny chłop i posiada dużą wiedzę typu krzyżówkowo -  teleturniejowego.

Niejaka Pieńkowska przerwała wiadomości i zapodała:

 

Mały jednosilnikowy samolot typu cesna uderzył przed chwilą w jedną z wież World Trade Center w Nowym Yorku. Wybuchł pożar - Wiadomość niezbyt interesująca.

Ale za chwilę przełączyli na CNN International i widzimy pożar jak cholera. Jeszcze moment i przyleciał drugi samolot.

- To nie jest przypadek – powiedziałem. Trochę głupio. –  W domu moich kuzynów było nie tylko kilka telewizorów, ale również kablówka i talerz. Zaczęliśmy przełączać łapiąc różne kanały polskie i zagraniczne. Wieże się paliły, aż w końcu się zawaliły, a my słuchaliśmy różnych komentarzy. – Zastanawialiśmy się – podobnie jak komentatorzy z różnych telewizji – co się stało? To znaczy, widać było co się dzieje – ale pytanie było: jak oni to zrobili?

 

Wyjaśnienia komentatorów i ekspertów nas nie zadowalały. - Różni się wypowiadali. Amerykańscy generałowie. "Fachowcy" z CIA. Zwykli dziennikarze i publicyści. Wersja ze sterroryzowaniem załóg trzech samolotów (po chwili podano wiadomość, że samolot bomba uderzył także w Pentagon) przy pomocy plastikowych kart, albo noży do przecinania papieru wydawała nam się absurdalna.

- Oni nie ściemniają. Oni naprawdę nie mają pojęcia jak ci terroryści mogli to zrobić – powiedziałem do Tolka. – To była naprawdę dramatyczna sytuacja. Gdy ktoś nie rozumie tego co się wokół niego dzieje, może bardzo łatwo wpaść w panikę – Czy masz jakiś pomysł? – zapytałem. – Nie miał żadnego pomysłu. Ja też nie miałem. Podali, że następny samolot spadł na ziemię w Pensylwanii i zawieszono całą komunikację lotniczą w USA.

- Ten samolot, to już inna sytuacja – myślałem głośno. – Na pokładzie wiedzieli z radia i telewizji co się dzieje w Nowym Yorku i Waszyngtonie. Musieli zorientować się, że u siebie też mają porywaczy.

Później potwierdziło się, że miałem rację. Załoga i pasażerowie podjęli walkę z terrorystami, którym nie udało się przejąć kontroli nad samolotem mającym, zgodnie z ich planami, uderzyć w Biały Dom. To jednak nie wyjaśniało sprawy w jaki sposób tamtym się udało. Załoga pasażerskiego samolotu to nie jest grupa przedszkolaków, których można byle czym nastraszyć.

Nadal przełączaliśmy z kanału na kanał, słuchając różnych komentarzy. O północy poszedłem spać. Tolek oglądał wiadomości przez całą noc.

 

Obudziłem się o 5-tej rano. Rozwiązanie mi się przyśniło.

- Tolek – powiedziałem – Do tego potrzebny jest tylko jeden facet, który umie prowadzić samolot. Pozostali byli na pokładzie tylko dla odwrócenia uwagi. Żeby było trudniej zgadnąć. Człowiek ma przy sobie pojemnik z trującym gazem i maskę przeciwgazową. Idzie do toalety. Zakłada maskę przeciwgazową. Otwiera pojemnik z gazem. Wszyscy trup. Idzie do kabiny pilotów. Wyłącza automatycznego pilota i leci gdzie chce.

- To weź i im to powiedz.

- Trzeba się zastanowić jak to zrobić.

- Gdzie tu jest komenda Policji?

Wiedziałem, że policja rozpoczyna pracę o godzinie 7.30. Miałem dwie godziny czasu na zastanowienie. Oglądaliśmy dalej polskie i anglojęzyczne telewizje.

- Dalej nic nie wiedzą.

O 7.30 byłem na komendzie powiatowej.

- Czy mógłbym rozmawiać z komendantem, albo jakimś policjantem z wyższym wykształceniem? – takie pytanie wymyśliłem i zadałem na portierni.

- Powinien być za chwilę. -  I rzeczywiście.

Poszedłem z komendantem do jego gabinetu. Pokazałem swój paszport. Dobrze, że miałam go przy sobie. Paszport wygląda poważniej.

- Gdzie tu jest najbliższy oddział Urzędu Ochrony Państwa?

