Rodzinne porachunki

„Prośba z bronią w ręku jest lepsza od prośby bez broni”

 

 

"Porachunki” reż. Luc Besson

Fred Blake z żoną Maggie (Michelle Pfeiffer) i dwojgiem nastoletnich dzieci Bellą (Dianna Agron) i Warrenem ( John D`Leo) oraz dużym psem osiedla się w miasteczku w Normandii.

- Z czego jest znana Normandia oprócz desantu w czasie drugiej wojny? - pyta syn.

- Z camembertu i calvadosu – odpowiadają rodzice.

Tatuś przywiózł w bagażniku niemile pachnącą pamiątkę i nie był to francuski ser. Musiał ją natychmiast zakopać.

Fred okazuje się Giovannim i ma zakaz wychodzenia poza ogrodzenie domu. W ramach walki z nudą zaczyna pisać autobiografię przedstawiając się jako niespotykanie spokojny człowiek. A jego metody przekonywania bliźnich są typu odcięty koński łeb pod kołdrą. Cała rodzina ma podobne propozycje nie do odrzucenia oraz manipulacje, przekupstwa, pobicia lub wysadzanie w powietrze ludzi i sprzętu. Mamusia na przykład nie pozostawi bez wybuchowej odpowiedzi kąśliwych uwag na temat Amerykanów.

Nowi koledzy szkolni dzieci są nie lepsi – Bellę próbują zbiorowo zgwałcić ale ta bardzo dobrze posługuje się rakietą tenisową, niekoniecznie na korcie.

Nad wszystkim czuwa pitbull z FBI Robert Stansfield (Tommy Lee Jones), a postępowanie rodzinki dodaje mu kolejnych bruzd na twarzy.

Trudne jest życie świadka koronnego, który wydał organom głównego mafiosa. Musi co trzy miesiące zmieniać miejsce pobytu, cierpieć z powodu braku masła orzechowego, ciągłej obserwacji dwóch tajniaków i podsłuchiwania rozmów telefonicznych.

Film jest reklamowany jako komedia kryminalna ja nazwałabym go tragikomedią z naciskiem na tragi, bo dużo w nim przemocy. Choć parę zabawnych scen też się w nim znalazło oraz jedna erotyczna.