Śmierć polityka rozpoczeła w Polsce dyskusję o medycznej marihuanie.

 


 

 

 

To bardzo smutne, że dopiero śmierć polityka, ś.p. Tomasza Kality, byłego rzecznika SLD, otworzyła w Polsce dyskusję na temat legalizacji rośliny, która jest stosowana do leczenia od tysięcy lat. Konopie z których uzyskuje się niezapylone żeńskie kwiatostany zwane marihuaną, są u nas surowo zabronione mimo, że leczą wiele chorób, w tym jaskrę, lekooporną padaczkę a przede wszystkim raka.

 

 

Większość ludzi nie widzi w tym problemu i uważa, że prohibicja marihuanowa to coś dobrego, co robi się w trosce o Polaków. Nic bardziej błędnego. Marihuana jest zabroniona ponieważ opłaca się to lobbującym za tym, czyli przede wszystkim gangom narkotykowym, które dzięki delegalizacji tej rośliny mogą osiągać krociowe zyski. Poza tym zdrowotne działanie marihuany nie podoba się koncernom farmaceutycznym, które obawiają się, że każdy chory mógłby sam wyhodować sobie lekarstwo. To byłby dla nich koszmar, dlatego robią co mogą, aby gdzie tylko się da blokować dopuszczenie suszu kwiatów konopii.

 

Dzieje się to przeważnie poprzez budowanie sieci powiązań między koncernami farmaceutycznymi, a odpowiedzialnymi za legislację i politykę zdrowotną kraju. W przypadku Polski głównym przeciwnikiem wprowadzenia marihuany wydaje się być minister zdrowia w rządzie PiS, Konstanty Radziwiłł, który publicznie porównywał marihuanę do śmiercionośnych dopalaczy.

 

Nasza scena polityczna też wydaje się być raczej przeciwna dopuszczeniu tego naturalnego leku. Nie dziwi to, bo większość naszych polityków to zwolennicy alkoholu lub kokainy. Mają zatem zapewne sentyment do gorzelni i dilerów narkotykowych, a legalizacja marihuany odbiłaby się negatywnie na zarobkach Polmosów i mafii. Dlatego zamiast zrobić to co w Czechach, Holandii, Izraelu czy większości USA, trwają na polu walki z narkotykiem konkurencyjnym do ich ulubionego alkoholu, pobudzającego do bezsensownej agresji.

 

Nie ma oczywiście niczego takiego jak medyczna marihuana. To jest po prostu ta sama substancja, którą spożywa nielegalnie kilka milionów Polaków. Robią to, bo marihuana odpręża ich i uspokaja. Dodatkowo udowodniono, że działa przeciwbólowo. Obniża ciśnienie wewnątrzgałkowe oczu, co poprawia stan zdrowia chorych na jaskrę. Jest też znanym środkiem antyrakowym. Działa to w wielkim skrócie tak, że komórki rakowe dzięki THC a zwłaszcza kannabidiolowi CBD otrzymują chemiczną informację, aby ginąć, której upośledzenie przekazywania powoduje narastanie nowotworu. Dzięki temu pacjenci leczeni za pomocą skoncentrowanego oleju konopnego są w stanie spowodować zmniejszenie guza.

 

Spektakularne sukcesy osiągnięto przy redukowaniu wielkości glejaków, a właśnie takiego guza mózgu miał zmarły Tomasz Kalita. Oczywiście polityk gdy zachorował w maju zeszłego roku, próbował się ratować czym mógł i publicznie przyznawał się do przyjmowania zakazanych w Polsce preparatów. Stał się też orędownikiem dopuszczenia marihuany do leczenia w onkologii i neurologii. Jego śmierć rozpoczęła na nowo dyskusję na temat nieludzkiego prawa karającego chorych za to, że chcą się leczyć.

 

Nie miejmy jednak złudzeń, dotychczasowi beneficjenci prohibicji marihuanowej w Polsce zrobią co mogą, aby do legalizacji nie doszło. Sprawa Kality ucichnie, a koncerny farmaceutyczne i gorzelnie będą dalej robiły swoje interesy niezagrożone. 

 

Autor: zmianynaziemi.pl