Szkolenia z samorozwoju - sposób na poprawę życia czy trzepanie kasy?

Czyli dlaczego mam wrażenie, że z tak pięknego procesu, jakim jest samorozwój, co poniektórzy zrobili kij wytrzepujący kasę z naszych kieszeni.

 

 

Dość długo zastanawiałam się czy napisać ten artykuł, bo sprawa jest niezwykle delikatna. Od razu muszę wyjaśnić jedno:

 

Absolutnie jestem za samorozwojem.

Sama, na własnej skórze i duszy, niemal codziennie doświadczam tego, ile niesamowitych wrażeń dostarcza ten proces. Jak zmienia się moje pojmowanie świata w zależności od etapu rozwoju, na którym aktualnie się znajduję. Dla mnie samorozwój jest czymś naturalnym, jak oddech i przepływ krwi w moich żyłach – nie muszę się nad zastanawiać, on się po prostu dzieje. Myślę, że jest wpisany w naturę każdego człowieka, każdej żywej istoty, a może i nawet i każdego atomu, ale na temat tych ostatnich nie śmiem się wypowiadać, bo zbyt mało o nich wiem.

 

A co z trzepaniem kasy?

Już od jakiegoś czasu obserwuję rynek dotyczący szkoleń z szeroko pojętego samorozwoju. Dzięki takim kursom można nauczyć się: szybkiego czytania, zarządzania czasem lub swoim ego, sprzedaży, uwodzenia itp. I dobrze. Problem pojawia się wtedy, gdy spotkają się dwa zjawiska: niebotyczny koszt szkolenia z sugestią, że oprócz tego kursu do pełnej realizacji siebie, trzeba zaliczyć co najmniej cztery kolejne, równie drogie. I zanim się obejrzymy z naszej kieszeni wypływa kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeśli koszt przełoży się na efekty, to ok, w końcu taki kurs należy traktować jak inwestycję. Gorzej jest, gdy spirala wchodzenia w kolejne kursy zaprowadzi nas na dzikie manowce i zaliczamy kurs hipnozy tylko po to, by „naładować się pozytywną energią, jaką emanuje prowadzący”. I uwierzcie mi, że magia prowadzących może być tak duża, że naprawdę trudno jest tupnąć nogą i uświadomić sobie, że:

 

 

 

Przecież człowiek nie może się nie rozwijać.

I nie mówię tu o mojej 3,5 letniej córce, która rozwija się z prędkością światła i niemal codziennie zaskakuje mnie swoimi pomysłami na zrozumienie świata. Czy wiecie, kto to jest egoista? To taki człowiek, któremu się coś goi. A jak narysowała „serce dla mamy” to oprócz serca były tam: białe i czerwone krwinki oraz wirusy i bakterie – ja w życiu bym nie wpadła na to, by w ten sposób połączyć artyzm i naukę.

 

Mówiąc, że człowiek nie może się nie rozwijać, mam na myśli największe konserwy jakie znam, do których i ja czasami się zaliczam. Każda sytuacja niesie ze sobą jakieś doświadczenie. Dziś np. już wiem, że każdy dzień przeżyty w lęku i depresji jest dniem straconym i omijam takie stany z daleka. Z drugiej strony nie żałuję tych doświadczeń, które miałam kiedyś, bo zmusiły mnie do życiowych zmian – okazało się, że jednak można znaleźć sobie takie zajęcie, potocznie zwane pracą, które zamiast stresów, lęków i bicia po głowie, przynosi pozytywne wzmocnienia typu: Dziękuję za zrozumienie i kreatywną pracę. Albo: Znowu mnie Pani pozytywnie zaskoczyła swoim nietuzinkowym podejściem.

 

Owszem, mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że z wiekiem człowiek traci elastyczność i tempo rozwoju, ale i w tym przypadku można znaleźć wiele kontrargumentów – np. moja mama zrobiła prawo jazdy w wielu 59 lat. Znam osobę, która zaczęła ćwiczyć tai-chi w wieku 72 lat.

 

Rozwój a samorozwój.

Wiem, że spece od samorozwoju mogą mnie zakrzyczeć, mówiąc, że rozwój nie jest tym samym co samorozwój, który jest procesem świadomym i ukierunkowanym na osiąganie wyznaczonych celów. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, i to co najmniej w połowie. Najfajniej jest, gdy potrafimy w pewnym momencie włączyć tryb samorozwoju, zadać sobie pytania z cyklu: Kim jestem? Kim chciałbym być? Co chcę w życiu osiągnąć? Co tak naprawdę jest dla mnie ważne? I szukać na nie odpowiedzi w sobie i świecie. Uważam, że jest to naprawdę mega doświadczenie. I moim skromnym zdaniem dobre szkolenie z samorozwoju powinno spełnić właśnie to zadanie – pomóc nam włączyć w sobie ten tryb.

