To nie jest kraj dla starych ludzi

Starość nie radość, to jedno z wielu powiedzonek, których często używamy. Czy jest w tym ziarno prawdy? I jeśli tak, jak duże to ziarno jest?

 

Dziś obejrzałam "Erratum" (reż. Marek Lechki), w którym główną golę gra, moim zdaniem wybitny Tomasz Kot. Jednak nie o jego talencie będzie dzisiaj. Dziś będzie o starości. Dlatego, że właśnie ten film, tak dosadnie pokazał "polską starość", dlatego, że codziennie się z nią stykam, dlatego, że się jej boję...
    Główny bohater skłócony jest ze swoim ojcem i kiedy po latach,w celach służbowych wraca do rodzinnego Szczecina bierze udział w wypadku, w którym ginie inny stary mężczyzna. W dalszej części filmu poznajemy więcej szczegółów z życia zabitego a także zagłębiamy się w relacje ojciec-syn. W obu przypadkach historia wygląda podobnie, synowie są skłóceni z ojcami, których szczerze nienawidzą, nie wiedzą jednak, że Ci zawsze przy piersi noszą ich zdjęcie z dzieciństwa. Załamanie mężczyzn, opuszczenie ich przez żony, synów, prowadzi do tego, że ich życie jest tylko cieniem, a oni sami przypominają duchy. Ojciec głównego bohatera, Michała, mieszka sam, sprzedaje rupiecie na bazarku i prowadzi życie samotnika, nie chce rozmawiać z synem, kiedy ten go odwiedza, widać, że nosi w sercu wiele goryczy i urazy do niego. Ofiarą wypadku jest fan trylogii Sienkiewicza, którego wszyscy nazywali "Andrzej Kmicic". Wszyscy, to jednak nie jego rodzina, żona odeszła od niego, syn opuścił go w gniewie, a ona sam został w swoim starym domu z ogrodem, który kiedyś wypełniony był śmiechem żony i płaczem dziecka. Zestarzał się tam, zmizerniał, zgorzkniał, zaczął zbierać puszki ... Wiem, że takie sytuacje to nie fikcyjna rzeczywistość, która często gości w filach i książkach. Wiem, że tak dzieje się na prawdę, że tak dzieje się w Polsce. Rodzice kłócą się z dziećmi, te wyjeżdżają na drugi koniec kraju, by być jak najdalej i zapominają, lub starają się zapomnieć o tych, którzy "nie dawali im żyć"...
    Czy czasami myślimy, jak wygląda życie staruszków, których tak często mijamy na ulicy? Czy oprócz wkurzenia, które czujemy, kiedy widzimy babcie z siatkami, które niczym lwice walczą o miejsca w autobusach, czujemy coś innego przebywając obok nich ? Dzisiaj kupiłam z mamą lody w budce. Kiedy szłyśmy, minęła nas starsza Pani, która nagle zagadała do mamy. Zaczęła mówić, że też zjadłaby sobie loda, ale dostała dzisiaj emeryturę to wyprawi sobie bal. Czułam jakiś uśmiech w każdym jej słowie, jednak kiedy zniknęła za zakrętem pomyślałam sobie "Ta kobieta mieszka chyba sama, skoro zaczepia obcych ludzi i rozmawia z nimi jak ze znajomymi". Nie wiem, czy tak jest na prawdę, możliwe, że tak.
    Od tamtej pory myślę o tym, dodatkowo "Erratum" pogłębiło moje refleksje nad tym. Sama mieszkam z babcią i nie wyobrażam sobie, ze mogłabym zostawić ją samą, nie rozmawiać z nią całymi dnami ... Lubię przyjść do niej, pogadać, posiedzieć. Podziwiam ją za to, co co przeszła, że patrzy na świat pozytywnie. Cieszę się, że ma nas, a my mamy ją. Ale co z ludźmi, którzy są sami, opuszczeni przez bliskich, w dodatku schorowani. Życie w Polsce jest drogie, kiedy jest się młodym, jednak pełnym sił by zarabiać. Drogie pozostaje także wtedy, kiedy starzejemy się i nie mamy jak zarabiać nowych pieniędzy a przeżyć mamy za to, co państwo nazywa rentą. Słyszę wciąż, że leki idą w górę, a emerytury w dół. Nie boję się tego, ze będę stara i pomarszczona. Boję się tego, że moje życie potoczy się tak, że na starość będę mogła liczyć tylko na siebie. Dlatego myślę, że codziennie, dopóki możemy i mamy komu, pomagajmy. Nie tylko nosząc zakupy, ale chociażby rzucając uśmiech, nawet przelotny. Spędzajmy czas ze swoimi bliskimi, żebyśmy dali im poczucie bezpieczeństwa i miłości. Może nie zdołamy naprawić tego, co zaszło w ich życiach, ale możemy sprawić, że chociaż przez chwilę będzie lepsze ....