To wcale nie było zabawne...

To będzie bardzo smutna, refleksyjna, a zarazem wzruszająca opowieść, pokazująca wam... jak rodzice zabrali mi dzieciństwo.

 

Stąd pewnie ta moja agresja w pisaniu postów, i ogólny chaos. W sumie, to może być nawet prawda. Po prostu wiecznie ktoś mnie gnębił i teraz muszę jakoś odreagować. Tak określiłby to mniej więcej psycholog.

Już jako niemowlak dostałem gnębę, bo matka nie karmiła mnie piersią. A ja tak bardzo chciałem possać... To traumatyczne doświadczenie było katastrofalne w skutkach, bo mama nie dała się gryźć po sutkach. Hm, nawet wyszło mi krótkie, słabo rymujące się zdanie.

To były pierwsze święta Bożego Narodzenia, które zapamiętałem. Miałem 3 latka. Dostałem książkę z obrazkami, chociaż wolałem zabawki. W kolejne święta dostałem grubszą książkę z obrazkami, chociaż wolałem zabawki. Kolejne święta i nic się nie zmieniło. Dostałem jeszcze grubszą książkę, bez obrazków, chociaż na tym etapie wolałem już zabawki erotyczne...

Któregoś dnia sprzątałem swoje stare, zakurzone półki. Spojrzałem na mój prezent sprzed lat. Zatytułowany: "Dla synka, mamusia i tatuś :)". Otworzyłem książkę. Znów zobaczyłem te same obrazki, trochę pożółkłe, ale poczułem się jakbym cofnął się o te wszystkie lata. Znów zobaczyłem wszystkie te... rysunki techniczne.

No tak, rodzice wiedzą lepiej. Oni zawsze wiedzą najlepiej, co jest dobre dla ich dziecka. Bo rodzic, normalny rodzic, zawsze rozciąga nad swoim dzieckiem niewidzialny parasol bezpieczeństwa. Bo wiadomo, że każda matka, tak jak i zresztą ojciec, chce dla swojego dziecka jak najlepiej.

Posprzątałem półkę. Prawdopodobnie tę zimę przeżyję z samego opału twardych okładek. Przypomniały mi się kolejne święta, kiedy wcześniej rodzice zapytali mnie, co chciałbym dostać od Gwiazdora na gwiazdkę. Powiedziałem, że chciałbym mieć Pegazusa! To był pierwszy raz, kiedy już nie mieli pomysłu i chcieli zrobić ze mnie asertywnego człowieka. 

Miesiąc później leżał pod choinką prezent o prostokątnym kształcie. Uśmiechnąłem się do siebie, szybko podbiegłem i pochwyciłem zdobycz. Oj, ciężki był ten prezent, ciężki. Gwałtownie rozdarłem papier i już widziałem pudełko. Spojrzałem na mojego tatę i na moją mamę, którzy równie szczęśliwi jak ja, stali nade mną wtuleni w siebie.

Postanowiłem przerwać to rozpakowywanie, wstać i przytulić się do nich.

- Kocham was! Kocham cię mamo, kocham cię tato! Nareszcie prezent o jakim marzyłem!

- My ciebie też kochamy. Mamy nadzieję, że ci się spodoba.

- No pewnie, to najlepszy prezent jaki dostałem! - krzyknąłem i uwolniłem się spod uścisku matki, by zająć się dalszym rozpakowywaniem.

Agresywnie chwyciłem za karton, rozdarłem cały papier, w który był owinięty. Teraz już nic nie jest w stanie zepsuć tej chwili, pomyślałem. Wyobraziłem sobie te wszystkie gry, które pożyczę od Mariana. Mario, Contra, Tanki... Otworzyłem karton, wyciągnąłem folię i ujrzałem...

 

 

- Jak się podoba prezent, synku?

- Wydaje mi się, że nasz syn zamilkł z wrażenia.

- Nawet nie wiesz ile trudu włożyliśmy, by znaleźć tę książkę w języku chińskim.

- Mamy nadzieję, że dzięki niej szybko i sukcesywnie nauczysz się wreszcie tego wspaniałego języka. Teraz masz motywację! Jeśli to pojmiesz, przeczytasz książkę, o której tak marzyłeś... :) Pamiętaj synku, że zrobimy dla ciebie wszystko, bo jesteś naszym największym skarbem. Kochamy cię!