- W Warszawie.

- Chciałbym się skontaktować w bardzo ważnej sprawie.

- Jakiej sprawie?

- Związanej z tym, co się stało wczoraj w Nowym Yorku. Lepiej, żeby pan nie znał szczegółów.

- Z kim chciałby się pan skontaktować?

- Z kimś ważnym.

Komendant podniósł słuchawkę jednego z telefonów.

- Radom. Czy to Radom? – podał mi słuchawkę. – Podałem swoje dane. Adres, pod którym mieszkałem w Pułtusku, numer telefonu. Odpowiedział, że się skontaktują. Komendant potwierdził moje dane, które spisał z paszportu.

Wróciłem do kuzyna. To było blisko. Dalej oglądaliśmy telewizję. Mój znajomy prof. Wolniewicz ogłaszał początek wojny cywilizacji – horror. Później wielokrotnie podkreślał, że to on pierwszy postawił właściwą diagnozę.

- Dalej nic nie wiedzą. – W UOPie musieli mnie zlekceważyć, albo mieli tyle roboty, że odłożyli sprawę na później. Telefon milczał. Nikt nie przyjeżdżał. Zadzwoniłem do komendanta policji w Gdańsku. Znałem go osobiście w związku za sprawami o kradzieże dzieł sztuki, w których byłem świadkiem. Złodzieje przynosili skradzione obiekty muzealne do mojego Antykwariatu i tak się poznaliśmy. Przedstawiłem mu sprawę i powiedziałem, że w UOPie chyba mnie zlekceważyli.

- Tak mogło być – powiedział nadkomisarz L. – Zobaczę co będę mógł zrobić.

 

Po kwadransie zadzwonił ktoś z UOPu. Przedstawił się jako D. Ja przedstawiłem sprawę. Zapytał czy mam kontakty z obcokrajowcami. Odpowiedziałem, że w zasadzie codziennie. W pracy. Potem zapytał czy sam to wymyśliłem? Odpowiedziałem, że tak, ale znam się trochę na samolotach, bo mam w rodzinie pilota samolotów pasażerskich. Podałem jego dane.

- Jedziemy do pana.

 

Co było dalej?

Z telewizji powiało uczuciem ulgi. Pojawiły się informacje o wprowadzanych zarządzeniach. Eksperci z CIA przestali się wypowiadać. Dziennikarze dalej snuli swoje rozważania o kartach kredytowych i telefonicznych. Wkrótce awansowałem na agenta. Przedtem byłem OZI (OZI = osobowe źródło informacji = facet lekko inwigilowany i podpytywany w związku możliwością posiadania przez niego ważnych informacji. Podpytywanie w taki sposób, żeby nie zauważył o co chodzi). Po kilku latach dowiedziałem się, że nadali mnie kryptonim Fahrenheit.

 

W mediach pojawiła się informacja, że w śledztwie dotyczącym zamachu na WTC był jakiś polski wątek. Pałubicki, który był wtedy Ministrem Koordynatorem ds. Służb Specjalnych, chciał koniecznie ujawnić o co chodzi. Najprawdopodobniej motywem jego postępowania była obawa powtórki ze sprawy Enigmy tzn. że Amerykanie sobie przypiszą wszelkie zasługi pomijając udział Polaków. Kwaśniewski ogłosił, że nie można nic ujawniać. Na razie. Ze względu na dobro śledztwa. Osobiście uważałem, że Kwaśniewski ma rację, a Pałubicki się wygłupia. Amerykanie podali, że Polska ma jedne z najlepszych służb specjalnych na świecie i za udział w śledztwie dotyczącym WTC otrzyma gratis urządzenia do kontroli na lotniskach. Po pewnym czasie media ściemniły: "prawdopodobnie chodziło o to, że jeden z porywaczy mieszkał kiedyś jakiś czas w Polsce".

Po kilku latach widziałem na telegazecie CNN opis zamachu na WTC według podanego przeze mnie scenariusza. Podobno ktoś z BND (niemieckiego wywiadu) się wygadał. W Polsce tych informacji nigdy nie podano.

 

Chciałbym Was zapytać: - Czy wierzycie w tę historię?

 

Adam Jezierski

PS. Burmistrz Nowego Jorku Guliani wysłał strażaków do gaszenia płonącego paliwa lotniczego wodą z hydrantów. Kilkuset z nich zginęło.  Zrobiono z Gulianiego bohatera.