Teologia nienawiści

Ludzi, którzy nienawidzą innych, można spotkać w każdej religii.

Ludzi, którzy nienawidzą innych, można spotkać w każdej religii.

 

Teologia nienawiści — prawda, że to brzmi nieco dziwnie? W końcu teologia to nauka o Bogu, który kojarzy się nam raczej z miłością. Teologia to również nauka o religii, a religia chrześcijańska uczy, aby miłować naszych bliźnich, a nie nienawidzić ich.

Mimo to niektórzy ludzie w tym świecie uprawiają teologię nienawiści. Twierdzą, że są religijni, a jednocześnie głoszą pochwałę nienawiści. Mowa tu oczywiście o członkach radykalnych ugrupowań religijnych, których zdaniem duchowość wyraża się wysadzaniem w powietrze samolotów, autobusów, czy budynków wypełnionych ludźmi.

„A, chodzi o islamistów, tak?” — powiecie. W jakiejś mierze tak. Media pełne są informacji o kolejnych zamachach zorganizowanych przez nich w różnych częściach świata. Ale nie generalizujmy, nie wszyscy muzułmanie nienawidzą, a ludzi uprawiających teologię nienawiści znajdziemy we wszystkich religiach, z chrześcijaństwem włącznie. W niektórych „chrześcijańskich” krajach, na przykład, w imię obrony życia (nienarodzonych) morduje się lekarzy ginekologów praktykujących wykonywanie aborcji. W innych — kościelne radiostacje nakręcają spiralę nienawiści na tle narodowościowym czy religijnym.

Nie zgadzam się z taką teologią. Bóg powiedział: „Nie będziesz chował w sercu swoim nienawiści do brata swego”[1], a według Jezusa nawet gniewanie się na bliźniego jest równoznaczne z wkroczeniem na drogę zabójstwa[2]. W tym świetle nie trzeba wcale strzelać do ludzi, by być winnym przekroczenia przykazania „nie zabijaj”, wystarczy, że będziemy ich nienawidzić. Nienawiść, która popycha ludzi do krzyczenia na siebie i wymyślania sobie nawzajem, jest identyczna z tą, która ich popycha ich do strzelania do siebie. Różnica tkwi tylko w jej nasileniu i w świadomości, że za strzelanie do ludzi przeważnie idzie się do więzienia, a za krzyczenie na nich raczej nie.

Jednak ta sama nienawiść, nieco podgrzana i w innych okolicznościach, może doprowadzić do tragedii, choćby takiej, jaka miała miejsce 11 września 2001 roku w USA czy 10 lat temu w Ruandzie*. Nienawiść, jeśli jej hołdujemy, w końcu wyrwie się z pod kontroli i zaatakuje. Z jednakową siłą jest zdolna niszczyć jednostki, jak i grupy, obcinać głowy bezbronnym, jak i strzelać na oślep do gości weselnych, zabijać żywych, jak i pastwić się nad ich zwłokami. Ta sama nienawiść rozbija rodziny, kościoły i niszczy stosunki międzyludzkie.

To wszystko wydaje się bez sensu. Musi być jakaś inna droga postępowania. Na szczęście jest. Przeciwieństwem teologii nienawiści jest Chrystusowe: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych”[3].

Ktoś mógłby ze zdziwieniem powiedzieć: „Zaraz, zaraz. To już przesada. Czy to oznacza, że mam miłować potwory wysadzające się w powietrze na ulicach pełnych niewinnych ludzi albo, może nawet w tej chwili, konstruujących jakąś brudną bombę, by ją wysadzić w środku mojego miasta?! Mam się im rzucać na szyję, czule przytulać i może jeszcze dawać kwiaty?”.

