"Szósty zmysł" to nie fikcja.

"Bitwa nie pokój, śmierć nie życie." Anonim

 

 

 

DZIECI  ROZMAWIAJĄ   ZE   ZMARŁYMI

Błogosławieństwo czy przekleństwo? Trudno powiedzieć. Te dzieci chętnie zrezygnowałyby jednak z daru, w którego posiadaniu się znalazły. Ich przypadki nie różnią się nadto od położenia, jakie stało się udziałem bohatera słynnego filmu "Szósty zmysł". Jak to jest nawiązać kontakt z tymi, którzy już nie żyją?

 

en-90210343-0002.jpeg



12-letni Anthony z amerykańskiego stanu Massachusetts mówi, że potrafi kontaktować się z duchami zmarłych. Swoje zdolności odkrył już w wieku 5 lat. Jak twierdził malec, zaczęły go wówczas nawiedzać duchy tych, których nigdy nie miał okazji spotkać. Jak się potem okazało, miały to być duchy zmarłych. Słysząc głosy, których nikt inny nie doświadczał oraz rejestrując tajemnicze dźwięki, jego dzieciństwo zamieniło się nagle w koszmar.

Na początku jego skargi były ignorowane przez dorosłych (któż w dzieciństwie nie miał doświadczeń z "duchami"?). Wszystko się zmieniło, kiedy pewnego dnia Anthony opowiedział o spotkaniu z dziadkami, których w "świecie żywych" nigdy nie spotkał. Chłopiec ujawnił pewne detale, które - zdaniem jego rodziców - ponad wszelką wątpliwość wykluczają ewentualność, by chłopiec fantazjował.

"Powiedział do mnie: 'Mamo, miałem sen o babci i dziadku'" - opowiada Lisa, matka chłopca. "Wyznał, że śniło mu się, że dziadkowie grali w karty i nagle babcia uderzyła dziadka w tył głowy. A to właśnie była jedna z tych rzeczy, które ona robiła nieustannie, próbując przymilić się do niego".

Opowieści Anthony'ego niejednokrotnie potrafiły przyprawić o gęsią skórkę jego rodziców, a także lekarzy, którzy badali chłopca.

Swoje podejście do Anthony'ego zmienił szczególnie jego ojciec, który na początku był przekonany, że relacje te to tylko niewinne bajdurzenia dorastającego dziecka. Z czasem, kiedy jego przekazy stawały się coraz bardziej szczegółowe, zmienił zdanie. Teraz nie traktuje już opowieści chłopca jak wyssanych z palca bzdur.

Wizje, które odbierają apetyt na życie

Jeszcze bardziej drastyczny jest jednak przypadek Pablo, który zaczął kontaktować się ze zmarłymi w wieku 4 lat. Dziś - już jako 17-latek - twierdzi, że potrafi częściowo kontrolować swoje wizje, ale przez większość życia przechodził przez prawdziwe piekło.

"Pojawiali się zmarli, którzy byli ranni, okaleczeni, a czasami nawet nie mieli rąk albo nóg" - wspomina Pablo. "Unosili się w powietrzu albo chodzili dookoła, a czasami po prostu się gapili".

Przez bardzo długi czas Pablo nie mógł normalnie funkcjonować. W nocy przychodził zlany potem do swoich rodziców; w szkole, chcąc uniknąć kontaktów z duchami zmarłych, chował się pod ławkę. Kiedy rodzice albo lekarze prosili go o to, by namalował to, co widzi czasami na jawie, szkicowane przez niego obrazy odbierały niektórym mowę - poinformował serwis ABC.

Psychiatrzy, którzy badali młodego Amerykanina z Arizony, tylko bezwiednie rozkładali ręce. Podejrzewano u niego m.in.: zaburzenia nastroju, chorobę afektywną dwubiegunową czy zaburzenia opozycyjno-buntownicze. Większość hipotez lekarzy jednak się nie sprawdziła. Wszystko wskazywało bowiem na to, że chłopiec jest zdrowy pod względem umysłowym. Sytuacji, nawet w najmniejszym stopniu, nie poprawiały też silne leki, które przepisywali mu specjaliści. Medykamenty sprawiały jedynie, że robił się ospały albo miał nudności.

 

en-90210341-0001.jpeg

Kiedy nikt nie potrafił pomóc zrozpaczonemu chłopcu, jemu zaczęły przychodzić do głowy coraz bardziej radykalne pomysły. W końcu zaczął nawet myśleć o samobójstwie.

"To było tak, że jesteś naprawdę, naprawdę przerażony" - opowiada Pablo. "A co jeśli mam po prostu zwariować i skończyć, zabijając się?"

W tej chwili rozmaite, przerażające wizje nękają chłopca rzadziej. Na co dzień, kładąc się np. spać, Pablo pozostawia przy swoim łóżku kryształki, które mają go chronić przez złymi duchami.

en-90211546-0001.jpeg


W Stanach Zjednoczonych organizowane są obozy. W ich trakcie, dzieci takie jak Pablo czy Anthony mają szansę spotkać swoich rówieśników, którzy posiadają podobny bagaż doświadczeń

Do nieco innej kategorii należą relacje dzieci, które przeżyły np. śmierć kliniczną i potem - ze szczegółami - opisywały rozmowy z nieżyjącymi już ludźmi albo relacjonowali swoje doznania mistyczne. Alex Malarkey, który w 2004 r., jeszcze jako 6-latek, uczestniczył w wypadku samochodowym, wyznał później, że był w niebie, gdzie spotkał zmarłą babcię oraz Jezusa. Wina uszkodzenia mózgu, a może szoku będącego efektem traumatycznych doświadczeń? Niekoniecznie.

