U lekarza

To niesamowite ile przygód może nas spotkać podczas wizyty u zwykłego lekarza pierwszego kontaktu. Przekonałam się o tym już nie raz.

 

To niesamowite ile przygód może nas spotkać podczas wizyty u zwykłego lekarza pierwszego kontaktu. Przekonałam się  o tym już nie raz.

Niedawno z wielką pompą przeniesiona mnie z przychodni dla dzieci i młodzieży do przychodni dla dorosłych. Cóż… niewiele się zmieniło. Przecież to drzwi na drugim końcu tego samego budynku ze wspólną rejestracją. Ale… wejście to wejście…

Oczywiście jednym z pierwszych zadanych mi w rejestracji pytań było: „Kogo chce pani za lekarza prowadzącego?” A skąd ja mam wiedzieć- odpowiedziałam. Nie znam ich. – A chce pani u kobiety, czy mężczyzny? –starała się pomóc. –U kobiety- zdecydowałam. –To nie ma pani wielkiego wyboru, bo jest tylko jedna pani doktor.  –usłyszałam. No tak, faktycznie. Nie miałam się już nad czym zastanawiać…

Za to pani w rejestracji bardzo szybko zapomniała, że ma na składzie jedynie jedną panią doktor. Zadzwoniłam do niej, by się wyznaczyć. – Poproszę do pani doktor. – Do której?- zapytała niczym automat. – Chyba  jest jedna.– odpowiedziałam. – Do pani X? – nie dawała za wygraną. – Tak, do tej.  –Niestety dziś pani doktor ma komplet. – A czy mogę się wyznaczyć na jutro? –zapytałam. – Nie. –dlaczego? – zdziwiłam się. – Bo oni ustalają godziny między sobą- odpowiedziała pani z rejestracji i rozłączyła się. Lekarze umawiają się między sobą- czyli nie mają stałego grafiku wg. którego przyjmują pacjentów. To chore…

Ale to jeszcze nic. Przyszłam do przychodni następnego dnia- z samego rana zadzwoniłam, by dowiedzieć się czy już wiadomo o której będzie moja pani doktor. Potrzebowałam kartki na zaległe szczepienie u pediatry. Pani doktor rozbroiła mnie pytaniem na co to szczepienie. – hm… chyba na tężec- odparłam po namyśle. – A to się pisze (tu wypowiedziała jakąś łacińską nazwę). – Skąd mam wiedzieć, nie znam łaciny- prychnęłam zażenowana brakiem kompetencji kobiety. – Bo wie pani, takich szczepień się u dorosłych nie robi…- wyjaśniła. A co to ma do czego? To co, że u dorosłych nie? To znaczy, że nie ma zielonego pojęcia o chorobach młodzieżowo- dziecięcych?

No, ale nic nie przebije ludzi, którzy leczą się u tej samej pani doktor co ja. Oczywiście zawsze jak przychodzę na wizytę to musi być co najmniej jedna ciężarna kobieta i mnóstwo staruszek obsiadających krzesełka jak kury na grzędzie. Opowiadają sobie różne ciekawe historie. Na przykład ostatnio wspominały o kobiecie, którą uznano za zmarłą, wsadzono do kostnicy, przygotowano pogrzeb- zamówiono księdza, catering i tym podobne, a kobieta ożyła. – No wie pani!- oburzyła się jedna– ksiądz już zamówiony, wydatki poczynione, a ona się ocknęła. No tak, bezczelna! Powinna siedzieć cicho. W końcu rodzina tak się wykosztowała, a teraz dodatkowo obciach, bo księdza niepotrzebnie fatygowano…

Albo był taki numerant. Wpadł do przychodni. Zapytał kto ostatni i kto w ogóle przyjmuje- nie wyciągnął karty i zajął jedno z nielicznych miejsc siedzących. Zaczął jęczeć, kulić się. – Co się panu stało, źle się pan czuje?- zapytała z troską jedna ze staruszek. – Niedobrze mi, miałem wypadek na motocyklu – wyjaśnił. – O Boże! Tak teraz niebezpiecznie jeździć…–  Oczywiście nie z mojej winy- zarzekał się. – To może my pana przepuścimy- babcia zdecydowała się na oddanie kolejki. – nie, nie, wytrzymam. Po chwili pobiegł do łazienki. To znaczy miał zamiar do łazienki, ale w efekcie zaczął się dobijać do jednego z pustych gabinetów. Kiedy zrozumiał swój błąd. Wszedł do toalety nie zamykając drzwi. (Wszyscy czekali niecierpliwie na pierwsze odgłosy wymiotowania) Wyszedł nie gasząc światła i znów nie zamykając drzwi. – My pana przepuścimy– znów się zaoferowała. – Nie, nie, nie trzeba- upierał się. Ale jak tylko drzwi do gabinetu się otworzyły wleciał do niego rzucając dziękuję.

Co tam, że powinien pójść z tym na pogotowie. Nie ważne… Skoro czekał na wizytę u lekarza 1 kontaktu od rana (bo dziewczyna nie wzięła kluczy) to może faktycznie wstrząśnienie mózgu niewiele zmieniało w jego życiu…

Wreszcie przyszła moja kolej. Już byłam u drzwi, gdy nagle wyprzedziła mnie staruszka i zamknęła mi drzwi przed nosem. Stałam tam jak wryta… Ale, ale… szybko otrzeźwiły mnie babcie, które podniosły krzyk, gdy tylko zorientowały się, co się stało. I od razu z pretensjami do mnie. A co ja miałam. Nogę jej podstawić i wyprzedzić? Starałam się jednak zachować spokój. No, ale babcie nie dały mi innego wyboru. Musiałam do nich przemówić. – Ja jestem osobą kulturalną i nie będę się bić ze starszą kobietą. To, że jej nie nauczono jak się powinno zachowywać to ja nic na to nie poradzę i kultury jej uczyć nie będę. – Od razu zamilkły.

Cóż… tak wygląda wizyta u lekarza… I albo trzeba się do tego przyzwyczaić, albo leczyć się prywatnie. No… można też nie chorować. Jest to najtańsze i najlepsze , dla naszego zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego rozwiązanie.