Nie, tego nie powiedziałem. Zacytowałem tylko słowa Jezusa sprzed 2000 lat, mieszkańca kraju okupowanego przez Rzymian — ówczesnych panów świata, pogardzających innymi nacjami, krwawo tłumiących każdy przejaw buntu. A mimo to Jezus nigdy nie powiedział nawet słowa, które by zachęcało, albo tylko sugerowało, przeciwstawianie się najeźdźcom. Więcej, gdy jeden z żołnierzy wojsk okupacyjnych zwrócił się do Niego z prośbą o uzdrowienie podwładnego, Jezus zrobił to — uzdrowił wroga, w praktyczny sposób wyraził miłości do nieprzyjaciół.

Zawsze się zastanawiam, co by było, gdyby za każdy wysadzony w powietrze przez palestyńskich terrorystów izraelski autobus Żydzi, zamiast burzyć kolejne palestyńskie budynki, wybudowali choćby jedną małą przychodnię zdrowia dla palestyńskich dzieci. Myślę, że nie kosztowałoby ich to więcej niż inteligentne pociski rakietowe, którymi mszczą się za każdy zamach. Jakkolwiek dziwnie brzmi ta propozycja, to przecież — z całym szacunkiem dla narodu żydowskiego i jego prawa do wyboru takiej drogi rozwiązywania konfliktu, jaka wydaje się im najlepsza — dotychczasowa polityka „oko za oko” nie odniosła, jak dotąd, nawet najmniejszego sukcesu, w postaci choćby krótkotrwałego pokoju w tym regionie. Może już czas na coś diametralnie innego.

Ale zostawmy wielką politykę. Spójrzmy na nasze otoczenie i naszą codzienność: domy, miejsca pracy, kościoły. Jakie są nasze relacje z sąsiadem, który ma dwa razy droższy samochód, lepsze mieszkanie, lepszą pracę, a na dodatek zupełnie inne poglądy od moich? Czy mamy w naszym otoczeniu ludzi, do których od lat się nie odzywamy?

Pamiętam, jak moja mama, gdy miałem osiem lat, śmiertelnie obraziła się na naszą sąsiadkę. Poszło o jakieś głupstwo, ale związane ze mną i synem sąsiadki. Zaraz dostałem zakaz bawienia się z nim na podwórku, a nasze mamy przestały się do siebie odzywać. Oczywiście nie przeszkodziło to im chodzić do tego samego kościoła odległego zaledwie dwieście metrów od naszego bloku. I choć my, dzieci, już po tygodniu graliśmy razem w piłkę, mamy mijały się bez słowa przez kilkanaście lat. Już jako dorosły człowiek zapytałem moją mamę, co dla niej w praktyce oznaczają słowa modlitwy Pańskiej: „I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”[4]. To zupełnie odmieniło jej postawę wobec sąsiadki i przywróciło właściwe relacje.

Czy nie o to chodziło Jezusowi, gdy mówił, że trzeba się na nowo narodzić?[5]. Apostoł Paweł natomiast oddał to słowami: „Nie dostosowujcie się do tego świata, ale dajcie się przemienić przez odnowienie myśli”[6]. To Boże dzieło. Tylko On może zmienić nasz sposób myślenia i odczuwania. To się może stać. Spróbujmy tylko kilka razy dziennie pomodlić się za naszego wroga prostą modlitwą: Boże, nie mogę zmienić mojego stosunku do tej osoby, ale Ty możesz to uczynić. Daję Ci moją zgodę — zmień mnie. Taka modlitwa nie oznacza oczywiście, że już następnego dnia wszystko się zmieni o 180 stopni. Ale jeśli dasz Bogu czas, On sprawi, że zrozumiesz i doświadczysz czegoś niewyobrażalnego — miłości do nieprzyjaciół.

Andrzej Siciński

 

[1] Kpł 19,17. [2] Por. Mt 5,21-22. [3] Mt 5,44. [4] Mt 6,12. [5] Por. J 3,3. [6] Rz 12,2 Biblia ekumeniczna.

* Artykuł został napisany w roku 2004, stąd od ludobójstwa w Ruandzie minęło już 18 lat.

[Artykuł został opublikowany w miesięczniku „Znaki Czasu” 9/2004].