 

Co dobrego dają szkolenia z samorozwoju?

Od razu mówię, że jest to moje subiektywne zdanie oparte na własnych doświadczeniach. A więc na pewno kilka przydatnych technik, które mogą przyspieszyć samorozwój. W moim przypadku techniką numer jeden okazało się wyznaczanie celów, bo jak się okazało totalnie nie umiałam, i nie musiałam, tego robić. Żyłam w świecie, w którym cele niejako wyznaczają się same. Najpierw idziesz do szkoły i twoim celem jest matura. Potem na studia i dążysz do magisterki. A potem celujesz w jakąkolwiek pracę, do której cię przyjmą. Tak to mniej więcej u mnie wyglądało. Więc jak uświadomiłam sobie, że mogę SAMA wyznaczać swoją drogę w przyszłość, to było naprawdę coś. Mój światopogląd wywrócił się do góry nogami. Jednak szybko okazało się, że sama technika to nie wszystko. Pojawił się bardzo wielki problem w postaci: Ale tak naprawdę to ja nie wiem, do czego chcę dążyć. I w tym momencie zaczęła się przygoda z szukaniem siebie, sensu i tego co naprawdę chcę robić.

 

Reasumując: poznanie techniki zajęło mi 2 godziny. Znalezienie czegoś, do czego naprawdę chciałabym ją przyłożyć – kilka lat.

 

Co oprócz technik? Fajnych ludzi. Mechanizm jest prosty, gdy idziesz na szkolenie, którego temat cię interesuje, znajdziesz tam wielu podobnych sobie fascynatów. Wspólne zainteresowania, ten sam język i tworzą się przyjaźnie na całe życie. Oczywiście na takich szkoleniach poznaje się wielu łowców MLM, ale to zupełnie inna historia.

 

Reasumując: więcej ziaren i więcej plew.

 

Na co można się naciąć?

 

O łowcach MLM już wspomniałam, więc omówię inne sprawy:

 

Na poczucie, że możesz wszystko. Nie,nie możesz, a przynajmniej nie podczas trwania jednego życia. Możesz coś, a nawet coś więcej, ale dobrze jest wiedzieć co to ma być jeszcze zanim pójdziesz na szkolenie, bo na żadnym ci tego nie powiedzą. A jak mówią, to uciekaj jak najdalej, bo najprawdopodobniej jest to jakaś sekta.

 

Na przekonanie, że tylko u nich i z nimi możesz znaleźć prawdziwego siebie. Hmm. Siebie można znaleźć zawsze i wszędzie, w Tybecie albo w swoim pokoju.

 

Na motywację: musisz się rozwijać,  co sprowadza się do wpajania przekonań typu: Musisz być coraz lepszym człowiekiem. Musisz nawiązywać coraz lepsze relacje. Musisz zdobywać coraz więcej kasy. I tak dalej. Nie, nie musisz. Możesz chcieć, ale jak dasz sobie wmówić, że musisz, to już zrobiłeś pierwszy krok, by wpaść w siatkę szkoleń zastawioną do tego, by skutecznie wyłowić kasę z twojej kieszeni.

 

Poczucie: jestem wyjątkowy, bo się „samorozwijam”. Nic bardziej mylnego. Jesteś wyjątkowy, bo jesteś, bo każdy z nas jest.

 

Jeszcze jedno. Pułapki zastawiane są mistrzowską ręką i naprawdę czasami dopiero po wydaniu kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych można się zorientować, że „coś tu jest nie tak”. Chyba nie w taki sposób powinnam się rozwijać.

 

Pytanie co robić. Czy całkowicie rezygnować ze szkoleń z samorozwoju. Nie. Byłoby to cofaniem się do czasów średniowiecza. Lepiej jest sensownie do tego podejść. Najpierw znajdź wodę i głębię po której chcesz pływać – odpowiedz na pytania: kim chcę być? Co tak naprawdę chcę robić? Do czego chcę dojąć. Co mi do tego będzie potrzebne? Gdy już masz odpowiedzi, szukaj najlepszego dla siebie szkolenia.

 

Pamiętaj, najpierw głębia, którą powinieneś określić sobie sam, a potem szkolenie, na którym będziesz mógł nauczyć się odpowiednich narzędzi potrzebnych do jej przepłynięcia.