W pajęczej sieci (akt I)

 

AKT I

 

scena 1

 

 

Ojciec: Ty, mały, czego ty tu jeszcze siedzisz? Zmykaj do domu, bo robi się późno, a ja nie mam zamiaru po raz kolejny tłumaczyć się twoim starym, że wracasz od nas po nocy.

Mały: (leży na łóżku z adidasami na kołdrze, zachowuje się tak, jakby w ogóle nie słyszał wchodzącego do pokoju ojca Agnieszki, zwraca się do dziewczyny) Lecę, bo twój staruszek zaczyna znowu sapać...a o tym, co ci mówiłem, pomyśl.

Agnieszka: (do ojca) Jeszcze moment. Dawid zaraz sobie pójdzie.

Ojciec: Nie!

Agnieszka: Czy ty kiedykolwiek zrezygnujesz z tego wojskowego tonu? (Agnieszka jest coraz bardziej zdenerwowana) Zawsze musi być tak, jak ty sobie tego życzysz? Uważasz Dawida za śmiecia, bo jest trochę inny, bo jest inaczej ubrany, bo na co dzień nie nosi munduru?

Ojciec: Nie pozwalaj sobie za wiele, córeczko! To, jakie on (wskazuje palcem na Małego) ma poglądy albo jak chodzi ubrany nic mnie nie obchodzi, dopóki będzie się od ciebie trzymał z daleka. Nie chcę, żeby on (robi nieznaczny gest głową) tutaj przychodził, bo od kiedy jest, średnia twoich ocen spadła prawie o pół stopnia. Ostatnio rozmawiałem o tobie z dyrektorem, kiedy byliśmy razem na polowaniu i jego opinia jest podobna.

Agnieszka: Jakim prawem rozmawiasz o moim prywatnym życiu? Nie umiesz pojąć, że ja mam uczucia, że możesz mnie zranić?

Dawid: Do kogo ty mówisz? Widzisz przecież, że facet niczego nie kuma.

Ojciec: (ledwo hamuje narastający gniew) Facet? Ja ci dam faceta, smarkaczu! Do domu, ale już! Won, zanim stracę cierpliwość.

Dawid: Pa, Agi. Posiedzę jeszcze w nocy nad wierszem. Jak mi się uda skończyć, to jutro ci go przeczytam.

 

 

Scena 2 (Matka, Ojciec)

 

 

Ojciec: Stanowczo za dużo pozwala sobie ten łobuz.

Matka: Kto taki?

Ojciec: Nooo...ten mały, co to się ubiera cały na czarno. Ma wyjątkowo zły wpływ na Agnieszkę, ciągle u niej przesiaduje, słuchają Bóg wie jakiej muzyki, a to, co czytają, to na pewno nie są lektury. Przecież ona ma w tym roku maturę. Powinna się uczyć!

Matka: Tatuś przypomniał sobie, że ma córkę.

Ojciec: Proszę Cię, zmień ton.

Matka: A może mam zmienić jeszcze majtki...bo założyłam czarne, a ty nie lubisz tego koloru?

Ojciec: Nie bądź wulgarna!

Matka: „Zmień ton”, „Nie bądź wulgarna” - czy ty potrafisz jeszcze formułować komunikaty językowe w taki sposób, bu nie były rozkazami albo poleceniami? Ty żałosny dupku! Kiedy Aga potrzebowała ciebie najbardziej, ty latałeś po tych swoich zebraniach partyjnych. Kiedy trzeba było znaleźć dojście do najlepszego psychiatry, byłeś zmęczony, a twoja córka była o krok od popełnienia samobójstwa.

Ojciec: Nie dramatyzuj! Każda nastolatka dzisiaj ma podobne kłopoty.

Matka: Taaak? A każda łyka środki antydepresyjne? Każda zamyka się w pokoju na całe tygodnie? Każda zwraca wszystko to, co zje?

Ojciec: Wiesz dobrze, jak to z nimi jest. Chcą wyglądać jak modelki...dlatego się odchudzają.

