Psychologia demokratyczna

Dziewczynka podbiega do Stalina wpada mu w ramiona i mówi: -wujku daj cukierka. Stalin odpowiada ze stoickim spokojem : -spie***laj Na co redaktorzy z telewizji: -a mógł zabić.

 

W zamierzłchłych czasach ktoś powiedział, że stan wojenny był "operacją psychologiczną". Ten okres przeminął, było to tak dawno, że nawet najstarsi górale tego nie pamiętają. Nie pamiętają tez młodsi - z lenistwa.

Kłócić się z tezą urojenia stanu wojennego chyba też nie warto, jeśli ktoś wierzy, ze nam stan wojenny nie zaszkodził to, jak kłócić się z osoba, która przyznała się, ze była u psychologa, ale na pytanie, czy u niej wszystko w porządku? Odpowiada, że tak. Nie dajemy jej do końca wiary.

W takim razie, jeżeli jesteśmy w sferze urojeń, to, jeśli kogoś ze znajomych zapytamy w jakim systemie społeczno-polityczno-ekonomicznym żyjemy możemy się spodziewać grymasu na twarzy rozmówcy i odpowiedzi jasnej i przejrzystej – demokracja.

 

No pięknie i cudownie. Tyleśmy lat wzdychali do demokracji. Jak to będzie pięknie, kiedy każdy będzie mógł powiedzieć wszystko, co mu ślina na język przyniesie, popróbować swoich sil w biznesie, chodzić z głową zadarta do góry z nalepka na czole; mam swoje poglądy i niech każdy patrzy w swój talerz. Tyle nam z tej demokracji, że nie mogę się odpędzić od wrażenia, ze każdy jednak zagląda mi w talerz. I zagląda w imię demokracji czy tam nie ma jakiś dziwnych "rewizjonistycznych" poglądów. Pięknie ktoś odpowiedział na pytanie dziennikarza, że ma poglądy prawicowe: "tak w ogóle to ja mam poglądy".

 

Czyli każdy się ze mną zgodzi, że ma poglądy. Każdy też się będzie zapierał, że to są jego własne poglądy, a nie zaczerpnięte z gazet i TV informacje. Ktoś mi w zapędzie erystyki odpowie, że jesteśmy szlifowani przez społeczeństwo, że jednostki grupują się, a ich odmienne zdania schodzą na dalszy plan w imię wspólnej idei.
 
No cudownie coraz lepiej, czyli, jeśli powiem, że dobro naszego kraju jest naszym priorytetem nikt chyba nie zaprzeczy? Każdy z nas chciałby żyć w państwie cudowności i błogości, gdzie TV nie pokazuje żadnych "spin" społecznych. Jednocześnie jednak od wszystkich znajomych słyszę, że tutaj, w Polsce jest nuda i bieda, byleby tylko Donek się utrzymał u władzy, a będzie dobrze, byle do przodu. Każdy dzień rządów Tuska dostarcza tym ludziom niesamowitej satysfakcji, a telewizja pokazuje słuszną historię, jak to było w przypadku wywiadu z Cioskiem i Gwiazdą na wiadomej stacji telewizyjnej.

 

Nie mogłem uwierzyć w wypowiedz ministra do spraw związków zawodowych, że miał w latach 80. solidarność w sercu, jak kazdy polak, a chwile później przyznaje się , że mogli strzelać. Oprócz wdzięczności za dobre serce "ambasadora" mam dowcip:


Telewizja radziecka relacjonuje spotkanie Stalina z młodzieżą z Komsomolca.
Sześcioletnia dziewczynka podbiega do Stalina wpada mu w ramiona i już na jego rekach mówi:
wujku daj cukierka.
Stalin odpowiada ze stoickim spokojem :
sp******aj
Na co redaktorzy z telewizji:
a mógł zabić.

Chwile pożartowaliśmy, ale przejdźmy do mainstreamu. Do tego właśnie chciałbym się odwołać z zapytanie do moich wszystkich znajomych bez względu na poglądy, czy nie widza wielkiej przepaści miedzy deklarowana demokracja, a tym, ze każdy z młodych ludzi bez protekcji i znajomości tak naprawdę nie znaczy NIC. Ileż to rozmów było, że mając znajomości możesz w Polsce wszystko. To jest demokracja....? Psychologia demokratyczna. Leżymy na sofie, świecą nam lampka w oczy, a my dalej gadamy, ze jestesmy zdrowi/normalni.