Strajk!

Pomysł, by strajkować wcale mi się nie podobał. Od początku nie wierzyłam, że nauczyciele cokolwiek mogą wywalczyć. Jak zwykle miałam rację.

Oburzenie na panujący i narastający chaos od wielu lat duszę w sobie „robiąc swoje”. Na pierwszym miejscu stawiam sobie zasadę, że warto być przyzwoitym. Swoją pracę wykonuję najlepiej jak potrafię, a gdy tylko mogę przemycam wartości ponadczasowe. Lawiruję między przeładowanym, archaicznym programem nauczania, a potrzebami nowych pokoleń. Staram się być na bieżąco. Za marne pieniądze. Czasem tylko słyszę, że zaważyłam na czyimś życiu- to wystarczy za wszystko. Ale coraz rzadziej to słyszę i chyba nie dlatego, że się źle staram. Cóż, nie obrażam się na rzeczywistość, mam przekonanie, że tak trzeba i koniec.

Do strajku przystąpiłam z solidarności. Nie wszyscy radzą sobie z marną pensją, znam wiele małżeństw nauczycielskich… No i nie wszyscy mają głębokie przekonanie, że nie wywalczymy nic, jak ja. Zwłaszcza młodzi nauczyciele, których jest niewielu, wierzą, że można coś zmienić, a nie tylko „dojechać do emerytury”.

Scenariusz tego, co się teraz dzieje został napisany już w marcu i jest konsekwentnie realizowany- podzielenie środowiska, podpisanie porozumienia z jednym ze związków, konsekwentne odmawianie mediacji.

Nawet wiem, co będzie dalej. Ponieważ chaos, który nadejdzie we wrześniu w związku z kumulacją dwóch roczników będzie nie do ogarnięcia i będzie wymagał dodatkowych środków, które nie zostały zabezpieczone w nowej „reformie”, trzeba będzie na kogoś zrzucić odpowiedzialność. Podobnie jak teraz za egzaminy gimnazjalne, zostanie to zrzucone na nauczycieli, którzy „biorą uczniów za zakładników”. We wrześniu wszyscy usłyszymy, że chaos w szkołach średnich jest wynikiem haniebnych, niemoralnych strajków.

Dlaczego strajkuję i nadal będę? Zastanawiam się usilnie, ale jednocześnie mam przekonanie, że robię to, co powinnam.

Ten strajk uświadomił mi, jak bardzo jestem i nieznośnie oszukiwana, manipulowana. Jak współczesnych „mężów stanu” nie obchodzi przyszłość tego kraju i narodu. Jak przeraźliwie polityka wlazła i rozlała się na niegdyś mimo wszystko chronione miejsca- szkoły. Słowem- pływam w bagnie rozpaczliwie wykrzykując wielkie myśli wielkich Polaków w nadziei, że to dotrze do młodych. Smutny obraz starej nauczycielki. Belfra, który nawet teraz nie ma do kogo krzyczeć.