Matka: Wyglądać (krzyczy), wyglądać! To powiedz mi łaskawie, komu ona niby chce się podobać? W tym wieku Aga powinna mieć już kilku, co najmniej, chłopaków. A nie chodziła dotąd z nikim.

Ojciec: A ten, co tu przed chwilą był?

Matka: Nie żartuj! Dawid...on jest raczej przyjacielem. Dużo jej pomógł, kiedy była w najgorszym stanie, ale ty, oczywiście, tego nie wiesz.

Ojciec: No, dobrze! Nawet jeżeli jest tak, jak mówisz, to wiesz także doskonale, jak bardzo byłem wtedy zajęty. Ja to wszystko robię dla was.

Matka: Stara śpiewka. Córka potrzebowała wtedy bardziej twojego uczucia niż pieniędzy.

 

 

Scena 3 (Matka, Ojciec, Agnieszka)

 

 

 

Agnieszka: (wchodzi do pokoju) Kłócicie się?

Matka: Raczej bardziej intensywnie rozmawiamy.

Agnieszka: Och, mamo! Te twoje eufemizmy. Powietrze naelektryzowane, sypią się iskry, a ty mówisz, że rozmawiacie.

Ojciec: Masz nam coś ważnego do powiedzenia? Czy tylko tak przyszłaś dołożyć jeszcze kilka iskier?

Agnieszka: Nie mam najmniejszej ochoty wtrącać się w wasze (z sarkazmem) dorosłe sprawy. Po pierwsze, nie rozumiem ich. Po drugie, nie pragnę ich rozumieć. Popatrzcie na siebie. Kiedyś coś was łączyło, czy...nie? Tak czy owak, dzisiaj został już tylko ten jazgot, którym trujecie samych siebie, a przy okazji również mnie.

Matka: Pozwolisz jednak, że dokończymy naszą...rozmowę z ojcem.

Agnieszka: Proszę bardzo. Ja i tak jadę do babci. Zastanę u niej pewnie jakiś czas (patrzy na nich pełnym dezaprobaty wzrokiem). Zapomnieliście, że ma imieniny?

Poza tym, od pewnego czasu babcia bardzo źle się czuje. Ostatnio znalazłam ją leżącą na podłodze.

Ojciec: Jak ja dobrze znam te jej emocjonalne szantaże. Od dziecka...chce pójść na boisko pograć w piłkę...nie, bo jak nie daj Boże coś mi się stanie, to nikogo nie będzie w domu. Wybieram się na koncert...dziecko, nie wychodź, bo zostanę sama w domu...zawsze, zawsze to samo (z coraz większą irytacją).

Agnieszka: Ale teraz naprawdę coś złego się dzieje. Ja to czuję. Proszę cię, tato, pojedźmy tam chociaż na godzinę.

Ojciec: Nie mogę, nie mogę! Poślę jej SMS-a z życzeniami. Dobrze, że mi o tym przypomniałaś.

Matka: Ale to przecież twoja matka! Nie możesz załatwić tego SMS-em.

Agnieszka: Tatuś może załatwić wszystko......i wszystkich.

Matka: Zbyt ostro oceniasz ojca. On to wszystko robi dla naszego dobra.

Ojciec: Nasza córka, zdaje się tego nie dostrzegać.

Agnieszka: Cóż za porażająca zgodność poglądów! Tatuś przed twoim przyjściem mówił dokładnie to samo.

Matka: Babcia od tygodnia, rzeczywiście, czuje się źle!

Agnieszka: Jedziemy!!!

Ojciec: Ona była, jest i będzie hipochondryczką! Wy nie wiecie, co to znaczy mieć takie dzieciństwo i młodość. Nie wiecie, jakie piętno pozostawia to w psychice.

Agnieszka: Babcia jest chora (z determinacją). Musimy jechać! Ona jest sama w domu.

Matka: Karolu! Odłóż wszystko chociaż na dwie godziny i pojedźmy tam. Może ty masz rację i twoja matka rzeczywiście wymyśliła sobie chorobę, aby nas tam ściągnąć! Ale na wszelki wypadek kupmy kwiaty i złóżmy jej życzenia osobiście. Ona na ciebie czeka.

Ojciec: Ja nie mogę jechać. Wy możecie, ucałujcie ją ode mnie.