 

en-90202083-0001.jpeg


Alex Malarkey, podczas zdarzenia drogowego doznał poważnych uszkodzeń kręgosłupa - jego czaszka praktycznie oddzieliła się od rdzenia kręgowego. Chłopiec cudem przeżył i dziś porusza się na wózku inwalidzkim. W wyniku incydentu Alex przeżył też śmierć kliniczną i twierdzi, że był w niebie - ze szczegółami opowiedział, co widział podczas wizyty w "innym świecie" oraz co godne podkreślenia - opowiedział z detalami, co w tym czasie działo się na Ziemi.

Błogosławieństwo czy przekleństwo? Trudno powiedzieć. Te dzieci chętnie zrezygnowałyby jednak z daru, w którego posiadaniu się znalazły. Ich przypadki nie różnią się nadto od położenia, jakie stało się udziałem bohatera słynnego filmu "Szósty zmysł". Jak to jest nawiązać kontakt z tymi, którzy już nie żyją?

12-letni Anthony z amerykańskiego stanu Massachusetts mówi, że potrafi kontaktować się z duchami zmarłych. Swoje zdolności odkrył już w wieku 5 lat. Jak twierdził malec, zaczęły go wówczas nawiedzać duchy tych, których nigdy nie miał okazji spotkać. Jak się potem okazało, miały to być duchy zmarłych. Słysząc głosy, których nikt inny nie doświadczał oraz rejestrując tajemnicze dźwięki, jego dzieciństwo zamieniło się nagle w koszmar.

Na początku jego skargi były ignorowane przez dorosłych (któż w dzieciństwie nie miał doświadczeń z "duchami"?). Wszystko się zmieniło, kiedy pewnego dnia Anthony opowiedział o spotkaniu z dziadkami, których w "świecie żywych" nigdy nie spotkał. Chłopiec ujawnił pewne detale, które - zdaniem jego rodziców - ponad wszelką wątpliwość wykluczają ewentualność, by chłopiec fantazjował.

Jak to jest spotkać zmarłych krewnych?

Kilka lat temu Colton Burpo przechodził operację usunięcia wyrostka robaczkowego, który pękł w jego trzewiach. Niestety, w trakcie zabiegu wystąpiły komplikacje i akcja serca u chłopca uległa zatrzymaniu. Na szczęście akcja reanimacyjna zakończyła się sukcesem. Ale... 

en-00909598-2805.jpeg


Wkrótce po tych wydarzeniach młody Colton zaczął opowiadać swoim rodzicom dziwne historie. Wyznał, że podczas operacji zaczął się nagle unosić nad swoim ciałem, obserwując kolejne działania lekarzy. Także z góry zobaczył modlących się za niego rodziców, a potem... trafił do nieba. Chłopiec stwierdził, że podczas wizyty w zaświatach spotkał swojego dziadka oraz siostrę, która zmarła jeszcze przed narodzinami. Colton miał też stanąć przed obliczem Boga i ujrzeć Jezusa. Czy możliwe jest, aby 4-letni chłopiec sam sobie wszystko wymyślił.

Naukowcy wciąż próbują znaleźć naukowe uzasadnienie dla podobnych przypadków. Dotychczas pojawiły się dziesiątki różnych teorii pochodzących z różnych ośrodków badawczych. Zdaniem naukowców z George Washington University w Waszyngtonie, za niezwykłe doznania, które towarzyszą ludziom w momencie śmierci, odpowiadać może nagły wzrost aktywności elektrycznej w mózgu. Doszli oni do takich wniosków na podstawie analizy fal mózgowych umierających pacjentów. Według nich, ta nagła zmiana może wywoływać właśnie uczucie unoszenia się nad własnym ciałem czy też wrażenie przemieszczania się w kierunku światła. 

Entuzjazm naukowców z George Washington University Medical Faculty Associates studzi Kevin Nelson z University of Kentucky. "Jest mało prawdopodobne, by przy użyciu tradycyjnych metod rejestracji fal mózgowych, udało im się zobaczyć coś, czego nie zaobserwowano wcześniej" - powiedział naukowiec.

Na badania naukowców z George Washington University sceptycznie patrzy też dr Jeffrey Long - autor książki "Evidence of the Afterlife: The Science of Near-Death Experiences", który zbadał 1300 przypadków śmierci klinicznej i opisał dziesiątki relacji związanych ze zjawiskiem "wychodzenia" poza ciało. Według Longa, niezależnie od kraju pochodzenia, środowiska, kultury, badani zawsze w taki sam sposób charakteryzowali zjawisko. 

"Myślę, że jeśli doświadczenie śmierci byłoby uwarunkowane kulturowo, to ludzie, którzy nigdy by o nim nie słyszeli, doświadczaliby czegoś innego" - argumentuje Long. "Ale nie stwierdziliśmy czegoś takiego. Niezależnie od tego, czy wiesz coś o tym zjawisku, czy nie, nie ma to wpływu na to, czy doświadczenie to ma miejsce czy też nie; nie ma też wpływu na jego zawartość".

Przygotowała:
Ania-Nibiru
Anna Modrzejewska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Niewiarygodne.pl