Tylko satysfakcjonująca zabawa („ciężka praca”) daje efekty

Witam wszystkich entuzjastów. Bez długich wstępów przejdźmy do rzeczy. Tym razem nie będzie liczyła się długość wpisu, jednak jego merytoryczny przekaz.

 

9a9f15896e08300f38b998ffdb26d51f.jpg

Witam wszystkich entuzjastów. Bez długich wstępów przejdźmy do rzeczy. Tym razem nie będzie liczyła się długość wpisu, jednak jego merytoryczny przekaz. Właśnie jestem po przebiegnięciu ponad 7 kilometrów, co oczywiście nie jest wynikiem dużym i postanowiłem napisać do was ten wpis. Treść na niego pojawiła się w mojej głowie podczas biegu. Nie od dzisiaj jestem entuzjastom biegania. Bo jak gdzieś na YouTube powiedział podajże Will Smith (aktor) – kluczem do życia jest bieganie i czytanie książek. Ponieważ bieganie pozwala Ci przełamywać granice w Tobie, natomiast czytanie książek daje Ci mądrość. Ktoś zna ten filmik z YouTube i być może jest w stanie go odnaleźć?

Przedtem jednak byłem na pewnej konferencji dotyczącej zdrowia, poruszającej kwestie medycyny naturalnej. Bardzo polecam uczestniczenie wszystkim na tego typu konferencje, zarówno osobom zdrowym – by zdrowie zachować – jak i tym które niestety już mają dolegliwości by je po prostu odzyskać. Mówca konferencyjny bardzo ciekawie zakończył prelekcję, mówiąc, że jesteśmy już bardzo zmęczeni, wiec powinniśmy jak to się mówi włożyć wykałaczki podpierające oczy i jakoś dojechać do domu. Ja jednak postanowiłem przebiec jeszcze kilka kilometrów. Żeby nie przerywać jednak tej spirali produktywności, chcę jeszcze napisać do Was ten krótki wpis. Dość już samochwalstwa, przejdźmy do merytorycznej części przedstawionej w tytule.

Wielu z nas jest już w „duchowym/rozwojowym biznesie” od lat. Znane sam nam afirmacje, wizualizacje, metody oczyszczania. Dziesiątki technik i metod. Ilu natomiast z nas ma satysfakcjonujące efekty? Ilu z nas ma efekty które przerastają najśmielsze oczekiwania. Patrząc po forach i grupach znikoma część osób. I już tłumaczę dlaczego. Sam jestem amatorem-entuzjastom, który od wielu lat zgłębia tego typu tajniki. Zdarzyło mi się przeczytać z pewnością kilkadziesiąt książek tego typu, bywałem na konferencjach, zdarzało mi się uczestniczyć w różnorakich coachingach z perspektywy obu stron. Zarówno ucznia jak i nauczyciela. Być może są to stwierdzenia na wyrost, ponieważ formalnie nie jestem ani nauczycielem ani coachem, jednak mogę dzielić się wiedzą. Więc niejako stawia mnie to wielokrotnie w pozycji tak zwanego mistrza. Myślę, że każdy w naszym życiu jest zarówno uczniem i mistrzem. Więc nie ma się czego wstydzić, przesadna skromność też nie jest wartością.

A więc dlaczego wielu z nas nie ma tak zwanych efektów? Pomimo wielu lat nauki i praktyki. Otóż możemy wcale nie być w biznesie „pozytywnego myślenia”, natomiast w biznesie „samooszukiwania się”. Wiem o czym mówię, ponieważ z pewnością sam wielokrotnie w nim byłem. Być może nadal bywam, jednak w coraz większą świadomością. Kochani, nie ma co się wstydzić. Ale jeżeli masz wrażenie, że lata nabijania głowy „rozwojowymi bzdurami” to była strata czasu, to być może… masz rację! Tak, być może masz rację. Oczywiście nic nie dzieje się po nic. Z pewnością to też był etap potrzebny na drodze Twojego rozwoju. Tutaj nie ma błędu i straconego czasu. Natomiast jeżeli odnosisz takie szczere wrażenie to być może tak po prostu jest. Kiedy jesteśmy w stanie depresji, często poleca nam się pozytywne myślenie, a nawet afirmowanie stwierdzeń „zaczynam być szczęśliwy”. Dla jak wielu ludzi to działa? Cała większość ludzi już na samym starcie stwierdza, że to absurd i nawet nie zamierzają robić z siebie idiotów! Być może rozsądni ludzi ale czy do końca? Ci bardziej otwarci na nowości z pewnością bliżej przyjrzą się pozornie banalnym technikom. Wielu z nich odkryje w nich na prawdę potężne metody samopomocy. Jednak w pewnym momencie może nastąpić blokada i bezsens. Bardzo wiele obiecuje nam się po różnorakich technikach. Mają one zrewolucjonizować całe nasze życie: finanse, związki, zdrowie. Jednak jak często tak się dzieje? Jak wielu ludzi osiągnęło w ten sposób prawdziwy sukces? Ilu jest wśród nas milionerów? A przecież rozwojowe grupy i środowiska liczą dziesiątki tysięcy osób. Gdyby to wszystko działało tak pięknie jak podaje marketing, to pewnie w tej grupie była by najliczniejsza liczba milionerów! Sam powinieneś znać przynajmniej kilku milionerów ze spektakularnym sukcesem! Oczywiście pieniądze nie są pełnym wyznacznikiem sukcesu, jedynie częściowym. Jednak jest to czynnik mierzalny którego nie da się oszukać. Jeżeli ktoś dzięki afirmacjom został milionerem to będzie to widać. Nie będzie musiał udowadniać. Czy jednak tak wygląda sytuacja? No niestety nie.