Agnieszka: Ani mi się śni! Powiem jej wszystko, powiem co o niej mówiłeś i że chciałeś wysłać życzenia SMS-em. Zapomniałeś tyko, tato, że babcia nie ma komórki.

Ojciec: Jeśli chcesz mieć swoją ukochaną babunię na sumieniu.....

Matka: Agnieszko! Zbieraj się.

 

 

 

Scena 4 (Ojciec, Asystent)

 

 

Do biura mieszczącego się w domu wchodzi asystent Ojca – pan Zenek

 

Ojciec: No i co tam słychać w naszych sprawach? Będziemy mieć wystarczające poparcie, żeby rządzić jeszcze przez następną kadencję?

Asystent: Jest pewien problem i tylko pan może go rozwiązać. Nie muszę tłumaczyć jak wyborcy reagują na sprawy rodzinne kandydata – tu musi być wszystko poukładane. Doszło do mnie, że ktoś rozpuszcza po mieście informacje o rzekomym romansie pańskiej żony i o tym, że córka wplątała się w bardzo nieciekawe środowisko. Jeżeli błyskawicznie temu nie zaradzimy, przegramy.

Ojciec: A z kim ma mieć romans moja żona?

Asystent: Naprawdę nic pan nie wie?

Ojciec: Mów!

Asystent: Chodzą słuchy, że to Kornel Żurawski.

Ojciec: To niemożliwe. Kornel jest moim szkolnym kolegą. Obecnie jesteśmy po dwóch stronach politycznej barykady, ale nigdy nie uwierzę, że mógłby mi coś takiego zrobić, chociażby z tego powodu, iż jest kontrkandydatem na fotel prezydenta miasta. Romans z cudzą żoną mógłby zwyczajnie zaszkodzić. Na taki numer to on z pewnością jest za mądry. Ale...dla uspokojenia porozmawiam z żoną, a o Agnieszkę się nie bój – trzymam ją krótko.

No to do roboty! (wyraźnie zdenerwowany)

To przemówienie jest do dupy. Ludzie rozumieją tylko prosty język proste hasła. Sam posłuchaj: „Wzrost PKB umożliwi skuteczniejszą redystrybucję środków przewidzianych na pomoc społeczną. Dywersyfikacja zadań w tym zakresie jest naszym priorytetem.”

Czy ja wyjeżdżam na seminarium ekonomiczne, czy mam przemawiać na wiecu?

Asystent: To można poprawić!

Ojciec: (z kpiną w głosie) Można? To siadaj, kurwa, i poprawiaj, bo nie płacę ci za wypisywanie takich bredni.

Asystent: Jakie są ostateczne rozstrzygnięcia w sprawie opieki socjalnej?

Ojciec: A właśnie! Pisz: (dyktuje)

„Istnieje palący problem osób starych i samotnych. Życie, w bardzo wielu przypadkach, obeszło się z nimi niesprawiedliwie. Nie mogą liczyć na pomoc rodziny, bo albo jej już nie mają, albo jest daleko, albo wreszcie jest blisko, ale obojętnieje na ich los. Seniorzy są bowiem naszym wielkim kapitałem...” (przerywa) Kapitałem, psiakrew. Gdyby przeznaczyć kasę, która idzie na ich renty i emerytury, na inwestycje, to za 10 lat bylibyśmy Chinami. Pisz:

„...są wielkim kapitałem. Przez lata budowali naszą pomyślność. My wszyscy, którzy jesteśmy w wieku produktywnym, korzystamy z ich dorobku...

Asystent: (powtarza głośno) ...z ich dorobku.

Ojciec: (zamyśla się) Popatrz, jaka ironia losu! Miałem być dzisiaj u matki, na imieninach (Zenek zaczyna nucić piosenkę „U cioci na imieninach)... uspokój się kretynie....Miałem pojechać do matki, ale....zostałem tutaj, żeby w przyszłości było jej lepiej. Polityka daje magiczne zabawki, za pomocą których zmieniamy rzeczywistość.

Asystent: Niech pan jedzie...Ja to skończę i na pewno będzie pan zadowolony.

