Relacje z ludźmi a zdrowie

To, że inni wpływają na nasze nastroje nie jest chyba dla nikogo dziwne.

To, że inni wpływają na nasze nastroje nie jest chyba dla nikogo dziwne.

 

W towarzystwie osoby zdenerwowanej można samemu wpaść w zdenerwowanie, a w końcu wyrobić sobie nawyk popadania w złość. Natomiast osoba wesoła zachęca do uśmiechu.

Na swoim przykładzie zaobserwowałam wyraźnie jak to działa. W moim rodzinnym domu, denerwowanie się było częstym elementem codziennego życia. Sama ulegałam czasem temu „zwyczajowi”, gdy coś nie szło po myśli lub czułam się zmęczona, rozdrażniona.

Po wyjściu za mąż i mojej przeprowadzce do rodziny mojego męża, stopniowo udało mi się prawie w zupełności wyeliminować ten uciążliwy nawyk. Wiem, że sposób funkcjonowania mojego męża i teściowej – opanowanie i pogoda ducha – udzielały mi się „dzień na dzień”.

 

Każdy z Was ma zapewne swoje przykłady i doświadczenia w tym zakresie. Dlatego przejdę do omówienia ważniejszej kwestii, która jest związana z interakcjami społecznymi.

Otóż ludzie, którzy odgrywają dość istotną rolę w naszym życiu – a więc z którymi spotykamy się dostetecznie często – wpływają nie tylko na nasze nastroje ale również na naszą bilogię a więc na zdrowie.

Dzieje się to za sprawą naszego umysłu, a dokładniej dróg nerwowych, których wyjątkową cechą jest wrażliwość na świat zewnętrzny.

 

Zagadnieniem tym zajmuje się neurobiologia społeczna, o której wspomina Daniel Goleman w swojej książce: „Inteligencja społeczna”.

Nasz mózg, można nazwać „mózgiem społecznym”, gdyż ulega on wpływowi stanów wewnętrznych innych osób, tak jak i nasz stan wewnętrzny oddziałuje na osoby, którymi się otaczamy.

Ma to takie znaczenie dla nas, że związki, w których dominuje ciągły stres, „niezdrowy klimat”, nie sprzyjają nie tylko naszemu samopoczuciu, ale też zdrowiu.

Przeciwnie - zdrowe, serdeczne, przyjazne kontakty  z bliskimi (gdyż one odgrywają najwazniejszą rolę) wpływają korzystnie na nasze funkcjonowanie i są wręcz pożądane jeśli chcemy prawidłowo funkcjonować.

 

W swojej książce D. Goleman pisze: „Nasze interakcje społeczne działają jak modulatory, pełniąc jakby rolę interpersonalnych termostatów, które wciąż ustawiają na nowo kluczowe aspekty funkcjonowania mózgu, kierując naszymi emocjami.

Wynikające stąd uczucia mają dalekosiężne konsekwencje, które ogarniają cały nasz organizm, uruchamiając kaskady hormonów regulujące działanie układów biologicznych, od sercowo-naczyniowego poczynając, na komórkach odpornościowych kończąc.”


Wiedząc już jak duże znaczenie mają udane związki z ludźmi, powstaje pytanie: jak to wygląda w Twoim przypadku? Jak często pozwalasz sobie na takie stymulujące i wzmacniające relacje?

W dzisiejszych czasach jest to trudniejsze niż kiedyś. Dziś technika – internet, sprzęt elektroniczny pozwala na coraz większe wyobcowanie. Wiele spraw załatwia się przez telefon, maila, czat. Coraz mniej jest fizycznego kontaktu, spotkań twarzą w twarz.

Nie jest to jednak niemożliwe.

 

Ja – takie relacje buduję ze swoim mężem. Założyłam też Klub Mądrego Życia w Krakowie, w którym dbamy o jakość kontaktów i przyjazny, twórczy klimat.

Skorzystałam też z wielu kursów prowadzonych przez Tadeusza Niwińskiego, które inspirują do pracy nad sobą, co przekłada się na umiejętność budowania korzystnego klimatu w związkach, w których się funkcjonuje.

 

Tylko od Ciebie zależy, czy wykorzystasz swój „towarzyski mózg” na swoją korzyść, czy szkodę.