Strach

Strach jest jedną z podstawowych cech pierwotnych zwierząt i ludzi. Od zawsze człowiek czegoś się bał, ale patrząc na to, czego boimy się dzisiaj, aż włos jeży się na głowie, bo boimy się praktycznie wszystkiego i wszystkich.
 
Wydaje się, że jesteśmy ciekawi świata, ale jednocześnie boimy się tego, co nieznane, czego nie potrafimy w żaden sposób wyjaśnić, zmierzyć, zważyć i zaszufladkować. Nawet, jeżeli uda nam się coś zrozumieć, to i tak się tego boimy. Różnica polega na tym, że teraz nasz strach jest uzasadniony, poparty dowodami i wiemy, czego i dla czego się boimy.
 
Media straszą nas na każdym kroku. Straszą wiadomościami, odkryciami, kataklizmami i wizjami końca świata. Wystarczy, że usłyszymy w telewizji, że prawdopodobnie bezrobocie wzrośnie i już na zapas boimy się o utratę pracy. Oglądając horror, boimy się nawet porządnie przestraszyć i podczas wyjątkowo przerażającej sceny zamykamy oczy i zatykamy uszy a przecież nikt nam nie kazał tego oglądać. Sami wybraliśmy ten a nie inny film.
 
Pod wpływem „naturalnego” strachu, wynikającego z nieoczekiwanej sytuacji, często mobilizujemy się do działania, przybywa nam siły i jesteśmy w stanie dokonać czegoś, czego w normalnych okolicznościach nie bylibyśmy w stanie zrobić. Jesteśmy wówczas gotowi do walki albo do pobicia rekordu świata podczas ucieczki. Gorzej, jeżeli strach nas paraliżuje i nie jesteśmy w stanie zejść z torów, gdy nadjeżdża pociąg, bo i tak się może zdarzyć.
 
Tego typu strach jestem w stanie zrozumieć, ale po co nam dodatkowy, ten, który powstaje, gdy siedzimy na kanapie i gapimy się w telewizor? Przecież taki, jest co najmniej niezdrowy. Nie dość, że stresujemy siebie, to jeszcze nasz krzyk w środku nocy może zbudzić i śmiertelnie przerazić sąsiadów. Jeżeli sąsiedzi śpią kamiennym snem a my zamiast krzyknąć np. podskoczymy albo nieświadomie machniemy rękami, to możemy zrobić krzywdę partnerowi lub nie daj boże coś rozlać, potłuc albo rozsypać.
 
Rozumiem, że każdym władzom zależy na tym, aby ludzie się bali, o ile oczywiście strach jest umiarkowany i nie przeradza się w panikę. Wtedy łatwiej nimi rządzić. Dla tego w mediach pełno jest strachów i straszaków, ale czy my musimy na to patrzeć? Słuchać wszystkiego, co nam powiedzą i bać się za każdym razem, gdy ktoś tupnie nogą, albo powie, że za dwa dni będzie koniec świata?
 
Jesteśmy tak uzależnieni od strachu, że wymyślamy sobie przeróżne fobie. Boimy się wysokości, ciasnych pomieszczeń, dużych przestrzeni, ciemności, jaskrawego światła, szczurów, myszy, pająków, duchów, żywych i bóg wie, czego jeszcze. Jak tak dalej będzie to zaczniemy bać się własnych spodni, o ile już nie ma takiej fobii.
 
Moim zdaniem fobia to nic innego jak wymysł współczesnego człowieka, który tak przyzwyczaił się do strachu, że potrzebuje coraz to nowych bodźców i coraz większych wrażeń. Strachem można się również wykręcić od wykonania jakiegoś zadania. Nie przejdziemy np. wyboistą drogą, bo jest za ciemna, za jasna, można tam spotkać pająka i przede wszystkim boimy się tego, co znajdziemy na jej końcu.
 
Tak samo jest z drogą życia. Wybieramy najłatwiejsze decyzje, najkrótsze drogi. Boimy się nowych doznań, nowych spotkań, nowych niekonwencjonalnych rozwiązań. Przede wszystkim boimy się trudnej prawdy o nas samych. Boimy się tak często i tak wielu rzeczy, że pokuszę się o stwierdzenie, że jesteśmy wyjątkowo bojaźliwym gatunkiem. Dziwię się, że jesteśmy jeszcze w stanie w miarę normalnie funkcjonować i się rozwijać.