Robertowi

“Powiedz Grzesiu, co ja mam teraz cenić? Może ty będziesz wiedział? Po dupie dostaję, a cenić nie ma czego!”

 

A gówno prawda Robercie!

Jeżeli tylko uczciwie żyjesz. Jeżeli tylko, przez lata, byłeś przyzwoitym człowiekiem. Nie. Nie żadnym pieprzonym ideałem, perfekcjonistą, mędrcem nad mędrce, bezbłędnym i doskonałym. Jeżeli tylko myślałeś tak jak mówiłeś i żyłeś w zgodzie z jednym i, z drugim, to masz kogo cenić. SIEBIE!

I nie jest to żaden egoizm. Wręcz odwrotnie. Jeżeli uczciwie żyłeś a teraz sam sobie mówisz, że dałeś ciała to nie jest to skromność tylko najbardziej szmatława pycha. I nie wolno Ci sobie na nią pozwolić. Bo to jest oszustwo skierowane na samego siebie! Parszywe oszustwo. Takie, które każe Ci zgiąć kark. Nie pozwól się uszukiwać. Nikt nie zasługuje na kłamstwo. Ty też.

Piszesz: “Najpierw odchodzi przyjaciel”. Nie kłam. Przyjaciel nie odchodzi nigdy. Nawet wówczas kiedy przenosi się na ten lepszy ze światów. Jeżeli od Ciebie odszedł to znaczy, że nie był przyjacielem. A jeśli nie był to znaczy, że zostałeś oszukany. Zostałeś. Teraz znasz prawdę. Zawsze lepiej jest ją znać niż żyć kłamstwem i w kłamstwie. Poznałeś prawdę. A jeśli tak to, ona zawsze, w jakimś sensie, Cię wyzwoli. I. to nic, że boli. Musi boleć. Żeby zapamiętać.

Nie ma innej metody na tym ze światów. I nie ma tzw. lekkiego życia. Nikt, nigdy nie mówił, że będzie łatwo. A jeśli mówił, to kłamał.

Piszesz, że aby się utrzymać musiałeś wrócić do parszywej roboty. I co z tego? Jak musiałeś, to wróciłeś. I nie jest ważne, że jest paskudna. Ważne, że jest. Tysiące nie mają takiej alternatywy. I ważne, że masz jeszcze zdrowie i siłę by wziąć byka za rogi. Bo:” Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma”. A jeśli przetrwasz, a przetrwasz bo nie masz wyjścia:-), to uczciwie sobie powiesz, jestem “hero”! Bo jesteś.

Piszesz, że dzieci, na rok przed dyplomem, wszystko rzuciły i wyjechały zagranicę. A ja Ci mówię, że miały do tego prawo. To jest już ich życie, nie Twoje. I nikt za nikogo życia nie przeżyje.

Tak. Wiem. Każdy normalny rodzic chce, dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze. I wie więcej choćby dlatego, że więcej przeżył. I po wielokroć patrzy, jak najukochańsze istoty błądzą. Bywa, że i oczy robią się czasem bardzo mokre... Bywa, że coś ściśnie w dołku...

Ale wie też, że błądzić muszą. Tak jak każdy z nas za młodu:-) Bo nie wystarczy tysiąc słów. Ale guz na głowie, jak najbardziej. “Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. I, wierz mi Robercie, że są sprawy o milionkroć ważniejsze, niż dyplom zdobyty o czasie. I Ty dobrze o tym wiesz!

Wiem też, że kiedy wydaje się, że świat wali się na głowę to rodzi się pokusa oskarżeń. Oskarżeń siebie i, co jest w istocie francowate, oskarżeń najbliższej osoby. Bo w każdym z nas tkwi taka męda, która tylko czeka by jej pozwolić wyleźć na wierzch. Nie pozwól! Za żadne skarby świata by wylazła z Ciebie. A jeśli żona nie ma siły by tę francę trzymać na uwięzi, to wiedz, że musisz jej to wybaczyć. Bo tylko ten, drzemiący w nas potwór, ma moc by zabić.

Jeśli to wiesz, to wiesz wszystko czego potrzebujesz by przetrwać. By żyć. By mieć do tego siłę nawet wówczas gdy wydaje Ci się, że wszystko straciło już sens. Bo to też jest, Robercie, gówno prawda!

Nie stać Cię na to, by przegrać! Już wygrałeś, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

A kiedy skończysz to czytać, rusz dupsko, wstań, złam wszystkie głupie zasady i beznadziejne postanowienia. Soczyście kopnij urazy, pretensje, oskarżenia.
I bardzo mocno Ją przytul. Niczego nie musisz mówić. Może nawet lepiej będzie gdy stulisz dziób. I nie puszczaj. Za żadne skarby świata, nie puszczaj!

Aż runą Mury Jeryha!

A runą. Wiem co mówię...

I żyj!