W pogoni za forsą

Prawdziwy wyścig, który dotyczy prawie wszystkich.

 

36ecafb0c91b33e655ce86cccf3e745f.jpg

Zapewne są w naszym kraju osoby, które w tym wyścigu udziału nie biorą. Należą do nich przede wszystkim ci z marginesu, ostatnio coraz ich więcej. Żyją głównie z zasiłków, nie mają w swoim środowisku ani pozytywnych przykładów, ani motywacji. Ojciec brał zasiłek, syn bierze i wnuk będzie brał. Z takiego środowiska tylko nielicznym udaje się wyjść, a jeszcze trudniej jest od takiego środowiska się odciąć. Inni nie biorą udziału w wyścigu, bo nie mają już sił i zdrowia, musieli sami się zdyskwalifikować. Jeszcze inni tkwią w takich – jakby to prezes Kaczyński powiedział – układach, że nie grozi im wpadnięcie w biedę nawet jakby się starali.

Pozostali cały czas się ścigają, łapią dodatkowe etaty, godziny, zlecenia, kontrakty i nie jest przy tym ważne kim są i ile już mają. Biznesmeni, którzy zarabiają po kilkaset tysięcy miesięcznie, chcą zarabiać więcej. Emeryci, którzy zmienili priorytety, nie chcą już spędzać wolnego czasu na działce, czy na daczy, chcą jeździć za granicę. Dorabiają więc gdzie się da, bo to kosztuje. Emeryci, którzy nie zmienili priorytetów i po latach harówy stali się właścicielami własnego domu stwierdzili, że na starość wcale go nie potrzebują, bo nie mają już sił, żeby się nim zajmować. Często muszą też dorabiać, żeby go utrzymać i remontować. Długa jest lista uczestników tego wyścigu, skupię się jednak na grupie ludzi czynnych zawodowo i nieźle zarabiających, wchodzących w życie , bez kompleksów. Zauważyłem, że dzielą się oni generalnie na dwie grupy. Każda z tych grup w calu zaspokojenia swoich potrzeb wybiera inną drogę i każda płaci wysoką cenę za swój wybór.

Jedna grupa to ci, którzy żyją z kredytów, stwierdzili, że ponieważ są młodzi potrzebują wszystkiego od razu. Nie chcą składać na dom jak ich rodzice i czekać na niego całe życie, bo na starość nie będzie im już potrzebny. Chcą domu teraz, żeby wychowywać w nim dzieci, chcą oglądać i poznawać świat teraz, gdy mają jeszcze siły i zdrowie, żeby się zabawić. W końcu dodrze zarabiają, stać ich. Powoli, stopniowo wchodzą więc w kredyty, na dom i wyposażenie, na samochody, na wakacje. Jest przecież mnóstwo banków, które oferują łatwo dostępne kredyty i zaspokajają każdą potrzebę . Jaka jest cena? Strach o utratę stałych dochodów sprawia, że stają się właściwie niewolnikami. Zadłużony człowiek nie może mieć na żadną sprawę innego poglądu niż jego pracodawca. Gdy pracodawca lub szef podaje mu rękę, on ją całuje i pyta „szefie mogę też drugą?” Tak, do tego stopnia sięga to uzależnienie. Jeżeli kredytobiorca jest swoim szefem, bo prowadzi własną firmę, to musi płaszczyć się przed klientami. W sytuacji gdy trzeba płacić raty każdy stracony klient to tragedia. Po pewnym czasie pojawiają się oczywiście nerwice, bo przecież taki człowiek nie zawsze jest tego samego zdania co szef i nie wszystkie fanaberie klientów mu się podobają. Nie mogąc jednak nic powiedzieć gryzie się w środku.

Druga grupa gardzi kredytami i kredytobiorcami, są w stanie zaakceptować jedynie leasing samochodu. Często mają kilku pracodawców i jak ich, któryś wkurzy to go zmieniają, czasami łączą etat z własną działalnością. Szczycą się swoją niezależnością, dom budują czasami powoli ale bez kredytów. Ceną za ich wolność jest brak czasu na życie, rodzinę, znajomych. W pogoni za pieniądzem tracą czasami 25 godzin na dobę.