Ojciec: Acha! Tak samo jak w przypadku tamtego fragmentu przemówienia. Pierdolę, nie jadę!

 

 

 

Scena 5 (Matka, Kornel)

 

 

 

Kornel: Ja dość mam już życia w takim zakłamaniu. Zrozum, jak tak nie potrafię.

Matka: Ale ja nie mogę tak po prostu zostawić Karola przed wyborami. Tobie zresztą to także nie pomoże.

Kornel: Ja w dupie mam politykę. Mogę zrezygnować, dosyć mam już tego brudu. Doskonale wiesz, że dwadzieścia lat temu wlazłem w ten bajzel, bo wierzyłem, że mogę pomóc ludziom, prostym ludziom. Uwierzyłem, że to służba. O, święta naiwności.

(po chwili zastanowienia) Karol jest inny. On jest...(szuka odpowiedniego słowa) pragmatyczny.

(znów chwila milczenia) Słuchaj...dla mnie liczysz się ty. Jeśli mam wybierać pomiędzy tobą a fotelem prezydenta, to...

Matka: Wiem, wiem. Ale ja mu tego nie mogę zrobić.

Kornel: Posłuchaj: zawsze będą jakieś wybory, nigdy nie będzie dobrej pory do odejścia. Potrzeba odwagi, by przeciąć ten gordyjski węzeł. Tobie tej odwagi brakuje. A skoro tak, będziesz się męczyć w tym toksycznym związku, będziesz coraz bardziej cyniczna i zblazowana. Jeśli nie potrafisz sama uporać się z tą sytuacją, musi ktoś ci pomóc.

Matka: Co chcesz zrobić?

Kornel: Dowiesz się w swoim czasie.

Matka: Bardzo cię proszę. Nie rób niczego, co mogłoby zaszkodzić nam wszystkim!

Kornel: (krzyczy) Zaszkodzić??? A czy nam wszystkim może jeszcze coś bardziej zaszkodzić? Oprzytomnij kobieto! To od początku! Karol jest zwykłym cynicznym graczem. Jesteś mu potrzebna, ale wyłącznie w sensie wizerunkowym, bo na pewno nie jako żona. On ma kochankę. Wiedziałaś o tym?

Matka: Karol? Nigdy w to nie uwierzę.

Kornel: Chwila! Mam dowody. Ale proszę cię tylko o odrobinę cierpliwości. Tak więc, po pierwsze, Karol – szkodnik największy. Dalej: twoja córka. Zobacz, w jakim świecie ona dorasta, miej odwagę spojrzeć prawdzie prosto w oczy. Depresja nigdy nie rozwija się bez przyczyny, zwłaszcza w młodym wieku. Ty sama, choć pewnie zaczniesz zaprzeczać. Od dawna mogłabyś być już ze mną. Stworzylibyśmy normalny dom....no i na koniec ja – zwieszony pomiędzy polityką, której nienawidzę, a pragnieniem, które, jak się okazuje, jest niemożliwe do spełnienia.

Matka: A czy ty wiesz, co to znaczy żyć z kimś tyle lat? Dzielić jego radości i troski? Dobrze to analitycznie wszystko wykalkulowałeś, ale życie nie ma logiki zerojedynkowej.

Czy ty, Kornelu, pomyślałeś, że nigdy nie osiągnie się szczęścia, unieszczęśliwiając innych? Wyrządzona krzywda zawsze do ciebie wróci.

Kornel: Taaak? A moja krzywda, a twoja? W czym one są gorsze od innych, albo mniej znaczące?

Matka: Ja mam rodzinę – męża, córkę. Zresztą, co ja ci będę opowiadać, wiesz o tym. Jestem za nich odpowiedzialna. Ty jesteś sam! Nie dostrzegasz różnicy?

Kornel: Mam syna. Ma na imię Dawid i jest w rodzinie zastępczej.

Matka: Czy to...?

Kornel: Tak! Ten sam.

Matka: (blednie i opada na fotel) Czy myślisz, że oni...no wiesz...że oni są razem?

Kornel: Masz na myśli twoją Agnieszkę i mojego Dawida?

Matka: Acha!

