Psalm nieco pesymistyczny... żyjemy na zerowej błonie czasu?

...zainspirowany wierszami W.Szymborskiej "Sto pociech" i Liczba Pi"

 

Psalm nieco pesymistyczny

(zainspirowany wierszami W. Szymborskiej „Sto pociech” i „Liczba Pi”)

aa4d31ac27cb876c4cdeac2bfa976d0f.jpg

Nie przychodzę z przeszłości;

nie podążam w przyszłość.

To stamtąd znajduje mnie

we wszelkich poczynaniach

każda następna chwila,

by bezpowrotnie rozpłynąć się

w byłych dokonaniach…

Ten odwrócony bieg czasu

daje złudne poczucie teraźniejszości,

rozum zaś krzyczy mi: ZERO!

Między BYŁO a BĘDZIE – JEST zero!

Żyję na zerowej błonie czasu:

Już mnie nie ma (czas przeszły dokonany);

niby jestem (czas teraźniejszy, domniemany?);

natychmiast będę (czas przyszły, spodziewany)

Albo czasu nie ma

(wymysł fizyków i matematyków),

albo złudzenie jego przepływu

to wytwór - funkcja tak spreparowanej świadomości.

Jest tylko jedno wyjście z tego dylematu:

skoro można skwantyzować falę świetlną

w strumień poszczególnych fotonów,

to kwantyzacja czasu uwiarygodnia

błonę naszej teraźniejszości.

Istnieje ona niewyobrażalnie krótko:

to czas Plancka – tp = 5,4 x 10 do minus 44sek.

- to boskie mgnienie, po nim

następna hiperchwila i następna,

i tak – dopóki ten spektakl się nie skończy.

A każda taka chwila to jedna

nieuchronna klatka filmu holograficznego.

Nieustająca emisja z szybkością światła

tych klatek – chwil Plancka

karmi naszą świadomość

na błonie teraźniejszości – iluzją wiecznego

procesowego ruchu materialnego Wszechświata.

Jesteśmy animowanymi aktorami

BOSKIEGO HOLOGRAMU

na animowanej scenie naszego Kosmosu,

przeniknięci do szpiku kości

poczuciem autonomii własnej

i realizmu rzeczywistości swojego świata,

a nieograniczona i niepojęta

wszechmoc i  inteligencja KREATORA

przenika wszystkie nasze zamysły i poczynania.

WSZYSTKO czego doświadczamy

To nasza MAJA – kreowana NIBY w przyszłości

- w BEZCZASOWOŚCI wyższego wymiaru –

Przez NIEGO – niepoznanego,

wszędzie obecnego, nieograniczonego

wyobraźnią i możliwościami

boskiej technologii.

ALLELUJA!

(Piotr Stanisław Issel)

 

Kochana i podziwiana przeze mnie Pani Wisławo!

9c8593fdaee86b470d6c7cb7d4cf871a.jpg

Wiersz „Sto pociech” zainspirował mnie do napisania tego „Psalmu nieco pesymistycznego”, a to z powodu pewnych podziwu godnych dokonań i aspiracji „niebożęcia –człowieka”. Ta swoista gloryfikacja gatunku homo sapiens jest perwersyjnie antropocentryczna, bo z drugiej strony z wiersza emanuje dobroduszna ironia godna zakamuflowanej filozofii biblijnego Koheleta. Wyrazy uznania przesyłam za pomysł i formę przekazu. Ale jeżeli w moim „psalmie” jest choć trochę racji, to przecież mi żal, że nasze ludzkie życie to li tylko ucieleśniony hologram nie byle czyjej w końcu wyobraźni…

P.S.

Jestem pełen podziwu dla Pani sposobu rozpracowania niewymiernej i nieskończonej „Liczby Pi”, której specyfika istnienia „przynagla gnuśną wieczność trwania.” Kłania się stamtąd w swej matematycznej „niezupełności” p. K. Godel, a ja humanistycznie wyrażam jeszcze raz szacunek.

