Skandal w Szczecinie, jest plac im. P. Adamowicza, a nie ma al. Mariana Jurczyka

Bohaterem jest się nawet za jakieś jednorazowe dokonanie, nie trzeba całym swoim życiem potwierdzać tego bohaterstwa

 

W artykule: „Meandry walki o władzę”, napisałem: „Od zawsze interesowałem się historią i postawami tych którzy się w niej zapisali, a przede wszystkim tych którzy mieli władzę o krok (na wyciągniecie ręki), a jednak z jakiś powodów po nią nie sięgnęli i pamięć o nich zginęła w mrokach dziejów.

 

Do tych, którzy w swoim czasie po nią nie sięgnęli zaliczyłbym Mariana Jurczyka, który popełnił kardynalny błąd, nie wpuszczając w czasie strajku w 1980 r do Stoczni Szczecińskiej przedstawicieli mediów krajowych i zagranicznych, którzy zniechęceni takim przyjęciem, pojechali do Gdańska, gdzie Wałęsa przyjął ich z otwartymi rękoma.

 

Gdyby Marian Jurczyk, postąpił odwrotnie, to on byłby znany w całej Polsce i Europie jako „ojciec” porozumień strajkowych, to on (a nie Lech Wałęsa) były laureatem „Pokojowej Nagrody Nobla”, to on byłby uznany w Europie i świecie za symbol walki o demokrację, za promotora „przemian politycznych i społecznych w Polsce”. Tym bardziej, że to on jako pierwszy podpisał porozumienie strajkowe z rządem, dzień przed Lechem Wałęsą (a wiemy, że w sporcie i nie tylko, liczy się ten pierwszy – zwycięzca).

 

fae451d59ae3b59e8dcd272caa60cd53.jpg

Dzisiaj Marian Jurczyk jest pamiętany tylko jako kiepski prezydent Szczecina w latach 1998–2000 oraz 2002–2006. Dlaczego jednak w latach 1989 – 98 Marian Jurczyk, jeden z czołowych działaczy opozycji w PRL, największy bohater powojennego polskiego Szczecina, otrzymał tylko w 1990 r Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, nie wiadomo (władze miasta, miały swojego największego bohatera, w "głębokim poważaniu").

 

Władze Szczecina wolały gloryfikować Wałęsę (chociaż obydwu przywódców strajkowych obciążały podejrzenia o współpracę z SB), nadając mu w 2008 r tytuł honorowego obywatela miasta Szczecina (patrz mój artykuł: „Wolimy gloryfikować innych bohaterów”). Marian Jurczyk Złotą Odznakę Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego otrzymał dopiero we wrześniu 2013 r, a medal za Zasługi dla Szczecina (niejedno głośnie) w lipcu 2014 r (a więc u schyłku życia), a jeszcze większość radnych zbojkotowała jego wręczenie.

 

W rok po śmierci Mariana Jurczyka (30 grudnia 2014 r) , radni zastanawiali się nad projektem Stowarzyszenie Grudzień '70 nazwania jednej z ulic w centrum imieniem Mariana Jurczyka. Niestety radni SD zablokowali tą słuszną inicjatywę. A największym skandalem władz Szczecina było nadanie w lutym 2019 r nazwy placu im. Pawła Adamowicza i obchody rocznicy jego śmierci w Szczecinie.

 

Tak mi przykro, że szczecinianie nie potrafili i nie potrafią docenić swojego największego bohatera w historii powojennej Szczecina. No właśnie bohatera (bohater, to osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem, pomocą i ofiarnością wobec innych ludzi. Społeczne uznanie jako bohaterowie zyskują ci, których dokonania są w danym społeczeństwie, kulturze i epoce uznawane za ważne, niebezpieczne, nadzwyczajne i trudne). Marian Jurczyk, był największym szczecińskim bohaterem w czasach komuny. Gdy nikt nie chciał przyjąć funkcji przewodniczącego komitetu strajkowego w stoczni, on zgodził się, niepomny na możliwe późniejsze represje (jego synowa Dorota zginęła tragicznie, wyskakując z okna kamienicy w Szczecinie. Po uzyskaniu informacji o śmierci żony tego samego dnia z innego budynku wyskoczył jej mąż Adam, będący synem Mariana Jurczyka, również ponosząc śmierć. Podejrzewano, że w ich śmierć byli bezpośrednio zamieszani funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Pogrzeb pary przerodził się w antyrządową demonstrację, w trakcie której doszło do walk z oddziałami ZOMO). Nigdzie nie jest powiedziane, że bohater, musi być intelektualistą, politykiem, erudytą, który wszystko wie, który jest pozbawiony wszelkich wad, który nie popełnia błędów. Bohaterem jest się nawet za jakieś jednorazowe dokonanie, nie trzeba całym życiem potwierdzać swego bohaterstwa.

 

Wstyd mi za moich współmieszkańców szczecinian, że w swoim wątpliwym obiektywizmie (że niby, nie da się oddzielić jego legendy z czasów PRL-u, od fatalnej? prezydentury miasta Szczecina), nie potrafią dojrzeć największego bohatera powojennego Szczecina Mariana Jurczyka (nikt nie obchodzi rocznicy jego śmierci). A przecież osoby będące bohaterami często doczekują się poświęconych im dzieł literackich, opowieści w postaci legend, czy chociażby nazwy ulicy. Wstyd!!!