Statystyki nie kłamią, czyli czarne liczby

Polska to już kraj wyznaniowy? Wasal Watykanu? Ciemnogród? Jakby na to nie patrzeć, to "czarno" to widzę

 

0ab9284e990105c1b0b3b5cceb390d59.gif

Jest gorzej niż można by było się spodziewać. Statystyki bezlitośnie zakotwiczają nasz kraj w ciemnogrodztwie. Otóż nikogo nie powinno dziwić, bo raczej bulwersować i szokować, że kościołów katolickich jest więcej niż szkół podstawowych. Dawać do myślenia powinien fakt, że szkół wyższych jest mniej od katolickich sanktuariów. Niebezpieczny stan podwyższonego ciśnienia, może wywołać informacja o przeważającej większości księży w stosunku do lekarzy pierwszego kontaktu. Bezsilność i zgrzyt zębów, mogą być efektem dużo mniejszej ilości aptek, urzędów pocztowych czy przychodni zdrowia, względem kościołów, na które można natknąć się niemalże na każdym przysłowiowym rogu. Czy trzeba jeszcze wspominać o bibliotekach, teatrach, kinach i innych obiektach użyteczności publicznej? Wiadomo, że i te są daleko w tyle za budowlami sakralnymi. To są fakty, które wywołać powinny oburzenie nie tylko u racjonalistów.

Liczby "mówią"


Główny Urząd Statystyczny podaje, że liczba kościołów katolickich, w tym kaplic, już dawno przekroczyła liczbę szkół podstawowych i zakładów opieki zdrowotnej, zarówno publicznych jak i niepublicznych razem wziętych. Segment szkolnictwa i zdrowia, przegrywa z kościołami w stosunku 14 tys. do 15 tys. To normalne?

Urzędów pocztowych jest 8,5 tysiąca, tyleż samo bibliotek wraz ze wszystkimi filiami, natomiast aptek około 10,5 tysiąca. Wszelkiego rodzaju kaplic, kapliczek i krzyży nie da się policzyć.
Wszystkich sług Bożych, począwszy od zakonników, a kończąc na wszelkiej maści purpuratach, jest łącznie ponad 53 tysiące, zaś lekarzy rodzinnych tylko niespełna 9 tysięcy. Świetnie, prawda?

W polskich szkołach nauczycieli uczących chemii, biologii, fizyki czy geografii jest ponad 13 tysięcy. Katechetów uczących zasad jedynie słusznej wiary, dwa i pół razy więcej, bo 34 tysiące. Czyż nie zaciskają się pięści? Bo mi tak.

W Polsce więc łatwiej natrafimy na jedno z ponad pięciuset sanktuariów, niż na teatry, których jest zaledwie 184.
Smutne i zatrważające to liczby, ale dziwić się nie ma czemu. Wszak ambicje państwa wyznaniowego, muszą zachować jedynie słuszne proporcje.