Kornel: Nie wiem...może. Wiesz oni żyją już zupełnie inaczej niż my. Jakby byli z innej planety. Inaczej żyją, inaczej czują, inaczej niż my patrzą na świat. Nie pytają nas o nic...nie pytają, bo nasze doświadczenia do niczego im się nie przydadzą.

Matka: Jedno się tylko nie zmieniło! Geny.

 

 

 

 

 

 

Scena 6 (Agnieszka, Ojciec)

 

 

Sabina siedzi na fotelu, czytając „Idiotę” Dostojewskiego. Z głośnika wydobywa się hałaśliwa muzyka zespołu Dezerter. Wchodzi ojciec.

 

 

Ojciec: Ścisz to, na litość boską!...Słyszysz? (głośniej) wyłącz to albo przynajmniej ścisz.

Agnieszka: (dostrzega obecność ojca) Aaaa...... to ty! Kochany tatuś! Między jednym a drugim spotkaniem trzeba odwalić rodzinne obowiązki. Jak kiedyś chłop pańszczyznę.

Ojciec: Nie bądź bezczelna, córeczko! Gdyby nie te spotkania, ty i matka nie żyłybyście na takim poziomie.

Agnieszka: A propos. Widziałeś mamę? Ostatnio skarżyła się, że nie rozmawiała z tobą dwa tygodnie. Czy wy jeszcze ze sobą sypiacie?

Ojciec: Odważnie sobie poczynasz! No dobrze! Odpowiem ci. Mam nadzieję, że w ogóle zasługujesz na tę rozmowę......z matką nie rozmawiałem ostatnio, bo wybory blisko i pracuję 24 godziny na dobę. Taka konieczność!

Agnieszka: Mama, gdybyś tylko o to ją poprosił, na pewno pomogłaby ci. I byłaby szczęśliwa, że może być razem z tobą. Skończy się tak samo jak z babcią, mama umrze, a ty nawet tego nie zauważysz, bo będziesz zajęty kolejną kampanią. Czy ty w ogóle wiesz, co mama robi cały dzień? Interesujesz się tym, czym ona żyje, z kim się spotyka, a może ma kogoś na boku? Nie........ ty wolisz tego swojego Zenka. Niedługo nawet do łóżka pójdziecie razem!

Ojciec: Córeczko! Czy to nie jest jakaś obsesja? A może problemy z dojrzewaniem? To zainteresowanie łóżkiem jest z pewnością chorobliwe.

Agnieszka: Nie wyobrażam sobie większej perwersji niż polityka. Jesteś zepsuty do takiego stopnia, że nawet tego nie zauważasz. Sumienie wykipiało z ciebie jak mleko, które mama gotowała rano – dla Ciebie. Lecz Ty już o tej porze raczyłeś się whisky.

Ojciec: Nie masz o tym pojęcia. Polityka to sztuka kompromisów. Dziś ja z czegoś zrezygnuję, jutro ktoś inny, a ja zyskam.

Agnieszka: W dupie to mam! Zapomnieliście wszyscy, że są jeszcze jakieś zasady, że są takie wartości jak prawda, uczciwość, przyzwoitość. Ale wy traktujecie to jak grę....Pamiętaj jednak tatusiu (ironicznie), że gra ma pewną przemienność: różne wartości potrafi zamienić na złotówki, ale odwrotnie nie da się – niestety.

Ojciec: Oooooo! A skąd ty wzięłaś te swoje mądrości? (bierze do ręki „Idiotę”) Z tych książek? Z całą pewnością nie są to lektury.

Agnieszka: Z filmu.......Czy ty nie słyszysz, co ja do ciebie mówię? Dlaczego nie chcesz ze mną poważnie rozmawiać? Przecież nie jesteś aż tak cyniczny!

Straciłeś już własną matkę, na imieniny wysłałeś jej życzenia SMS-em; tracisz żonę, a mnie straciłeś już dawno temu. Niedługo nie zostanie ci nic. Zostaniesz piastującym posadę zerem; zerem do potęgi władzy, ale pamiętaj tatuśku, że zero podniesione do jakiejkolwiek potęgi zawsze pozostanie zerem.

