Troche inna poezja albo ale jazz

Z serii przysłano mailem -Moja kochana Iskierko muszę coś opowiedzieć bo to jest na duży artykuł o Polonii i bigosie.

 

Dzisiaj tj 02.03 byłam w Gdańskiej w Oberhausen na Dniu Kobiet była tam też
Joasia M. moja rywalka po piórze udawała że mnie nie widzi, ale zachowała się nienagannie...milczała,chodziła tam i spowrotem w końcu poszła do domu -... a wiec ma kulturę chociaż nie ma Magistra ! Już nie jesteśmy koleżankami ale potrafiła się zachować na poziomie... natomiast Pani z tytułem Magistra Irena M. sięgnęła bruku !


Przyjechałam do Gdańskiej z moim synem , mężem i syna kolegą na organizowaną tam imprezę z okazji Dnia Kobiet .
Kolega pierwszy raz miał zobaczyć jak w Niemczech bawi się Polonia ... Darek bo o nim mowa jest muzykiem z zawodu ale z powodu braku pracy w Polsce pracuję w Holandii jako zwykły robotnik. Z Holandii do Dortmundu przyjechał swoim mercedesem i cieszył się na Polska imprezę ... zaprosiłam go do Gdańskiej w Oberhausen i wszyscy razem wybraliśmy się o 18 w drogę z Dortmundu .


W tej chwili jest godzina 23.50 a ja nie mogę się uspokoić mój syn chory na serce też nie czuje się najlepiej a koledze z Holandii muzykowi odechciało się
polonijnej imprezy .



Opiszę ci po kolei jak było .Godz. około 21 Restauracja Gdańska. Koleżanka Jola sprzedaje bilety,ja stoję koło niej i gawędzimy , wokoło pełno ludzi.Moj syn jego kolega Darek, oraz mój mąż tuż obok przy stoliku . Wchodzi ładnie ubrana Pani kupuje bilet bo impreza była z płatnym wstępem . Okazało się że się znamy i zaczęłyśmy rozmawiać .Ona wyciągnęła kartkę i długopis ze słowami:wiesz dam ci namiary,to sobie pogadamy bo widzę ze nie jesteś sama... i w tym momencie stała się rzecz

niesamowita ...!



O dwa stoliki dalej siedziała pani
Irena M. z Panem Piotrem G. S. oboje znani w środowisku polonijnym.

Nagle zauważyłam że biegnie Pani Irena w naszą stronę ,wyrywa długopis mojej rozmówczyni chwyta kartkę papieru z okrzykiem-wbity mętny wzrok we mnie
Dla tej pani nigdy !!!-
pociągnęła ładnie ubraną Panią za sobą energicznym szarpnięciem i z satysfakcją posadziła obok siebie.Wszystkie oczy natychmiast zwróciły się w naszą stronę .

Mój syn zbladł, kolega stał obok i widział całą scenę.Syn jest chory na serce bałam się że zemdleje,ale wstał od stolika,podszedł do Pani Ireny M. i powiedział:
jeśli Pani będzie nas tutaj obrażać to ja musze zareagować !!!

Syn, kolega i Maż wyszli z sali, taki wstyd! Muzyk skwitował scenę ...ale Jazz !!!

Moja kochana Iskierko ,no i po co takiej Pani ten Dyplom Magistra? Aby w publicznym miejscu coś takiego odegrać trzeba mieć widocznie nie tylko tupet!

Zaznaczam że Pani Irena M. chciała prowadzić działalność polonijną, powoływała się na układy w konsulacie mówiła o tym że ma dyplom i jest
magistrem polonistyki ,..ale jazz słowa muzyka !!!

Aby sprawę jakoś załagodzić podeszłam grzecznie do stolika tej pani Magister i powiedziałam dlaczego ona chce decydować o tym z kim mam wymieniać telefony? - Wówczas siedzacy razem z nią Pan Piotr G. S. zaczął ryczeć na całą sale aż przybiegła kelnerka . Krzyczał do mnie nachylając się nad głową ... proszę stad wyjść ...pani jest tu niepożądana !!!! kelnerka do Pana Piotra G.S ...proszę tutaj nie krzyczeć !!!


A ja po dwóch zawałach nogi miałam z waty, wybiegłam co sił na zewnątrz chwytając z torebki nitroglicerynę .

Iść do Gdańskiej na imprezę polonijną to trzeba zamówić sobie miejsce na intensywnej stacji !!! Miałam piękny Dzień Kobiet, dostałam różę od jednego poety ...róża zwiędła!!!!

Final jest taki:muzyk miał jazz , dyplom Magistra ma Pani Irena M. , temu
nazwe ,,Holendrowi ,,odechciało się imprezy polonijnej na zawsze ,mnie o krok ominął kolejny zawa serca .

Jednak jacyś aniolowie ,mnie strzegli .


Uważaj na imprezy gdzie bedzie ani Magister ,bo sprawdzi ciebie jak dyktando Wszak wszystkim opowiadała tyle razy że pracowała w Polsce w zawodzie nauczyciela i jej kolega też.

Ale mamy wśród nas pedagogiczne ciała !