Spór o istnienie zła (cz. I)

78b4b047f88394be68b177086128c608.pngZło - jak pisze Tischner - wciska się pomiędzy czyn a zasadę czynu. Inna jest zasada, inny (czytaj: sprzeczny z nią) czyn. Ma to według filozofa poważne konsekwencje. Oznacza wyzwolenie spod władzy złośliwego demona, który okłamuje człowieka, a człowiek o tym nie wie. Tak jest w systemie myślowym Kartezjusza. W przypadku "zła radykalnego" Kanta ja wiem, czyli jestem świadomy wykroczenia "czynem" poza "zasadę". Nie mogą usprawiedliwić mnie ani prawa historii, ani prawa natury. 

 Jeżeli bowiem rozum jest „najwyższym trybunałem”, to z niego wyłania się moralny wektor wszelkiego działania. W tym sensie każdy wybór, każdy czyn musi stanąć przed trybunałem rozumu. Przyjęcie koncepcji „imperatywu moralnego” powoduje, że nikt nie może mnie okłamać, ani ja sam nie mogę tego zrobić.

To właśnie jest wolność! Każde kłamstwo wolność unieważnia, staje się radykalnym zniewoleniem. Jego źródłem jest wspomniany już imperatyw moralny. Okłamuję siebie i innych, bo wiem, że pomiędzy zasadą postępowania a samym postępowaniem nie zachodzi tożsamość. Bez świadomości moralnej nie byłoby kłamstwa.

Teoria Kanta miała (ma?) rewolucyjne konsekwencje. Zniewolenie nie przychodzi z zewnątrz, ale z wewnątrz. Kłamstwo nigdy nie ma skutków jednorazowych. Determinuje sposób postrzegania mnie samego, determinuje przyszłość.

Normy, autonomicznie wytworzone, prowadzą do całkowitego wyzwolenia spod władzy Boga, państwa, historii i natury. W jaki sposób można wytłumaczyć bowiem poświęcenie życia dla określonych wartości, skoro jest to czyn sprzeczny z podstawowym prawem natury tj. instynktem samozachowawczym?

Każda autonomicznie wygenerowana norma postępowania jest wynikiem uświadomienia sobie „skażenia”: albo własnej natury, albo natury świata. W tym sensie, działanie normotwórcze jest swoistą neantyzacją „zła radykalnego”.

Zło nie istnieje poza człowiekiem. Kant definitywnie uśmierca „zło metafizyczne”. To, co dzieje się poza świadomością człowieka, nie może być źródłem winy. Taka jest zasada autonomii.

 

***

 

Totalitaryzm dwudziestego wieku to powrót do koncepcji złośliwego geniusza. Problemem nie jest już wina „czynu”, jak u Dantego czy Hegla, ale wina „uczestnictwa”. Tischner trafnie porównuje tę zmianę do tańca. Nie jest kwestią to, że tancerz źle stawia kroki, ale to, że tańczy do niewłaściwej muzyki.

images?q=tbn:ANd9GcRdjVZd-7opWjKyNku63uM5WMx1SBq2T_aseh9KR-zi7JKYeS3IPwRadykalny manicheizm epoki pieców krematoryjnych i obozów polega na tym, że zło dopuszcza jedynie takie kwantum dobra, by mogło ono zamanifestować swoją obecność. Obóz narzuca obozowej zbiorowości więźniów taką strukturę, która „dobre uczynki” wpisuje w tę strukturę zła – pisze „Sporu o istnienie człowieka”. Więzień pracuje na własną zgubę.

W opowiadaniu Tadeusza Borowskiego Proszę państwa do gazu jeden z towarzyszy narratora – Tadka pracującego razem z nim przy rozładunku transportu pyta: „Czy my jesteśmy ludzie dobrzy?” to nie jest pytanie, czy w ogóle istnieje dobro, ale czy istnieją warunki wewnętrzne do jego objawienia się w człowieku.

A zatem, wina jest sprawą przynależności. Dla nazistów „grzechem pierworodnym” jest pochodzenie rasowe lub przynależność do konkretnej nacji. Dla komunistów – pochodzenie klasowe. Martin Łacis, zastępca Dzierżyńskiego, zredagował taką oto instrukcję dla swoich śledczych:

„Nie szukać w materiałach (…) dowodów na to, że oskarżony występował czynem lub słowem przeciwko władzy radzieckiej. Pierwsze pytanie, jakie należy mu postawić, to do jakiej klasy należy, jakie jest jego pochodzenie, wykształcenie, zawód. Te pytania powinny określić los oskarżonego. Na tym polega istota czerwonego terroru.”

Zwraca uwagę samo słownictwo. Przesłuchiwany nie jest podejrzanym. On jest już oskarżonym. W podobnym duchu o istocie terroru wypowiadał się Hegel: „…stać się podejrzanym ma to samo znaczenie i ten sam skutek, co być winnym…”

„Instytucja obozu pracy – pisze Tischner – wraz z jego ideologiczną legitymizacją otwiera (…) współczesny horyzont manichejskiej metafizyki.”

Dyktatura proletariatu była dążeniem do zapośredniczenia każdej relacji międzyludzkiej przez relację władzy.