"Ta dzisiejsza młodzież to wstydu nie ma"

Myślę, że te słowa słyszały nasze praprababcie i słyszeć je będą nasze praprawnuki.

 

 

    Każdemu znany jest mit o czterech wiekach ludzkości: złotym, srebrnym, miedzianym i żelaznym. Najstarszy, złoty był uznawany za okres dobrobytu, najnowszy, żelazny- za totalny upadek. Odwołania do tego archetypu można znaleźć w literaturze każdej epoki. I zawsze jest mowa o tym, jakie to dawne czasy były dobre, a jaka teraz nastała bylejakość.

    Mam wrażenie, że w umysłach naszego społeczeństwa wykreowany jest obraz, a raczej stereotyp młodego człowieka, jako postaci leniwej, mało ambitnej, hałaśliwej, ubogiej duchowo, zepsutej moralnie do szpiku kości. „Pokolenie galerianek”, słyszałam nawet ostatnio. Podobno nastolatki masowo zachodzą w ciążę. No i ta fala narkomanii...

    Za obraz ten winię otwarcie media, które, jak wiadomo, lubują się w informacjach gorszących, szokujących, smutnych. A lubują się w takich, bo widocznie w naturze ludzkiej leży zainteresowanie tym, co złe. Nikt nie kupi przecież gazety, na okładce której znajdzie się tytuł: „Szesnastoletnia Ania K. z Wrocławia zdobyła pierwsze miejsce w międzynarodowym konkursie z matematyki”. O nie, biedna Ania K. z Wrocławia aby zaistnieć w mediach i świadomości społecznej musi oddać się przypadkowemu panu za parę drogich, acz poszarpanych dżinsów, po czym zajść w ciążę, a najlepiej to ją jeszcze potem usunąć. Nikt nie słyszy o wybitnej, zdolnej Ani, nikt nawet nie ma ochoty o niej słyszeć, liczy się naiwno-grzeszna Ania pozbawiona doszczętnie moralności i rozumu.

    Tak, jestem nastolatką. I zaskoczę Was wszystkich, drodzy Państwo- nie znam żadnej galerianki. Znam za to dwie 17- letnie matki, które podjęły się odpowiedzialnego zadania wychowania dziecka i z pomocą rodziny radzą sobie całkiem dobrze. Większość młodych ludzi, z którymi się stykam każdego dnia to ludzie z perspektywami na przyszłość, w większości inteligentni, rozsądni. Znam może jedną osobę, która eksperymentowała z narkotykami. Dilerzy wcale nie stoją na każdym rogu ulicy ani nie handlują w szkołach. A większość nastolatków nawet nie chodzi na dyskoteki. Czytamy książki (i to nie tylko lektury), chodzimy do kina (nie tylko na komedie romantyczne), słuchamy muzyki (całkiem ambitnej), mamy też życie religijne. To nie obciach przyznać się, że jest się wierzącym. Za to obciachem jest upić się na do nieprzytomności. Nawet palenie papierosów nie jest modne (a przecież jakieś 20 lat temu miał miejsce papierosowy boom). Czytanie „Bravo” też nie. Ani ciężki makijaż, ani odkryty pępęk, ani tipsy, ani białe kozaczki, ani rzucanie przekleństwami na prawo i lewo. O wartości człowieka nie świadczy droga komórka czy firmowe buty. Upadek moralny młodych ludzi to moim zdaniem tylko mit.

    Wszystko czego chcemy, to perspektywy na przyszłość w naszym kraju. Żeby nas tu doceniono, żebyśmy nie musieli emigrować. Żebyśmy po studiach nie musieli smażyć frytek w McDonald's.

    Czasami czuję się traktowana poniżej swojego poziomu intelektualnego przez starsze pokolenie. To boli. Ostatnio jechałam tramwajem i zdarzyła się sytuacja wręcz sztampwa- pojawiła się starsza pani. Wstałam z miejsca, uprzejmie powiedziałam „proszę”. Kobieta usiadła na miescu zmierzyła mnie wzrokiem i rozpoczęła niezwykle głośny dialog, a właściwie monolog, zwracając się do pasażerów w jej przedziale wiekowym: „Ta dzisiejsza młodzież to wstydu nie ma. Co się teraz na tym świecie porobiło. Oni to żadnego szacunku nie mają, ani dla starszych, ani dla Kościoła.” Pomyślałam, że może Pani się coś w moim stroju nie spodobało, ale byłam ubrana nader zgrzebnie, żadnych dekoltów, wszystko zakryte, włosy związane, makijaż prawie niewidoczny. Nie wiedziałam, czy udawać, że nie słyszę, czy się na nią spojrzć, ale kobieta mówiła tak donośnie chyba po to, żebym słyszała: „Tylko tej głośnej muzyki słuchają, po murach malują, a w głowach pusto. A ich rodzice im na wszystko pozwalają, bezstresowe wychowanie prakykują, zamiast w tyłek dać”. Wysiadłam z tramwaju słysząc potakiwania tramwajowych dziadków i babć.

    Czy słysząc negatywne opinie o nas samych stajemy się gorsi? Bardzo możliwe. Wiem, że w moim artykule uogólniłam kilka spraw, nie podałam liczb, procentów, które potwierdziłyby Wam, drodzy Państwo, że będą z nas kiedyś ludzie. Niestety, musicie mi uwierzyć na słowo.