Systemowi macherzy świadomości.

             49e5d155bcea959be7b9caa65490add0.jpgCzasami nie sposób zrozumieć, dlaczego ludzie inteligentni, ludzie radzący sobie w życiu, umiejący dokonać podstawowych dystynkcji, nie potrafią odnaleźć żadnej ochrony przed manipulacją. Jaki elementarny defekt ludzkiego myślenia sprawia, że system tak bezkarnie może oszukiwać miliony, tak łatwo wymusić pożądane zachowania społeczne? Jakie czynniki związane z mechaniką mentalną powodują, że nie buntujemy się wobec tego, co nam szkodzi lub utrudnia życie, względnie dlaczego nie wymuszamy na systemie zmian, które nareszcie zaczęłyby służyć nam, a nie jemu? Więcej, dlaczego bez szemrania przyjmujemy za dobro to, co jest złem i odwrotnie? Co decyduje o skuteczności tumanienia mas, jaką wiedzą dysponują macherzy od systemu, którzy bez większego wysiłku zniewalają nasze umysły, emocje i wyobraźnię?

              Nie są to, oczywiście, nowe pytania. Wielokrotnie je stawiano i próbowano udzielać odpowiedzi. Niejednokrotnie były to wysublimowane analizy socjologiczne, psychologiczne i filozoficzne. A system jak działał, tak działa! Nie potrzebujemy więc nowego naukowego opracowania, coraz bardziej szczegółowych rozważań, w których autorzy będą doprecyzowali kolejne pojęcia i terminy. Dziś potrzeba nam podstawowej wiedzy o tym, jak mamy się bronić przed coraz bardziej powszechną i obezwładniającą manipulacją.

              Kłamstwo systemu operuje w taki sposób, by mogło uchodzić za prawdę. Na kłamstwo całościowe składają się konkretne kłamstwa rozpowszechniane przez media, zwłaszcza te, które nazywa się ostatnio mainstreamowymi. Kształtują one pewną wizję świata, która oderwana jest (mniej lub bardziej) od rzeczywistości, jednak kształtują ją tak sugestywnie, że medialna rzeczywistość staje się bardziej realna niż ta za oknem. Znamienne, w tym kontekście, jest badanie przeprowadzone na jednym z podwarszawskich osiedli, które do całkiem bezpiecznych nie należą. Ankieterzy zadali dwa pytania: czy, Pana/Pani zdaniem, Polska jest krajem bezpiecznym i czy uważasz, że na Pana/Pani osiedlu jest bezpiecznie? Na pierwsze pytanie ok. 90% badanych odpowiedziało negatywnie. Co, swoją drogą, nie dziwi zważywszy, jaki obraz kraju kreują różne telewizornie. Zaskakujące natomiast były odpowiedzi na drugie pytanie – „tak” (ok. 90%). Zadziwiająca symetria!!!

              Wnioski w tej sytuacji łatwo sformułować. Osiedle jest realnością dotykalną, pewnym empirycznym continuum, kształtującym sposób naszej percepcji otoczenia i funkcjonowania w nim. „Polska” jest natomiast rzeczywistością medialną, obrazem za szkłem telewizyjnego ekranu. Ale najciekawsze jest to, że prawdziwsza staje się coraz bardziej ta druga. Oczy nie widzą, uszy nie słyszą, palce nie czują. Ta deprywacja sensoryczna ma katastrofalne skutki, ponieważ przed manipulacją bronić się może tylko człowiek, który ma wyostrzone zmysły i jasny umysł.