Biznes samooszukiwanie się. Nie wiem czy już natknęłaś się na to, że o wiele bardziej szkodliwe może okazać się nieudolne wychodzenie z przygnębienia, niż przeżywania przygnębienia w sposób szczery. Usilne afirmowanie może być jedynie zaprzeczaniem całego stanu. Posłuchaj – jeżeli wydaje Ci się, że jest źle… to pewnie tak jest. I po co oszukiwać się? To nic nie da. Wszelkie rozwojowe techniki nie wiele tu pomogą. Ich pomocy jednak nie wykluczam, z praktyki jednak wynika, że udaje się to małej części ludzi. U większości pozostaje wielki niedosyt a nawet rozczarowanie. Z drugiej jednak strony istnieje obóz tak zwanych racjonalistów. Którzy nie wierzą w kompletnie w rozwojowe myślenie, dla nich liczy się tylko solidna praca. Ja zawsze znajdowałem się gdzieś pomiędzy tymi dwoma obozami – racjonalistów i entuzjastów pozytywnego myślenia. Dlatego na przemian odczuwam entuzjazm do swoich własnych tekstów, jak i kwestionowanie. Jednak być może to bardzo zdrowe podejście do tematu. Nigdy jednak nie myślę w sposób fatalistyczny, że wszystko jest na nic, że po co. Każde działanie bowiem przynosi pewne efekty i w praktyce uczymy się czegoś. Zdecydowanie najgorsza jest bierność kiedy niczego nie próbujemy. Nie wykluczam jednak bierności celowej i świadomej, to może być np. medytacja lub droga spokoju i oczyszczenia. Jednak jest to rozmowa na odrębny wpis.

Na swoją własną rękę musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czy myślisz pozytywne, a może samo oszukujesz się. Ponieważ pierwsza rzecz jest bardzo dobra, natomiast druga bardzo zła. Nie chcę Ci tutaj dawać gotowych narzędzi jak rozróżnić te dwa stany, w tym może pomóc Ci jedynie zdrowe kwestionowanie i prywatna głęboka refleksja. Jeżeli chodzi o praktyczne porady, to z własnego doświadczenia mogę powiedzieć Ci o pewnym gruncie na którym znajdą się obie drogi – zarówno racjonalistów wierzących w etos ciężkiej pracy, jak i entuzjastów pozytywnego myślenia wierzących, że to umysł stwarza rzeczywistość. Jest to miejsce w którym ciężka praca zmienia się w satysfakcjonującą zabawę. Jeżeli dostaniesz bezsensowne zadanie przewiezienia taczki piachu na odległość kilometra, to okaże się to dla Ciebie ciężką pracą. Bo umysł będzie pytał czemu, będzie pytał po co, będzie pytał dlaczego ja. Jednak jeżeli będziesz wiedział, że z tej taczki piachu zbudujesz część swojego domu, to przewiezienie dziesięciu takich taczek, a nawet setki może okazać się bardzo satysfakcjonujące. Co prawda mięśnie będą męczyły się w ten sam sposób i pot będzie leciał z czoła tak samo, jednak odbiór tego wszystkiego będzie zupełnie inny. Ponieważ dochodzi tu czynnik psychologiczny. Także jeżeli jesteś uzbrojony w odpowiednią warstwę mentalną, którą może wyciągnąć również z naszego duchowo-rozwojowego świata, to wtedy będziesz gotowy do na prawdę wielkich osiągnięć. Nie chciałbym jednak żebyśmy żyli w mentalności „ciężkiej pracy”. Bo jak dużo można ciężko pracować? Rok, dwa, dziesięć? I co potem? Potem zazwyczaj jest wypalenie zawodowe. Dlaczego chciałbym żeby to wszystko było dobrze podkute pozytywnym myśleniem, poczuciem personalnej misji i wiarą w ogromne osiągnięcia które będą konsekwencją pracy, którą wolę nazywać zabawą. Ponieważ wszyscy wolimy żeby życie było dobrą zabawą, nie natomiast harówką. I faktycznie życie może być zabawą, jednak musi być mądrą zabawą.