Straszna i brutalna historia kryminalna

I wyszło mi na to, że są jednak granice obsurdu, których moja rozbudowana wcale dobrze wyobraźnia, nie jest w stanie osiągnąć.

 

Myślałem, że już nic mnie nie jest w stanie zaskoczyć. Myliłem się przeokrutnie. Zrazu kombinowałem, że mój rozum, niewielki ale jednak, poszedł na spacer i długo nie wraca. Poszedłem spać w dyskomforcie wielkim, ale i w nadziei, że do rana jednak wróci. A tu nic z tego...

Zacząłem więc “przegląd prasy”, co to go czynię od czasu do czasu, w celu przestudiowania raz jeszcze newsu dnia wczorajszego. Czyli “Nagłego zwrotu w sprawie śledztwa dot. zamordowania gen. Papały”. Chciałem ustalić czy to ja zwariowałem, czy ktoś inny pożegnał się z mózgiem?

I wyszło mi na to, że są jednak granice obsurdu, których moja rozbudowana wcale dobrze wyobraźnia, nie jest w stanie osiągnąć.

Po prawdzie od jakiegoś czasu trenują mnie w sztuce humoru abstrakcyjnego takie postaci jak: Tusek, Dziurawy Stefek, Graś, Kalisz, Palikot, oba Klichy and consortes.

Wielki ubaw czynią mi także prokuratorzy ze szczególnym uwzględnieniem takich debili jak Parulski czy ten co “se” mordę odstrzelił. W mózg nie trafił gdyż po przeskanowaniu mózgoczaszki wyszło, że mózgu tam nie ma. Czy kiedykolwiek był? Nie ustalono... A prokuratorski zanik tego organu staje się, prawdopodobnie, chorobą zawodową. Od prokuratora generalnego począwszy...

Tak. To ciężki kawałek chleba jest.

Ale do rzeczy.

Gen Papałę zabił drobny obszczymur - adept trudnej sztuki jumania bryk. Tak.

Wystawcie sobie, że ów dobry człowiek zapałał był wieką chęcią zapieprzenia niezwykle ekskluzywnej bryczki: Daewo espero. Jak wiadomo ów koreański cud techniki był marzeniam wielu... Jest więc oczywiste, że Patyk, na taki zajum, musiał wybrać się z giwerą zaopatrzoną w tłumik. Obowiązkowym sprzętem warszawskiej żulii.

W panice ów pracowity człowiek rąbnął generała między oczy i... I to właśnie ta panika nie pozwoliła mu zapomnieć o posprzątaniu łuski. Rzecz, w panice, oczywista i straszną tę panikę dowodnie potwierdzająca.

A nawet była to panika zaraźliwa do tego stopnia, że jak najbardziej profesjonalne służby przybyłe na miejsce zdarzenia, zapomniały zbadać ślady krwi widoczne gołym okiem nie tylko na parkingu ale i na ścianie klatki schodowej budynku, w którym gen. Papała nieszczęśliwie zamieszkiwał.

Pełna profeska...

Ba!

W ciągu minionych czternastu lat, jak wynika z pobieżnej lektury materiałów pisanych, związanych z tematem, zeszło nie mniej niż jedenastu gangsterów. I to z samej wierchuszki krajowego podziemia kryminalnego. I wszyscy oni padli ofiarą seryjnego samobójcy. By owego żula-Patyka kryć. Taż to są bohaterowie godni pomnika! A nawet kilku.

Logika na miarę naszych prokuratorów. Brawo! Jestem absolutnie przekonany.

Ale już na łopatki rozłożył mnie wczoraj pan prawnik Kalisz. Jest on przykładem nie tylko, znanego fizyce, defektu masy. Jest też przykładem postępującego kretynienia.

Otóż, oświadczył był z całkowitą powagą, że kryminalistyka zna bardzo częsty przypadek zwany “syndromem roku czternastego”.
Wyobraźcie sobie, że nasz Patyk, zgodnie z literaturą przedmiotu, pękł właśnie po czternastu latach od morderstwa! No genialne!

Będę bliższy prawdy gdy postawię własną hipotezę. Nie można wykluczyć, że w gen. Papałę pierdyknął meteoryt. Albo i piorun jasny.  I każdy kto to wykluczy jest kłamcą. Bowiem możliwość taka naprawdę istnieje i jest matematycznie wyliczalna.

Niech więc prokuratorzy zlecą naszym inteligentnym policjantom pilne poszukiwanie owego kosmicznego kamienia. A później niech organy ścigania podejmą śledztwo, kto tym kamieniem rzucił i z jakiej orbity...

Hospodyn pomyłuj!