Sejm RP - wszyscy ludzie lewicy

„ … im dłużej jest się premierem, tym bardziej staje się w jakimś sensie socjaldemokratą”. Wreszcie się doczekałem!

 

 Z ust premiera padło w końcu to, co było dla mnie „oczywistą oczywistością”, że zacytuję klasyka, od momentu przejęcia władzy przez „liberalną PO”.

Jest sprawą oczywistą, że postrzeganie partii politycznych i umiejscawianie ich na osi, której końce oznaczone są przymiotnikami „lewicowa” i „prawicowa” jest poważnym błędem. Wartości liberalne i socjalistyczne (lub jak kto woli socjaldemokratyczne) pojmowane muszą być bowiem na gruncie: ekonomicznym, politycznym, oraz ideologicznym. Ich łączenie się w różne warianty powoduje, że niemal nigdy nie może być mowy o prawdziwej lewicowości bądź prawicowości jakiejkolwiek partii politycznej. Nawet w systemach dwupartyjnych, z racji działania różnorodnych frakcji, nie ma mowy o tak prostym podziale.

Skoro tak, to spróbujmy w jakiś sposób zdefiniować to co nas otacza. Dziś, dwadzieścia kilka lat po odzyskaniu suwerenności, wszystkie partie zasiadające w Sejmie, stały się wyrazicielami tych samych poglądów gospodarczych. Przedstawiciele każdej z nich, co prawda różnią się co do szczegółów, jednak pozostają zgodni co do modelu ekonomicznego państwa – socjalizmu.

Wracając jednak do wypowiedzi naszego szefa rządu i wyrażanych przez niego poglądów widać wyraźnie, jak są niestałe. W sieci krążą filmy z początku lat '90 na których uwieczniono wypowiedzi Donalda Tuska – wówczas liberała gospodarczego pełną gębą. Ba, oceniając jego wypowiedzi, można także dostrzec także wolnościowe zapędy w kwestiach światopoglądowych. Choć z pewnością nie były to skrajne opinie. Późniejsze lata to już widoczny skręt w prawo, jeśli chodzi o ideologię, aż do obecnego umoszczenia się w centrum (przynajmniej w opinii samego Tuska). Jednocześnie obecny premier stał się wielkim zwolennikiem równości ekonomicznej, pełnym wrażliwości na sytuację swoich rodaków. Z uwagi na to, wziął się za podwyższanie podatku VAT, a także stawki ubezpieczenia społecznego, zdrowotnego oraz Funduszu Pracy.

Także cała dzisiejsza opozycja zgodnie zajęła lewą stronę. PiS, choć pragnie uchodzić za jedyną prawicę w Polsce, od lat głosi skrajnie socjalistyczny stosunek do gospodarki. Sprzeciw w sprawie prywatyzacji, chęć zwiększania zasiłków, oraz zapowiedzi, że po powrocie do władzy na masową skalę uruchomione zostaną inwestycje ze środków budżetowych. Jak się jednak ma do tego fakt, że rząd PiS-u obniżył podatki PIT? I to w największym stopniu dla najbogatszych (z 40 do 32%). W imię czego? Solidaryzmu społecznego? Błagam...

Zresztą należy przypomnieć, że również „lewicowy” rząd Millera także zmniejszył skalę podatku, w tym przypadku CIT (z 27 do 19%). Co jednak z tego, skoro chętnie rozdawał inne środki budżetowe. Początek rządów to podwyżki dla budżetówki, zwiększanie zasiłków i inne tego typu działania.

Obecna sytuacja gospodarcza, w której dominuje słowo „kryzys” stała się testem dla wszystkich stronnictw politycznych. Testem, który wszyscy oblali. Zwiększanie obciążeń podatkowych (obojętnie czy dla najbogatszych, czy dla wszystkich) widać stało się jedynym pomysłem naszych elit politycznych. Pomysłem, który prędzej czy później pociągnie ich na dno...