Uwaga do dyskusji o problemie przebaczenia mordu katyńskiego i rzezi wołyńskiej.

UWAGA DO DYSKUSJI O PROBLEMIE PRZEBACZENIA MORDU KATYŃSKIEGO (TAKŻE W ODNIESIENIU DO RZEZI WOŁYŃSKIEJ)

Wczoraj podjąłem (w wielkim skrócie) sprawę pogromu w Jedwabnem i wskazałem na podstawie źródeł naukowych bezpośrednich sprawców tego mordu.
Dziś czytam, że należy oficjalnie przebaczyć mordercom katyńskim. Ponieważ posiadam umysł analityczny i we wszystkich otaczających nas rzeczach - które wytłumaczyć można - owego wytłumaczenia szukam, dlatego i nad tą sprawą głęboko się zastanowiłem.
Pytanie o to, czy można, czy należy, czy wolno wybaczyć sprawcom mordu katyńskiego ich potworną zbrodnię, jest mi, przyznaję, nie całkiem zrozumiałe; nie chodzi chyba o amnestię w znaczeniu prawnym, bo jeśli żyje jeszcze ktoś, kto brał udział w tym mordzie, to pewnie nie można by go odnaleźć, a gdyby nawet i to było możliwe, akt amnestii - który tak czy owak do nas nie należy - byłby skrajnie niezrozumiałym dziwactwem i obrazą. Nie chodzi też o to, by poniechać zemsty na sprawcach, bo z tych, co podpisali ujawniony kilkanaście lat temu dokument, nie żyje już nikt, a nie można domagać się zemsty na całym narodzie, do którego oni należeli. Czy więc w wezwaniu do przebaczenia chodzi o to, by ludzie, którzy doznali krzywd i bólu w wyniku ludobójstwa sowieckiego - nie tylko krewni i przyjaciele pomordowanych, ale cała Polska - przestali czuć urazę do katów ? Czyżby chodziło o psychologiczną przemianę, której przecież nikomu narzucić niepodobna? Wydaje się, że ci, którzy nadal doświadczają katyńskiego zranienia, tak samo nie mogą się go pozbyć samym aktem woli, jak nie można aktem woli wyleczyć rany jakiejkolwiek. A przecież możemy wybaczać cokolwiek tylko we własnym imieniu, nie w imieniu pomordowanych, gdyż oznaczałoby to przywłaszczyć sobie boski przywilej. Jedyny moralny nakaz, który nas w tej sprawie wiąże, jest ten, by Polska nie ustawała w wysiłkach nad ustaleniem całej prawdy historycznej, wszystkich okoliczności tego mordu, jakie ustalić się dają, by odpierać nadal istniejące po stronie rosyjskiej - nie u wszystkich rzecz jasna - uniki, wykręty i kłamstwa. I by na miejscach kaźni oddawany był należny hołd pomordowanym.
Cień sprawy katyńskiej (wołyńskiej zresztą także) jeszcze nie zniknął całkiem. Jest zadaniem zarówno naszym, jak i Rosjan, z którymi przecież chcemy być w jak najlepszym "koleżeństwie", by stosunki nasze nie cierpiały wskutek niedostatecznej woli prawdy. Historia naszych powojennych stosunków z Niemcami jest pod tym względem pouczająca.
Można pojąć, że w czasie wojny przywódcy zachodni z antyhitlerowskiej koalicji nie mieli ochoty sprawy katyńskiej poruszać, aby nie zakłócać stosunków z sojusznikiem sowieckim.
Lecz jeszcze po dziesięcioleciach prawda - niewątpliwa przecież - nie całkiem się w świecie zachodnim zakodowała. Jeszcze Pani Thatcher jako premier brytyjska przy jakiejś okazji rzekła, że sprawa nie jest wyjaśniona: czy sama w to wierzyła, nie wiem. Jest w każdym razie ważne, by nikt już na świecie tak samo nie mógł wątpić w to, czyim dziełem był mord katyński, dalej mordy wołyńskie, mord w Jedwabnem, jak nie wątpi nikt, że Paryż we Francji leży.