"Stało się" czyli za autorem kobiety sznurem

Uwielbiam męskie przechwałki na każdy temat, a szczególnie o podbojach serc, i nie tylko, niewieścich. Albowiem: baju, baju, będziesz w raju.

 

O autorze:

Borys Tylewicz urodził się w Wilnie, 26 czerwca 1919 roku, tam ukończył gimnazjum im. J. Lelewela

 O książce:

„Stało się” to wspomnienia obejmujące lata 1939-1951.

Ktoś musiał autorowi życzyć „obyś żył w ciekawych czasach”, bo urozmaiceń w życiu mu nie brakowało.

Zapowiadało się normalnie – po ukończeniu gimnazjum wyjechał do Warszawy, aby studiować na uniwersytecie. Tylko że nasi sąsiedzi zmówili się i zrobili następne rozbiory. Autor postanowił wrócić do Wilna przechodząc przez zieloną granicę. NKWD już tam czekało i oskarżyło go o szpiegostwo co skutkowało wyrokiem w postaci 15 lat obozu. Wraz z 1800. więźniami przez 47 dni, w bydlęcych wagonach, jechał na Sachalin.

Tylewicz nie poświęca temu okresowi zbyt wiele miejsca. Postanowił bowiem, że będzie to książka o lepszych momentach jego życia. „A przede wszystkim pragnę napisać o tych wspaniałych kobietach, które spotkałem na swej drodze i dzięki którym mogłem przebrnąć przez trudne okresy, z poczuciem, że nie jestem sam na świecie.” – napisał w przedmowie.

I rzeczywiście – panie leciały do niego jak ćmy do światła i muchy do miodu. Zaczęło się od służącej, która go uwiodła gdy był nastolatkiem. A potem już poooszło! Lekarka, pielęgniarki, konduktorka, prawniczka, żołnierka i studentki. Rosjanki, Polki a nawet Niemki. Jedna z nich nawet otruła męża, aby związać się z Borysem ale wymiar sprawiedliwości był szybszy.

Autor w obozie był do porozumienia Sikorski-Stalin a potem go dobrowolnie choć przymusowo wcielono do Armii Czerwonej. Trzykrotnie ranny, ostatni raz w głowę gdzie pozostał mu malutki odłamek pocisku powodujący epilepsję. 

Opisuje walki pod Stalingradem i blokadę Leningradu. Czy wiecie ile pocisków jednocześnie wystrzela „katiusza”?  Ja dzięki autorowi już wiem.

Po zwolnieniu z wojska odwiedza Wilno gdzie stwierdza, że to już nie jest miasto jakie pamięta. Jedzie do Lwowa, tam uczy się zawodu, który będzie wykonywał całe życie. W Krakowie, Karpaczu i Łodzi.

W trakcie swojej pracy spotykał znanych ludzi kultury – Solskich, Ćwiklińską, Aleksandrę Śląską.

Opisuje też realia PRL-u czyli kombinatorstwo i załatwianie.

Największą część wspomnień zajmują opisy kontaktów z paniami. Jeśli były mu bardzo bliskie finał określa słowami: „i stało się”. Napisał „Ja w owym czasie nigdy niczego nie odmawiałem kobietom gdy mnie o coś prosiły.”

Te opowieści przypominają mi, trochę, przechwałki wędkarzy „złapałem dziś taaaką rybę”. choćby to była tylko płotka lub katar.

Osobiście wolałabym więcej szczegółów obyczajowych, a mniej romansowych. Ale rozumiem, że starszy pan lubi sobie pogawędzić o czasach gdy był młody, sprawny i – jak mu się teraz zdaje – bezinteresownie kochany  przez tłum fanek jego zniewalającej osobowości.

Borys Tylewicz  - „Stało się”

Wydawn. Murev, Warszawa 2000