Refleksje po świętach o ... świętości

Bycie chrześcijaninem to nie jest łatwa sprawa.

Ta trudność wcale nie wynika z ogólnie przyjętych stereotypów czy z przeciwności z jakimi chrześcijanin musi się zmagać.

Chrześcijaństwo i wiara w Boga trudne są same w sobie.

 

Po pierwsze przykazania - ich przestrzeganie często graniczy z niemożliwością. Wpływa na to nasza ludzka natura - jakże biologiczna. Ta biologia bardzo często stoi w sprzeczności z zakazami duchowymi (jak np. seks przedmałżeński), nie mieszkanie wspólnie ze swoją drugą połową, wykonywanie ryzykowanych zawodów czy sportów itd.

Po drugie to brak odpowiedniego nauczania. Zakazy są nam narzucone z góry, ale czy ktoś kiedyś pofatygował się by wyjaśnić nam - świeckim - jak należy je interpretować, czym one są i gdzie sięgają ich granice? Ilu z Was wiedziało, że nieprzestrzeganie przepisów BHP w pracy, że nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego, że palenie papierosów czy picie alkoholu to wykroczenia przeciwko piątemu przykazaniu - nie zabijaj? Czy spowiadając się - spowiadacie się z grzechów przeciwko temu przykazaniu?

Po trzecie niezrozumienie - mając już dziesiąt lat, jedyne czego dowiedziałem się o religii i nauczaniu Jezusa to to, że nikt nigdy niczego mi nie wytłumaczy - sam muszę wszystkiego dociekać. Zatem jak mam być chrześcijaninem idącym drogą Boga, skoro nikt nie dokonał wysiłku by wyjaśnić mi, czym jest ta droga i jak nią podążać? A no właśnie - czy ktoś w ogóle był do tego zobligowany? Jeśli tak, niech sam się wytłumaczy ... przed Bogiem ze swoich zaniedbań. Ale i ja nie jestem bez winy - są biblioteki, jest Internet, jest prasa - sam mogłem dociekać informacji i wiedzy. Przez te zaniedbania zarówno ze strony pedagogów jak i mojej, nigdy nie rozumiałem, dlaczego grzechem ma być seks przedmałżeński skoro jestem istotą biologiczną. O ile z pkt widzenia biologii sensu w tym nie widzę, o tyle z pkt widzenia duchownego - sens jest niezwykle wyraźny. Zanim mnie skrytykujecie, sami nad tym pomyślcie.

Po czwarte to czasy - moda na wszystko tylko nie na wstrzemięźliwość, rozsądek, wiedzę, naukę, uduchowienie. Wszystko co związane z religią chrześcijańską, w krajach rozwiniętych uważane jest za coś zacofanego. Ale to, czy się cofamy czy nie zależy tylko od nas samych. Bóg nigdy nikomu nie nakazywał zaprzestania nauki i rozwoju. Każdy ma swój rozum i każdy ma możliwość wyboru - czy pójdzie do kościoła czy też nie - bo koledzy patrzą i się śmieją.

Po piąte postawa prodemokratyczna z drobnym ale - religia to nie demokracja. Bycie chrześcijaninem automatycznie skazuje nas na życie w systemie autorytarnym - jest jeden Bóg do którego prowadzi jedna z góry narzucona droga, jest jego jeden namiestnik na ziemi. Jeśli chce się być chrześcijaninem, trzeba przestrzegać z góry narzuconych norm i zasad. Ale oczywiście możemy ich nie przestrzegać - tylko czy obłuda nam pasuje? Co głupszy tą obłudę nazwie demokracją - wolnością. Wolność - słowo klucz - wolności chce każdy i w dodatku wolności od wszystkiego (głównie od odpowiedzialności).Osoba odpowiedzialna nigdy nie będzie chciała żyć w anarchii, która jest chyba najwyższą zorganizowaną formą wolności bez odpowiedzialności.

Po szóste to my sami - sami budujemy dogmaty, sami na siłę chcemy kierować naszym życiem, sami na siłę wyrywamy sobie pierwszeństwo do posiadania, sami na siłę staramy się być dla kogoś mentorem, niekoniecznie przekazując szczytne idee.

 

Zatem chrześcijaństwo i bycie chrześcijaninem to bardzo poważna sprawa. Decydując się na przyjęcie postawy chrześcijańskiej, musimy wielu rzeczy się wyrzec i spojrzeć na samego siebie równie krytycznie co pozytywnie.