Uroki starości?

Nawet opieka nad kimś bliskim, kochanym, może okazać się ponad nasze siły fizyczne i psychiczne

 

Nawet wspaniałych, kochanych, inteligentnych, wesołych i życzliwych dla wszystkich ludzi w końcu dopada starość. Wszystko jest dobrze, dopóki starsi ludzie są na chodzie i mogą zrobić wszystko, lub większość koło siebie. Nawet ewentualne robienie zakupów, dla starszych członków rodziny, sąsiadów, którzy mają problemy z chodzeniem, czy nawet ugotowanie strawy i pomoc w sprzątnięciu mieszkania nie jest jeszcze problemem.

 

Problemy zaczynają się, gdy starsza osoba (kochana matka, ojciec, babcia, dziadek) zapada na demencję, starcze otępienie lub alzheimera. Zaczyna na co dzień zachowywać się coraz dziwniej, nie poznaje rodziny, opowiada niestworzone rzeczy, nie zakręca kurków do kuchenki gazowej, zostawia lejącą się wodę, co stwarza konieczność stałej opieki i obecności osoby opiekującej się seniorką lub seniorem.

 

Gorzej gdy choroba powoduje, że starsza osoba robi się bardzo złośliwa i agresywna, wyzywa nawet dzieci od złodziejów, nie chce wpuścić do domu opiekunki z MOPR-u, czy nawet wynajętej za pieniądze dzieci opiekunki i nie pozwala posprzątać, zmienić zalanej czy zanieczyszczonej pościeli i bielizny. Znam ten problem z własnego doświadczenia i wiem, że opieka nad matką z demencją i starczym otępieniem, jest dla opiekunów wyczerpująca nie tylko fizycznie ale również psychicznie, szczególnie gdy drugi zobowiązany (brat) jest za granicą a matka przegoniła wszystkie opiekunki z MOPR, wyzywając je od złodziejek.

 

Najgorsze w tej sytuacji jest to (pomimo wiedzy, że winna jest choroba i wiek), że zaczynamy odczuwać zniechęcenie, zniecierpliwienie, wręcz niechcianą niechęć do kochanej przecież dotychczas osoby, w wyniku naszego wyczerpania, tym bardziej, że nie możemy liczyć na podziękowanie, tylko na złe słowa. Dlatego tak potrzebna jest nam jakaś grupa wsparcia lub jakaś pomoc instytucjonalna, gdyż pozostawiony samemu sobie można się doprowadzić do choroby nerwicowej.