P.S. 2

Już poniewczasie przypomniał mi się Pani filozoficzny przecież wiersz „Życie na poczekaniu”, który jest egzemplifikacją tezy zawartej w moim „psalmie”. Bo też życie na poczekaniu jest wg Pani przedstawieniem bez próby i nieznana jest też grana rola, chociaż niewymiennie własna. Niewiadomo o czym jest sztuka, trzeba to dopiero zgadywać na scenie. Nieprzygotowanie do roli rodzi dyskomfort i stresującą improwizację. Ale niewzruszone przekonanie o solidności dekoracji i rekwizytów oraz pozapalane światła nawet najdalszych galaktyk wymuszają działanie: „I cokolwiek uczynię, zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam”. W „Psalmie nieco pesymistycznym” ten holograficzny spektakl życia – poza świadomością aktora – jest logicznie przewidywalny, bo ON –KREATOR – PODPOWIADACZ (być może w osobach bytów-pomocników: reżyserów, scenarzystów, suflerów itp.) we właściwym porządku podrzuci potrzebną kwestię. Każdy następny kadr przedstawienia będzie zawierał wszystkie konsekwencje wynikające z wszystkich przyczyn kadrów poprzednich. Tak więc paradoksalnie jakaś doza nieświadomości jest „solą i pieprzem” życia na poczekaniu.

Pozdrawiam i dziękuje za poezyjną ucztę!

Poniżej dwa wiersze Wisławy Szymborskiej, inspirujące mojego ojca do napisania tego artykułu.

Sto pociech

Zachciało mu się szczęścia,

zachciało mu się prawdy,

zachciało mu się wieczności,

patrzcie go!

                      

Ledwie rozróżnił sen od jawy,

ledwie domyślił się, że on to on,

ledwie wystrugał ręką z płetwy rodem

krzesiwo i rakietę,

łatwy do utopienia w łyżce oceanu,

za mało nawet śmieszny, żeby pustkę śmieszyć,

oczami tylko widzi,

uszami tylko słyszy,

rekordem jego mowy jest tryb warunkowy,

rozumem gani rozum,

słowem: prawie nikt,

ale wolność mu w głowie, wszechwiedza i byt

poza niemądrym mięsem,

patrzcie go!

 

Bo przecież chyba jest,

naprawdę się wydarzył

pod jedną z gwiazd prowincjonalnych.

Na swój sposób żywotny i wcale ruchliwy.

Jak na marnego wyrodka kryształu -

dość poważnie zdziwiony.

Jak na trudne dzieciństwo w koniecznościach stada

nieźle już poszczególny.

Patrzcie go!

 

Tylko tak dalej, dalej choć przez chwilę,

bodaj przez mgnienie galaktyki małej!

Niechby się wreszcie z grubsza okazało,

czym będzie, skoro jest.

A jest - zawzięty.

Zawzięty, trzeba przyznać, bardzo.

Z tym kółkiem w nosie, w tej todze, w tym swetrze.

Sto pociech, bądź co bądź.

Niebożę.

Istny człowiek.

 

Liczba Pi

Podziwu godna liczba Pi
trzy koma jeden cztery jeden.
Wszystkie jej dalsze cyfry też są początkowe,
pięć dziewięć dwa ponieważ nigdy się nie kończy.
Nie pozwala się objąć sześć pięć trzy pięć spojrzeniem
osiem dziewięć obliczeniem
siedem dziewięć wyobraźnią,
a nawet trzy dwa trzy osiem żartem, czyli porównaniem
cztery sześć do czegokolwiek
dwa sześć cztery trzy na świecie.
Najdłuższy ziemski wąż po kilkunastu metrach się urywa
podobnie, choć trochę później, czynią węże bajeczne.
Korowód cyfr składających się na liczbę Pi
nie zatrzymuje się na brzegu kartki,
potrafi ciągnąc się po stole, przez powietrze,
przez mur, liść, gniazdo ptasie, chmury, prosto w niebo,
przez całą nieba wzdętość i bezdenność.
O, jak krótki, wprost mysi, jest warkocz komety!
Jak wątły promień gwiazdy, że zakrzywia się w lada przestrzeni!
A tu dwa trzy piętnaście trzysta dziewiętnaście
mój numer telefonu twój numer koszuli
rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty trzeci szóste piętro
ilość mieszkańców sześćdziesiąt pięć groszy
obwód w biodrach dwa palce szarada i szyfr,
w którym słowiczku mój a leć, a piej
oraz uprasza się zachować spokój,
a także ziemia i niebo przeminą,
ale nie liczba Pi, co to to nie,
ona wciąż swoje niezłe jeszcze pięć,
nie byle jakie osiem,
nieostatnie siedem,
przynaglając, ach, przynaglając gnuśną wieczność
do trwania.

Wisława Szymborska

 P.S.

Zapraszam do wyrażenia swojej opinii o tym artykule.