Ryzykowne pomaganie

Pomoc może mieć różne wymiary. Sama chęć nie gwarantuje zamierzonego efektu, a nieraz może być on nawet odwrotny.

 

Zła pomoc
 
W niedzielny poranek mój przyjaciele szedł pustymi ulicami miasta, kiedy zobaczył kobietę oraz mężczyznę, który na cały głos wyzywał ją od ostatnich, przeplatając swoje słowa rękoczynami. Mój przyjaciel, człowiek sprawiedliwy i szarmancki nie zastanawiając się wiele, ruszył jej na ratunek. Jakież było jego zdziwienie, kiedy po wdaniu się w nieprzyjemną wymianę słów z mężczyzną, kobieta stanęła po stronie swojego partnera.
 
- A ty skur... jeden! Co się wpier...... w nie swoje sprawy? – skwitowała.
 
Tomek zdębiał i zamilkł, a oni objęci poszli dalej.
 
Kosztowna pomoc 1
 
Po długotrwałym remoncie domu zauważyłem, że w komórce nie ma większej części moich narzędzi i urządzeń. Odkrycie to było zaskakujące, bo wszyscy pracownicy sprawiali wrażenie uczciwych i sumiennych. Brakowało mi m.in. prostownika, a zima była tuż u drzwi. Doszczętnie spłukany wydatkami, z zaciśniętym od kilku tygodni pasem, z bólem wydałem 150 zł na nowy prostownik.
 
Pewnego dnia na kilka godzin przyjechał mój sąsiad, który pojawia się w domu raz na trzy miesiące. Miał jakiś problem z samochodem, którego mógł odpalić. Przyszedł zapytać czy nie mam przypadkiem prostownika. Zadowolony i dumny z mojego przygotowania do życia w trudnych warnikach, poszedłem mu pomóc. Jeszcze zanim sąsiad podłączył prostownik do prądu zauważył, że przewody zaczęły się topić. Odłączył go od akumulatora i oddał mi go. W jakiś sposób udało mu się odjechać i odtąd znowu go nie widziałem.
 
Kilka tygodni później spadł śnieg. Spadła też i temperatura. Gdy rano miałem jechać do pracy, samochód nie chciał mi odpalić. Poszedłem po prostownik, który jak się okazało, nie działał. Miał spalone wnętrze. Kolejne 50 zł, których nie miałem, poszło na jego naprawę.
 
Kosztowna pomoc 2
 
Właśnie odebrałem dzieci ze szkoły. Tuż przy domu w rowie przy drodze utknął swoim samochodem jakiś biedak. Miałem linkę, którą zawsze wożę ze sobą. Mężczyzna się ucieszył, gdy zaproponowałem pomoc. Dwa razy szarpnąłem, ale nie udało się go wyciągnąć. Wtedy poczułem gęsty, ostry dym. Dwa dni później u mechanika dowiedziałem się, że muszę wymienić tarczę sprzęgła.
 
- Co ty robiłeś? – zapytał. Ta tarcza musiała być rozgrzana do czerwoności.
 
Nowa kosztowała mnie kolejne 200 zł.
 
Babci na ratunek
 
W słoneczny dzień szedłem z żoną przez jeden z kołobrzeskich parków. Przed nami szła para dziadków rozmawiających po niemiecku. W pewnym momencie wyprzedziło nas trzech energicznych, młodych ludzi, którzy szli szybkim krokiem. Jeden z nich wyrwał babci torebkę i zaczął uciekać. Pozostali też zaczęli biec. Zanim pomyślałem co zrobić, zacząłem ich gonić. Rozłączyli się. Biegłem za tym z torebką. Gdy już go doganiałem zacząłem się zastanawiać co zrobię kiedy go złapię. Nie należę do typów wojowników. Poczucie sprawiedliwości popychało mnie jednak naprzód. Chłopak wypuścił torebkę z rąk i uciekł.
 
Wtedy na chodnik wjechał samochód. Mężczyzna powiedział, abym wsiadał.
 
- Znajdziemy go – powiedział ochoczo.
 
Jeździliśmy przez chwilę po mieście, kiedy zobaczyliśmy go idącego pewnym krokiem. Na przejściu kierowca zajechał mu drogę tak, że tamten wpadł na maskę samochodu. Kierowca wyskoczył z samochodu, wyciągnął blachę i sprawnie założył mu kajdanki. Starsza pani odzyskała torebkę, a ja byłem później świadkiem na rozprawie sądowej.
 
Warto jest jednak pomagać ludziom, bo nawet jeżeli czasami nie wszystko wychodzi, to świadomość, że obok są inni, którym można pomóc lub na których pomoc w potrzebie można liczyć, sprawia, że życie jest znacznie przyjemniejsze. Teraz pomagam ja, ale to tylko kwestia czasu, kiedy to ja będę potrzebował pomocy.

 

Maciej Strzyżewski