               Władcy tego świata grają nami jak chcą: czy to jest jeszcze moja świadomość czy już formacja ukształtowana przez macherów od socjotechniki? I jak się przed tym bronić, i czy można jeszcze przed tym się bronić? A może zmiany są już tak głębokie, że tylko nam się wydaje, iż potrafimy się przed tym ustrzec? 
Funkcjonujemy w świecie, w którym dominuje "ja" identyfikowane, natomiast "ja" tożsamościowe traci kontury, rozmywa się, aż wreszcie zanika. Czy w tej sytuacji jest jeszcze jakaś szansa? 
        07461148f680d4b20cbd4c132c6058e0.jpg     Jak wygląda, na przykład, nasze kształcenie? Jak działa system oświatowy! W paszczę tego systemu ładujemy dzieciątka, które żyją w świecie marzeń, wolnej wyobraźni; żyją na tych płaszczyznach ducha, z których my, dorośli, już dawno się wyautowaliśmy. I co? Szkoła szybko pozbawia ich tego świata. Wszyscy mają być jednakowi, wszyscy mają spełniać określone standardy określone przez ....., wszystkich bardzo prędko pozbawia się wszelkich kantów osobowości, piętnuje się niepożądane zachowania, krytykuje indywidualny stosunek do rzeczywistości. Wszyscy mentalnie mają wejść w gorset paradygmatu naukowego, jedynie słusznego i niepodlegającego żadnej krytyce. 
          Okrucieństwo tej instytucji (w której i ja pracuję - mea culpa - niech mi to będzie wybaczone) polega na tym, że bruka czystą i nieskalaną, prawdziwą więź między częścią (jednostką) a całością (światem). System skutecznie uczy, jak oszukiwać, jak fikcję uczynić prawdą, słowem - jak przetrwać. Najgorsi są ci, którzy są najlepsi, którzy nie godzą się na odebranie im siebie samych, z ich zaletami, wadami, słabościami, talentami, z ich niepowtarzalnością. System na to nie pozwoli, by wypuszczać ludzi myślących, twórczych, krytycznie nastawionych do zastanej rzeczywistości, tacy ludzie są niebezpieczni. Mają natomiast dobrze rozwiązywać testy. które pozwalają nabyć umiejętności elementarnej logiki, ale nie zmuszają do myślenia. 
              I tak oto fabryka zwana szkołą wypuszcza co rok na rynek kolejną partię androidów, które się nie zbuntują, będą wierne przywódcy i pracowite. 

               Odnoszę wrażenie, że wszyscy wiedzą i widzą, jak bardzo niewydolny jest system, jak paczy psychikę młodych ludzi, jak bardzo drenuje kieszenie rodziców. Nikt z decydentów nie ma jednak pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Może najwyższy czas, by to pole zaorać, zamknąć szkoły i pozwolić, żeby rynek w prawdziwie wolny sposób sam ukształtował nowy model. Jestem zwolennikiem anarchii oświatowej. Niech rodzice sami decydują o tym, w jaki sposób kształcić swoje pociechy. Należy zlikwidować ministerstwo, kuratoria (które notabene nie mają dzisiaj nic do roboty), listę lektur, podstawę programową i wszystkie inne pseudorozwiązania, które niczemu dobremu nie służą. Ja na co dzień wypełniam tony papierów bez sensu zabierających mi mój cenny czas. Mógłbym go poświęcić na zajęcia z młodzieżą, przygotować do konkursów lub olimpiady, mógłbym zrobić jeszcze jedną próbę teatralną względnie przygotować materiały na seminarium humanistyczne, które od pewnego czasu prowadzę. 
               Rozmawiałem niedawno z moją uczennicą, którą przygotowywałem do konkursu literackiego. Została finalistką szczebla centralnego. Powiedziała, że przez trzy miesiące nauczyła się więcej niż przez wszystkie lata nauki w szkole. Ale na takie formy aktywności system nie przewiduje miejsca. Owszem, ja to mogę robić, ale w wolnym czasie i za darmo. A przecież metoda polegająca na realizacji konkretnych projektów jest najbardziej skuteczna. Dzisiaj potwierdzają to wszyscy (no prawie wszyscy) specjaliści. 

              System oświatowy (pewnie nie tylko w Polsce) jest tak ustawiony, by kształcić lewą półkulę mózgu. Wtedy człowiek jest bardziej podatny na różnej maści manipulacje i indoktrynacje. Można go lepić, można nim kierować, można mu wmówić, że ważniejsza od matki, ojca, żony, męża jest korporacja i to jej należy poświęcić cały wolny czas i wszystkie siły żywotne. Macherzy od systemów zarządzania ludźmi wiedzą doskonale, że rozwijanie prawej półkuli mózgowej, odpowiedzialnej (między innymi) za twórcze myślenie, samodzielność, krytycyzm nie jest wskazane. Trudniej takim "elementem" zarządzać. 
            Ja właśnie dlatego przyjąłem sobie za punkt honoru (może jest to rodzaj zadośćuczynienia za to, że tkwię w tym systemie), iż będę - wbrew macherom od socjotechniki - rozwijał prawą półkulę moich uczniów. Przykład: jeśli nie jesteśmy w stanie zmienić całej ikonosfery podprogowej, która nas zewsząd otacza, to przynajmniej bądźmy świadomi tego, jak to działa. To już jest jakiś rodzaj pancerza ochronnego. 
             I im bardziej dostaję w dupę, tym bardziej przekonany jestem do sensu mojego wyboru. Bo wiem, że każdy kto wyjdzie ze szkoły z umiejętnością samodzielnego myślenia, będzie zagrożeniem dla systemu zbiorowego zniewalania świadomości. I, kurwa, dobrze. Nie będzie dla mnie większej satysfakcji.

autor – Jan Stasica