Słynna polska gościnność nie dla Czeczenów?

"Większość Polaków (szczególnie tych starszych) niestety wciąż jest ksenofobami i przynosi nam wstyd"

 

17 sierpnia w programie „Na celowniku” emitowanym na antenie TVP1 ukazał się reportaż o czeczeńskich uchodźcach mieszkających w Łomży, a właściwie o niezadowoleniu tym faktem miejscowego społeczeństwa. Owa niechęć dojrzewała przez 9 lat aby w 10tym roku obecności Czeczenów przerodzić się w agresję słowną i fizyczną. Doszło do pobicia Czeczenki . Ponadto zawiązał się kilkusetosobowy komitet mieszkańców domagający się zlikwidowania ośrodka dla uchodźców.  

Co zrobili autorzy tej krótkiej formy audiowizualnej aby wyjaśnić zaistniała sytuację? Postanowili pokazać jedynie słuszny i poprawny politycznie pogląd. W skurzcie przesłanie tego reportażu można streścić w zdaniu: „Większość Polaków (szczególnie tych starszych) niestety wciąż jest  ksenofobami i przynosi nam wstyd”.  Na potwierdzenie tej tezy, mogliśmy zobaczyć wypowiedzi biednych czeczeńskich dzieci i kobiet, które: „Kochają Łomżę jak rodzinne miasto”, „Nie mają dokąd wrócić” i „Prędzej obleją się benzyną i podpalą niż dadzą wyrzucić”. Pokazano też kilka wypowiedzi nieznanego studenta, który nawoływał do miłości bliźniego i tolerancji wszystkiego co się rusza.  Do tego zaserwowano nam ckliwe historyjki o przyjaźni polskich i czeczeńskich dzieci. Oczywiście dano szansę drugiej stronie sporu  na wyrażenie swoich obaw. Reprezentowało ją dwie osoby, niewiadomego pochodzenia (miały zamazane twarze) i w podeszłym wieku (jak można się domyślać). Pani i Pan z kiosku powiedzieli, że „Boją się wychodzić z domu”, „Nie rozumieją intencji Czeczenów”, „Oni dostają zasiłki i pracę, podczas gdy rodzimi mieszkańcy nie mają co do garnka włożyć”. Wypowiedzi te były oczywiście przeplatane niecenzuralnymi słowami. Na zakończenie tej parodii był krótki dialog: Reporter: „Czy będzie Pani wychodziła  z domu, gdy znikną Czeczeni?”; Pani z kiosku: „Nie, ja nigdzie nie chodzę”.      

Moja żona studiowała w Łomży przez 3 lata i często ją tam odwiedzałem. Tam zobaczyłem ja pierwszy raz i zakochałem się. Zwiedzałem z nią Łomżę i słuchałem, jak jej się tam żyje.  Mimo woli miałem też do czynienia ze wspomnianymi Czeczenami. Niektórzy zachowywali się normalnie, ale można też było spotkać na spacerze grupki wyrostków, którzy zachowywali się skandalicznie. Głośne krzyki w obcym języku i śmiech  napawały niepokojem. Nie raz też słyszałem o zaczepianiu polskich dziewcząt przez kilku Czeczenów w autobusach i okrzykach typu: „ Niezła dupa!”. Nie twierdzę, że Polacy są w tym względzie niewiniątkami. Nie znam też kultury i tradycji czeczeńskiej, ale wiem, że Czeczeni nie darzą kobiet szacunkiem. Ponadto nadany im status uchodźcy niektórzy traktują jak immunitet drwiąc sobie z miejscowych praw i obyczajów.

Usłyszałem kiedyś wypowiedz dziennikarza, który powiedział: „Dziennikarz jest od relacjonowania rzeczywistości, a nie jej kreowania”. Wydaje mi się, że nikt z jego kolegów po fachu nie podziela tego zdania. Jestem zirytowany tą sytuacją. Wydawało mi się że określenia „film dokumentalny” i „reportaż” są synonimami pod względem dążenia do obiektywizmu. Mam dość okłamywania mnie przez telewizję  na każdym kroku. Czy ludzie, którzy dopuszczają do emisji podobne programy myślą, że po drugiej stronie odbiornika siedzą sami odmóżdżeni debile?

Autorów omawianego reportażu zapraszam z powrotem do szkoły i zalecam przejrzenie w słowniku terminu „Barbarzyńca” ukutego przez starożytnych Greków.