 

 

 

Scena 7 (Agnieszka, Dawid)

 

 

 

Agnieszka: Ja nigdy mu tego nie daruję. To on jest winny jej śmierci!

Dawid: Wiesz, wina to bardzo względne pojęcie. Bo zwróć uwagę! Gdyby pojechał, a ona i tak by umarła, byłby spokojny a nawet zadowolony, że zdążył ją zobaczyć przed śmiercią.

Gdyby ona nie umarła, też nic wielkiego by się nie stało, poza małym kacem wynikającym z zaniechania. Ale zauważ – pomiędzy winą a małym kacem moralnym istnieje przepaść.

Agnieszka: Darek kiedyś na lekcji powiedział, że to, coś ty przed chwilą zrobił, nazywa się dialektyką. Nie filozofuj! Cały czas używałeś trybu warunkowego, a faktem jest, że babcia nie żyje i to nie warunkowo, tylko naprawdę. A jego też przy niej nie było nie warunkowo,... nie było go tam....(krzyczy) słyszysz!!!! Pisał przemówienie.

Dawid: Pamiętasz „Obcego” Camusa? Facet niczego złego nie zrobił. Pojechał na pogrzeb matki, było gorąco, on był zmęczony, zapalił więc papierosa, nad grobem nie był w stanie uronić ani jednej łzy. Po powrocie do Francji, na basenie, spotkał swoją dawną znajomą, poszli do łóżka. Sąsiad poprosił go o napisanie listu, a koleś związany był z jakimś arabskim gangiem. Nic za darmo, więc koleś zaprasza go na weekend do domku blisko plaży. Tam wieczorem natyka się na grupę Arabów, którzy idą w jego kierunku, a kiedy są już blisko, jemu wydaje się, że jeden z nich wyciąga nóż. Będąc pewnym, że działa w obronie własnej, strzela.

I wydaje się, że mamy tu do czynienia ze zbiorem czystych przypadków....Ale przed sądem zaczyna to wyglądać zupełnie inaczej, bo w każdej kombinacji przypadków można odnaleźć jakąś logikę i obrócić przeciwko człowiekowi. Sprowadzając rzecz całą do absurdu, można powiedzieć, że Marsault okazał się winny, bo pojechał na pogrzeb swojej matki.

Agnieszka: To jest literatura, a mnie boli. Marsault poszedł do więzienia i został skazany na śmierć. A mojemu ojcu nic nie grozi, bo on nie zabił, on tylko nie pojechał na imieniny. Polskie prawo, póki co, jeszcze za to nie skazuje. Powiem ci więcej, on w dalszym ciągu będzie pochylał się nad losem ubogich i starych, będzie w telewizorze pokazywał swoją zatroskaną twarz i zbijał te swoje wyborcze punkty.

Dawid: Ale dziewczyno! Czego ty od niego chcesz? Nikt z nas nie jest moralnym ideałem.

Agnieszka: Ty też nie?

Dawid: Ja też.

Agnieszka: Co ty chcesz mi powiedzieć?

Dawid: Musimy odpocząć od siebie na jakiś czas.

Agnieszka: Jak to odpocząć??? Co ma znaczyć ten eufemizm?

Dawid: To znaczy, że nie możemy być razem. Nie możemy, rozumiesz? Gadałaś ostatnio ze swoją matką, bo ja ze swoim starym tak! Tym biologicznym. Rozmawialiśmy po raz pierwszy od dziesięciu lat. I wiesz, co mi powiedział? Że osiemnaście lat temu regularnie bzykał twoją matkę. Byli razem, zanim ona nie wyszła za mąż. Ale potem spotykali się także. Wiesz, co to znaczy? Że ja z kolei bzykam moją siostrę. Dobre, nie?

Agnieszka: Dawid, co ty mówisz? Jak to możliwe?

Dawid: Ufff! To jedyna nadzieja, że nie jesteśmy rodzeństwem. Moja siostra nie mogłaby być taka tępa. Pewnie...ten (wskazuje na drzwi od biura) też może być twoim ojcem.

(Agnieszka z płaczem wybiega z pokoju).