Przyjaźń i „kac moralny”

Mam kaca moralnego. Ale niekoniecznie z powodu jakiegoś złego postępku, niedobrego zachowania czy zdrady przyjaciela. Rzecz dotyczy przyjaźni w sieci.

 

Mam kaca moralnego. Jak cholera. Ale niekoniecznie z powodu jakiegoś złego postępku, niedobrego zachowania czy zdrady przyjaciela. Rzecz dotyczy przyjaźni w sieci.

Miałem (mam?) przyjaciółkę. Fantastyczna osoba. Mądra, wrażliwa i kapitalnie, doskonale pisząca. Przyjaciółka w sieci. Od początku naszej znajomości okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Kapitalnie się rozumieliśmy, myśleliśmy podobnie poglądy w większości tematów, na które napotykaliśmy. Ale właśnie… w większości a, jak się okazało, nie we wszystkich. I tu zaczęły się schody. Schody, czyli zgrzyt, wystawienie przyjaźni na próbę.

Pojawił się pewien temat, który okazał się kompletnie odwrotnie przez nas odczytywany. I zaczęła się wymiana argumentów. Krótka, bo zakończyłem ją, aby dalej nie jątrzyć. Jasne było bowiem, że w tym temacie dzielą nas lata świetlne. Poprosiłem o zakończenie korespondencji, żeby nie napisać (albo nie dostać) o jedno zdanie za dużo. Absolutnie szanuję tę przyjaźń, żeby ją tak po prostu zaprzepaścić.

Sprawa stała się bolącą drzazgą i dla niej, mojej przyjaciółki i dla mnie. Ja popełniłem notkę na blogu, ona kolejny felieton, oboje nie omieszkaliśmy „dowalić do pieca”.

I dzisiaj tak sobie czytam jej felietony, ona być może moje notki (chociaż tematyka moich notek mało ją interesuje, bo to nie jej obszar zainteresowań). I tęsknię za mailem jakimś. I napisałbym jakiś komentarz do felietonu… Ale przecież nie napiszę, bo nawet jeśli nie dla niej, to dla jej czytelników, stałem się niestrawny.

Mam kaca moralnego. Z drugiej zaś strony… Nie rozumiem. Czy przyjaźń polegać ma na tym, że z przyjacielem zgadzam się we wszystkim? Gdybym miał przyjaciela geja, tez musiałbym być gejem? Bo skoro nim nie jestem, nasze poglądy w tym temacie byłyby kompletnie różne.

Czuję się bardzo niekomfortowo. Myślę, że moja przyjaciółka(?) też, bo długo leżało jej to na wątrobie. Czuję się niekomfortowo, bo ta przyjaźń była najcenniejszą zdobyczą jaką jaką osiągnąłem w sieci. Zawdzięczam jej to, że w ogóle chce mi się uderzać w klawiaturę.

Tak więc, uważajmy aby swoich sieciowych przyjaciół nie urazić. Zorientujmy się, jaki temat im nie pasuje, żeby przypadkiem nie pokazać różnicy zdań. Bo będzie koniec.

Przepraszam za te ostatnie zdanie. To taka…, taki…, takie… na złość. Ale czuję się… do dupy.