Rozumieć, akceptować, kochać

Nieco sprowokowana, wiadomo chyba przez kogo, postanowiłam ambicjonalnie przyjrzeć się kwestii tolerancji względem różnych perspektyw.


Nieco sprowokowana, wiadomo chyba przez kogo, postanowiłam ambicjonalnie przyjrzeć się kwestii tolerancji względem różnych perspektyw.


 

Tolerancja to takie dziwne zjawisko, które pozwala przyjąć wszystko z całokształtem inwentarza. Mówimy o niej przy rozmaitych okazjach, często nie rozstrzygalnych podczas podejmowanych dyskusji panelowych. Należałoby szanować i akceptować ludzi bez względu na to kim są, bo ludzka podmiotowość i godność bytowa nam to nakazuje.


Jak daleko posuwamy się w przestrzeganiu powszechnych zasad tolerancji? Trudne pytanie, ponieważ akceptujemy homoseksualność. Ale... Zawsze jest jakieś znaczące ale. Środowisko LGBT nadal narzeka, że ich "kolorowi" przedstawiciele nie mogą dokonywać własnych coming out'ów. Trudniej byłoby zaakceptować sąsiada mieszkającego tuż obok, który miałby się ekstrawagancko i oficjalnie prowadzić ze swoim chłopakiem, partnerem, mężem* (niepotrzebne skreślić*).

Wszystko zależy od punktu widzenia. Nie przepadamy za takimi obrazkami, bo nas najzwyczajniej rażą w oczy (chyba ma tu ktoś nader wybujałą wyobraźnię). Jednak nie współczujemy im tego, że znajdują się w udanych i nie patologicznych związkach. 
Jeszcze gorzej rzecz się ma z tolerancją wobec osób z niepełnosprawnością (odchodzi się już od dawnej terminologi Osoba Niepełnosprawna, gdyż żadna niepełnosprawność nie jest określeniem przynależnej do tej osoby i ją określającą) tłumacząc to jedynie pewnymi fizycznymi bądź psychicznymi ograniczeniami.


Bardziej współczujemy takim osobom ze względu na utarty, bardzo krzywdzący stereotyp wpajany od zarania dziejów.
 Ile razy trzeba społeczeństwu powtarzać, że osoby z niepełnosprawnością są takimi samymi ludźmi jak pozostali. Nie liczą na ilość, nie oczekują rzewnego współczucia. Chcą kochać i być kochanym, bez żadnych ograniczeń tabu i zadęcia. Nawet gdy chcą, to niech uprawiają seks. Przecież to takie pospolite. Czemu społecznie nas to w dużej mierze bulwersuje?! Aż tak jesteśmy zaściankowo zacofani?! 


W zasadzie dziwi mnie takie zachowanie. Akceptujemy najdziksze transformacje płci lub jakieś udziwnione modyfikacje ciała argumentując to prawem każdego do własnego szczęścia, przede wszystkim liczy się oryginalność i osobliwa osobowość. 
Niepełnosprawność nigdy nie pozostaje w kwestii osobistego widzi mi się osoby zmagającej się z nią. Niestety jest negatywną wartością dodaną, która zabiera im szeroko pojętą sprawność, co klasyfikuje ich w hierarchii tego gorszego sortu, jako innych, napiętnowanych przez nieprzychylny los.

Jednak Matka Natura tak ten świat urządziła, że w przyrodzie nic nie ginie. Tracąc zdrowie, zyskują siłę i determinacje do walki z przeciwnościami. Szala niesprawiedliwości dzięki temu się wyrównuje, by móc zadziwić siebie, innych i cały świat.


Osobiście nie przepadam za takimi tematycznymi połączeniami, chyba, że kiedyś będziemy dyskutować o gay'u, który nagle stał się niepełnosprawnym, lub jak kto woli - na odwrót.